Zaraźliwa choroba polityków

Jest taki stary dowcip o góralu, który skarży się, że telewizja kłamie. Jako przykład na potwierdzenie tej tezy góral podaje prognozę pogody. Gdy w Warszawie spadnie śniegu po kolana, to telewizory krzyczą, że jest klęska żywiołowa, a jak mu zasypie chałupę po dach, to mówią o świetnych warunkach narciarskich. Jak to bywa ze starymi dowcipami, a zwłaszcza tymi o góralach, również w tym przytoczonym powyżej kryje się głębsza i uniwersalna prawda.

Czerpiąc wiedzę o świecie z tzw. mainstreamowych mediów, można dojść do wniosku, że w polskiej lidze piłki kopanej gra tylko jedna drużyna nosząca nazwę Legia Warszawa, a wszyscy jej przeciwnicy to jakieś dziwne, nikomu nieznane drużyny, które istnieją wyłącznie po to, aby Legia nie musiała grać sama ze sobą. Nie mają żadnych kibiców i pies z kulawą nogą się ich sportowymi poczynaniami nie interesuje. Korki i inne utrudnienia w ruchu drogowym również zdarzają się wyłącznie w Warszawie, bo doniesienia o tego typu zdarzeniach co drugi dzień wypełniają czołówki rzekomo ogólnokrajowych portali internetowych. Innymi słowy naczelna zasada brzmi następująco: wszystko i tylko to, co dzieje się w Warszawie jest ważne oraz interesujące. Z kolei to, że 95 proc. obywateli naszego kraju mieszka poza stolicą, stoi w korkach w Katowicach, Wrocławiu, czy Gdańsku, kibicuje Wiśle Kraków lub Szombierkom Bytom nie ma najmniejszego znaczenia.

Myślicie, że przesadzam? To włączcie dziś wieczorem dowolny telewizyjny serwis informacyjny. Daję głowę, że jedna z pierwszych wiadomości będzie dotyczyć tego, że kandydatem na prezydenta Warszawy w przyszłorocznych wyborach samorządowych z ramienia PO będzie Rafał Trzaskowski, a w PiS wciąż zastanawiają się czy większe szanse na wyborczy triumf ma Patryk Jaki, czy jednak Stanisław Karczewski. Jeżeli będzie inaczej, w nagrodę funduję Wam bilet na najbliższy wyjazdowy mecz Szombierek Bytom z Polonią Poraj, który zostanie rozegrany w Święto Niepodległości.

Nie mam jednak zamiaru w niniejszym felietonie załamywać rąk nad kondycją polskich mediów, bo jakie one są, każdy widzi, słyszy i czyta. Zarówno media sympatyzujące z „dobra zmianą”, jak i te wierne „totalnej opozycji” są jednakowo warszawocentryczne, więc nie ma sensu sobie tym głowy zawracać. Znacznie bardziej martwi mnie to, że owa warszawocentryczność jest chorobą zaraźliwą, a grupą szczególnie narażoną na tę przypadłość są politycy. Bo niby jesteśmy najgęściej zaludnionym regionem w kraju. Niby z racji tego mamy największą liczbę parlamentarzystów, tylko niestety niewiele z tego wynika. Długo próbowałem sobie przypomnieć jakąkolwiek inicjatywę posłów ze Śląska podjętą na rzecz naszego regionu. Jeszcze dłużej szukałem w pamięci przykładu na to, że parlamentarzyści z naszego województwa potrafią wznieść się ponad partyjne podziały i zrobić coś dobrego dla nas, czyli dla ludzi, których rzekomo reprezentują w stolicy. Nie znalazłem kompletnie nic. Jeśli wam się uda, stawiam wejściówki na mecze Szombierek do końca sezonu.

Trzeci z Czwartą:)