Żeby nie zwariować

Jak można się było spodziewać, poluzowanie ograniczeń sanitarnych pewna specyficzna część naszego społeczeństwa zrozumiała jako sygnał, że epidemia się skończyła i żadnego zagrożenia już nie ma. W poniedziałek po majówce z samego rana przed katowicką Ikeą ustawiła się kilkusetmetrowa kolejka ludzi, którym w czasie kwarantanny wyczerpał się w domowych spiżarniach zapas foteli i meblościanek. Warto dodać, że wedle nowych wytycznych do Ikei mieszczącej się w stolicy naszego województwa może wejść ok. 1300 osób. Mamy przekonanie graniczące z pewnością, że zdecydowana większość stojących pół dnia w rzeczonej kolejce, to ci sami ludzie, którzy noszą maseczki ochronne z kinolem na wierzchu, a jednorazowe rękawiczki po wyjściu ze sklepu chowają do kieszeni „na potem”.
 
Z drugiej strony, wszyscy mają już dosyć tego, że świat stoi na głowie i łakną odrobiny normalności. Izolacji w 4 ścianach z resztą domowników nie wytrzymują już nie tylko ludzie, ale nawet zwierzaki. Np. niedawno w Bielsku-Białej pewien kot miał już tak serdecznie dość ludzi ciągle kręcących mu się po mieszkaniu, że gdy wyszli na balkon, skoczył na klamkę i zatrzasnął za nimi drzwi. Ostatecznie nieszczęśników po kilku godzinach uratowali strażacy. Zdrowy rozsądek podpowiada, że kot jest za głupi, żeby wykręcić taki numer celowo. Jednakże twierdzenie, że to pies jest najlepszym przyjacielem człowieka też nie wzięło się znikąd.
 
Żeby nie zwariować, trzeba po prostu szukać pozytywów w całym tym szaleństwie. Ostatnio np. Krajowa Administracja Skarbowa poinformowała, że w wyniku obostrzeń spowodowanych pandemią drastycznie zmalał przemyt alkoholu i papierosów do naszego kraju. W Hiszpanii co najmniej 120 byków uniknęło śmierci, ponieważ odwołano wszystkie korridy. Z kolei w Miami przez 7 tygodni nie popełniono ani jednego zabójstwa, co jest wynikiem najlepszym od 1957 roku. Rekord jest tym bardziej imponujący, że Don Johnson ma już po siedemdziesiątce i dawno przestał pilnować porządku w tym mieście. 
 
Może i wypadałoby na koniec napisać coś o wyborach, wolcie Gowina, czy o Hołowni, u którego lektura Konstytucji przed kamerą wywołuje wybuchy płaczu. Jednak zwyczajnie nam się nie chce. Cała nasza klasa polityczna robi w tej materii wszystko, aby udowodnić, że na pisanie i czytanie o ich aktywności zwyczajnie szkoda czasu i nerwów. Zamiast tego wolimy wspomnieć o 600-letnim dębie Mieszku I, którego jakiś imbecyl celowo podpalił w ubiegłym roku. Otóż staruszek Mieszko wypuścił właśnie świeże zielone listki. Będzie dobrze. 
 
Gospodzki&Podróżny
źródło foto:wiocha.pl