Wystarczy tylko płacić więcej

Rekordowo niskie bezrobocie sprawia, że pracodawcy mają coraz poważniejsze problemy ze znalezieniem pracowników. Coraz więcej firm nagradza już zatrudnionych za polecenie osób chętnych do pracy. Takie praktyki czasem wzbudzają jednak kontrowersje. 
 
Według najnowszego międzynarodowego raportu LinkedIn „Global Recruiting Trends 2017”, aż 48 proc. pracodawców przyznaje, że polecenia pracownicze stanowią najlepsze źródło pozyskiwania kadr. Tego typu programy skierowane są do osób już zatrudnionych, którym za polecenie nowych pracowników pracodawca wypłaca pieniądze lub nagradza ich w inny sposób, np. oferując karnety na siłownię czy atrakcyjne wycieczki. Do tej pory ta nietypowa forma rekrutacji funkcjonowała głównie w międzynarodowych korporacjach. Pozwalała ona przyciągać wysoko wykwalifikowanych specjalistów, a także „podbierać” najlepszych pracowników konkurencyjnym firmom.
 
W ostatnim czasie programy poleceń pracowniczych na swój grunt zaczęły przenosić firmy produkcyjne, które narzekają zarówno na brak wysoko wykwalifikowanych fachowców, jak i pracowników wykonujących najprostsze zadania. Jednak w ocenie związkowców ten model rekrutacji w przedsiębiorstwach przemysłowych nie specjalnie się sprawdza. W ich ocenie, aby przyciągnąć pracowników do pracy w zakładach produkcyjnych należy stworzyć im jak najlepsze warunki pracy oraz przede wszystkim godziwe wynagrodzenia. Bez tych dwóch elementów nawet najbardziej nowatorskie formy rekrutacji nie przyniosą oczekiwanych skutków. 
 
Coraz więcej firm
Pod koniec lipca spółka kolejowa Kolprem, działająca w strukturach ArcelorMittal Poland, przekazała zakładowym organizacjom związkowym zasady programu rekomendacji „Poleć pracownika – weź pieniądze”. Program zakłada, że pracownik zatrudniony w tej spółce, który poleci nową osobę chętną do pracy, otrzyma jednorazową nagrodę wynoszącą 2 tys. zł. W informacji przesłanej do związkowców pracodawca wyjaśnił, że projekt ma na celu zainteresowanie osób posiadających uprawnienia kolejowe ofertą zatrudnienia w Kolpremie poprzez rekomendację tej firmy, jako rzetelnego i atrakcyjnego pracodawcy.
 
Pracownik ma zastąpić HR?
W ten sposób spółka chce pozyskać głównie maszynistów kolejowych i ustawiaczy, posiadających aktualne uprawnienia. – Rynek maszynistów skurczył się, wiele osób odeszło na emerytury, brakuje ludzi. Przygotowanie maszynisty trwa kilka lat. Firma potrzebuje takich osób, które przyjdą do pracy i od razu zaczną jeździć, dlatego próbuje ich ściągnąć z innych spółek kolejowych – mówi Jerzy Goiński, przewodniczący Solidarności w ArcelorMittal Poland w Dąbrowie Górniczej. Jednak w jego ocenie pracodawca nie powinien korzystać z usług już zatrudnionych pracowników w poszukiwaniu rąk do pracy. – Tym powinien zajmować się dział rekrutacji, który niestety okazuje się nieskuteczny – dodaje związkowiec.
 
Zdaniem Jerzego Goińskiego jednym z powodów, dla których firmie trudno pozyskać wykwalifikowanych pracowników są zarobki. – Jak spółka zapewni atrakcyjne warunki płacowe, to nie będzie musiała w taki sposób rekrutować pracowników, ludzie sami przyjdą – zaznacza przewodniczący Solidarności w AMP w Dąbrowie Górniczej.
 
Przyglądając się dość restrykcyjnym zasadom programu rekomendacji, trudno nie odnieść wrażenia, że pracodawca doskonale zdaje sobie sprawę z tego problemu. Nagrodę za polecenie pracownika osoba rekomendująca dostanie wówczas, gdy wskazany przez nią kandydat zostanie zatrudniony w Kolpremie, przepracuje w tej spółce co najmniej 6 miesięcy i po tym okresie otrzyma pozytywną opinię bezpośredniego przełożonego, co będzie oznaczało, że jest przewidziany do dalszego zatrudnienia. Jedna z zasad programu stanowi również, że osoba polecana nie mogła być zatrudniona w Kolpremie przez okres 12 miesięcy poprzedzający moment rekomendowania.
 
Hutników też brakuje
W marcu tego roku program poleceń pracowniczych został wprowadzony w spółce Hutmen we Wrocławiu. Pracodawca poinformował pracowników, że otrzymają nagrodę pieniężną, wówczas gdy rekomendowany przez nich kandydat podpisze umowę o pracę, a wysokość premii zostanie uzależniona od kwalifikacji przyjętej osoby. – W ogóle nie ma chętnych do pracy w zawodach hutniczych. Potrzeba pracowników m.in. do obróbki plastycznej. Dawniej funkcjonowała szkoła przyzakładowa, ale została zlikwidowana – mówi Wiktor Cisłowski, przewodniczący Solidarności we wrocławskim Hutmenie. Podkreśla, że bardzo trudno jest znaleźć osobę, która już np. po trzech miesiącach będzie mogła rozpocząć samodzielną pracę na konkretnym stanowisku. – Praca jest bardzo ciężka, w systemie trzyzmianowym lub w czterobrygadówce. Gdyby firma proponowała wyższe wynagrodzenia, ludzie chętniej by się zatrudniali. W ciągu kilku ostatnich miesięcy do pracy w Hutmenie przyszła tylko jedna osoba polecona przez pracownika spółki, ale zrezygnowała po okresie próbnym – dodaje przewodniczący zakładowej Solidarności.
 
Agnieszka Konieczny
Źródło foto: pixabay.com/CC0