Zdalne nauczanie, czyli przykra konieczność w trudnych czasach

Już wszystkie szkoły, z wyjątkiem placówek specjalnych, pracują w trybie on-line. 9 listopada taką formą nauczania zostały objęte także dzieci z najmłodszych klas podstawówek. Mimo że taką sytuację można było przewidzieć, wiele gmin i dyrektorów szkół nie zadbało o zakup dobrej jakości sprzętu. Problemem dla nauczycieli staje się także utrzymanie uwagi uczniów, którzy po zalogowaniu na zajęcia zajmują się zupełnie innymi rzeczami.
 
Zdaniem Marii Konar, przewodniczącej oświatowej „Solidarności” w Gliwicach w tej chwili nauczyciele znacznie lepiej odnajdują się w zdalnej rzeczywistości, niż miało to miejsce wiosną, na początku pandemii Covid-19. – Wtedy wszyscy byli zaskoczeni, wielu nauczycieli skupiało się na przesyłaniu  materiałów do samodzielnej pracy, przeciwko czemu buntowali się rodzice. Teraz zajęcia są realizowane w trybie on-line, nauczyciel ma kontakt z uczniami, po zaprezentowaniu partii materiału może zadawać im pytania – mówi Maria Konar. Jak podkreśla, zajęcia zostały skrócone do 30 minut, a nauczyciele starają się maksymalnie wykorzystać lekcje, zostawiając dzieciom czas na krótki odpoczynek, chociażby na proste ćwiczenia fizyczne. – Dla wielu, zwłaszcza dla starszych nauczycieli, wbicie się w ten rytm było związane z ogromnym stresem – dodaje.
 
Taka forma prowadzenia zajęć wymaga od pedagogów całkowitego przeorganizowania swojej pracy. – Trzeba poświęcić dużo czasu i włożyć sporo wysiłku, żeby wszystkie materiały dydaktyczne przygotować od nowa. Nawet jeśli ktoś gromadził pomoce naukowe przez 10 lat, to dzisiaj trudno jest mu je wykorzystać. Musi opracować nowe prezentacje, praktycznie jakby zaczynał pracę od początku – zaznacza Daniel Mizera, szef oświatowej „Solidarności” w Chorzowie.
 
Sam nauczyciel nie wystarczy
Odpowiednie przygotowanie nauczycieli do prowadzenia lekcji on-line to tylko jedna strona medalu. Efektywność zdalnego nauczania zależy również od zaangażowania uczniów. W najmłodszych klasach szkół podstawowych kluczem jest także pomoc rodziców. Małe dzieci nie poradzą sobie z logowaniem na lekcje w odpowiednim czasie, czy rozwiązywaniem problemów sprzętowych. – Obecność i wsparcie rodzica są nieodzowne, gdy komputer przestaje działać tak jak należy, bo gdy dziecko traci kontakt z panią, wpada w popłoch – mówi przewodnicząca oświatowej „S” w Gliwicach.
 
Innym problemem, dotyczącym już starszych dzieci, jest brak aktywności na zajęciach. Jak sygnalizują nauczyciele, wielu uczniów po zalogowaniu na platformę zajmuje się innymi rzeczami, wychodzi z pokoju lub gra. – Jeśli dziecko nie chce brać aktywnego udziału w lekcjach, to trudno je zmobilizować – podkreśla Daniel Mizera. W takiej sytuacji i nauczyciele, i rodzice, którzy bardzo często muszą chodzić do pracy, są praktycznie bezradni. Pozostaje im jedynie liczyć na odpowiedzialność własnych dzieci. Maria Konar podkreśla, że pod tym względem znacznie lepiej prowadzi się zajęcia w szkołach średnich. – Tu uczniowie mają świadomość, że maksymalnie muszą wykorzystać to, co nauczyciele chcą im przekazać – zaznacza. Jednak w tego typu szkołach, zwłaszcza w technikach, problemem okazują się rozbudowane podstawy programowe, których zrealizowanie w ciągu 30-minutowych lekcji jest praktycznie niemożliwe. – Okrojenie podstaw programowych mogłoby pomóc rozwiązać ten problem – dodaje Konar.
 
Na otarcie łez?
W większości placówek nauczyciele mogli zadeklarować, czy zdalne zajęcia będą prowadzić ze szkoły, czy z domu. – To trochę uratowało sytuację, bo wielu nauczycieli korzysta z prywatnych komputerów. Gdyby musieli pracować na szkolnym sprzęcie, zdalnego nauczania nie dałoby się zorganizować – zaznacza Maria Konar. W ocenie związkowców, mimo że ponownego wprowadzenia zdalnego nauczania należało się spodziewać, wielu dyrektorów nie zadbało o doposażanie szkół w odpowiedni sprzęt. Koszty zdalnego nauczania po raz kolejny zostały przerzucone na nauczycieli. Zapowiedziany przez premiera jednorazowy dodatek w wysokości 500 zł to za mało, by je zrekompensować. – To tak trochę na otarcie łez, ale trzeba się cieszyć, że cokolwiek będzie – mówi Daniel Mizera. – Może wystarczy na zakup programu, czy doposażenie komputera, ale podstawowego sprzętu nie da się za to kupić. W dodatku wciąż nie wiadomo, w jaki sposób te pieniądze będą rozliczane – dodaje Maria Konar.
 
Agnieszka Konieczny
źródło foto:pixabay.com/CC0