Wracamy na ziemię

"Polskaaa, biało-czerwoni", czyli w skrócie „nasi”, znaleźli się w doborowym gronie 13 drużyn, które przegrały swój inauguracyjny mecz na mundialu w Rosji. W tej pechowej trzynastce są różne ekipy. I takie maciupeńkie, mało znaczące, z już wkupionymi biletami do domu, jak np. Panama. Ale są też takie, które wciąż mają apetyt na co najmniej półfinał. Wspomnę tu chociażby naszych zachodnich sąsiadów. Początek turnieju obfituje w niespodzianki. Porażka Niemców z Meksykiem wcale nie jest największą. Bardziej może zdumiewać remis Argentyny z Islandią, czy (nieco mniej, ale jednak też) 1:1 Brazylijczyków ze Szwajcarami. Ale to jednak remisy, a nie porażki. Porażka naszych z Senegalem niespodzianką niestety nie jest, raczej odarciem ze złudzeń, że zobaczymy coś innego, niż się obawialiśmy. Od razu wróćmy na ziemię. Choć twardą i płaską, to jednak okrągłą jak piłka uciekająca spod nóg naszych pod nogi przeciwnika. I cieszmy się z małych rzeczy.
 
Jedną z takich małych rzeczy jest fakt, że w doborowym gronie 13 drużyn obok naszych orłów są Niemcy. To świetna wymówka dla „naszych” – nawet Niemcy zaliczyli falstart. Jest też Peru, które dało biało-czerwonym wbić pięć bramek w ostatnim meczu grupowym na mundialu w Hiszpanii w 1982 roku. Tu z kolei mamy pretekst, aby powspominać dawne, dobre czasy. W trzynastce znalazła się również Kostaryka. Kibic z dobrą pamięcią lub ze smykałką do babrania się w archiwach powinien wiedzieć, że drużynie z tego kraju wiele zawdzięczamy. To właśnie dzięki Kostarykanom biało-czerwoni dwanaście lat temu, 20 czerwca 2006 roku, odnieśli ostatnie mundialowe zwycięstwo. Dwa gole zaaplikował Kostaryce stoper Bosacki Bartosz. W meczu o honor, rzecz jasna. Wcześniej pechowo, bo jakże by inaczej, przegraliśmy „jednąbramkąwdoliczonymczasiegry” z Niemcami, a w meczu otwarcia owego pamiętnego mundialu dwa gole wbił nam Ekwador, złośliwe i arogancko nie wpuszczając ani jednego naszego. Cztery lata wcześniej, na mundialu w Korei Południowej było tak samo. Dwa razy w plecy i zwycięstewko na otarcie łez przed powrotem do kraju. Minęły dwa mundiale bez naszych i niestety znowu zaczyna się tak, jak w pierwszej dekadzie XXI wieku. Od porażki po słabej grze i kuriozalnych golach wciśniętych nam przez przeciętny Senegal. Nie o taki upór i konsekwencję nam chodziło. 
 
Wiem, że oczekiwania kibiców raczej są zbyt wygórowane w stosunku do możliwości i umiejętności drużyny naszych kopaczy piłki. Tu potrzeba fury szczęścia, a zarazem zdecydowanie więcej pokory wobec własnych niedostatków i wynikającego z tej pokory przekonania o potrzebie ciężkiej pracy. Ale to w sumie o każdym można powiedzieć. Nie wiem, czy uda się naszym wyjść z grupy, czy też zgodnie z XXI-wieczną tradycją w drugim meczu biało-czerwoni polegną jak w pierwszym i zostanie im już tylko mecz trzeci, ostatni. Wolałbym tego nie oglądać po raz kolejny. Mimo 12-letniej przerwy. A nawet jeśli miałoby się skończyć tak, jak zwykle się kończyło w tym stuleciu, to chciałbym, aby selekcjoner przypomniał chłopakom, że aby zagrać ten ostatni mecz „o honor”, trzeba najpierw zadbać, żeby rzeczonego honoru nie stracić. 
 
Jeden z Drugą;) 
źródło foto:demotywatory.pl