Władze PRL obawiały się kolejnego zrywu robotników

W tym roku mija 30.rocznica fali strajków z 1988 roku. Jaka była przyczyna protestów, które doprowadziły do rozmów przy Okrągłym Stole i zmiany ustrojowej w Polsce?
– Od ponad dekady trwał kryzys gospodarczy, brakowało artykułów konsumpcyjnych, rynek był bardzo źle zaopatrzony. Początek 1988 roku przyniósł kolejne załamanie, chociaż rządzący podkreślali, że powinno być lepiej, że wchodzimy w kolejny etap reformy gospodarczej i lada moment nastąpi poprawa. Pomimo tych zaklęć, poziom życia obniżał się. Do tego doszły ograniczenia w dostawach energii elektrycznej, które były szczególnie odczuwalne w wielu górnośląskich miastach. Na niektórych osiedlach często brakowało również wody. W tej sytuacji na zakładach uaktywniły się podziemne struktury Solidarności. Pierwsze strajki wybuchły już wiosną 1988 roku. Była to odpowiedź na podwyżkę cen, która weszła w życie na początku lutego, była najwyższa od 1982 roku i wbrew zapowiedziom nie przyniosła poprawy zaopatrzenia.

15 sierpnia zbuntowali się górnicy z jastrzębskiej kopalni Manifest Lipcowy, do których bardzo szybko przyłączyły się kolejne zakłady...
– Ciężka praca górników nie przekładała się na wynagrodzenia. Z jednej strony z miesiąca na miesiąc malała wartość pieniądza, z drugiej i tak nic nie można było kupić, nawet słynne sklepy górnicze zaczęły świecić pustkami. Spora część górników pracowała przez siedem dni w tygodniu, co sprawiało, że praca w kopalniach stawała się nieznośna. Oprócz tego nie respektowano uprawnień wynikających z Karty Górnika. Na to nakładała się fatalna sytuacja mieszkaniowa. Wielu górników mieszkało w hotelach robotniczych, niektórzy nawet po kilka lat.

Strajkujący zgłosili nie tylko postulaty ekonomiczne i socjalne...
– Wiosną 1988 roku pojawiły się głównie postulaty ekonomiczne. Sytuacja zmieniła się w lecie, gdy obok nich przedstawione zostało żądanie dotyczące legalizacji Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Solidarność. Z punktu widzenia rządu był to postulat polityczny, ponieważ komunistyczna władza postrzegała Solidarność jako przeciwnika politycznego.
 
Jednak skala strajków była znacznie mniejsza niż w 1980 roku. Dlaczego?
– Do 20 sierpnia strajkowało 12 kopalń, głównie w Rybnickim Okręgu Węglowym, ale nie tylko. Do protestu przyłączyli się m.in. górnicy z kopalni Andaluzja w Piekarach Śląskich. Władza od razu podjęła działania, które miały zapobiec rozprzestrzenianiu się strajków. Rozpoczęto ofensywę propagandową, wszędzie, gdzie tylko się dało – w gazetach, mediach lokalnych, audycjach radiowych oraz w telewizji – podkreślano, że strajki są nielegalne, a osoby, które się przyłączą do protestujących, spotkają represje, łącznie ze zwolnieniem z pracy. Podawano, że protesty szkodzą Polsce, twierdząc, że prowadzą do jeszcze większej zapaści gospodarczej, co powoduje braki w sklepach. W ten sposób chciano przerzucić na protestujących odpowiedzialność za kryzys. Wielu ludzi podatnych na tę propagandę patrzyło na strajki z obawą, ale determinacja górników była ogromna. Nie dali się zastraszyć. Po kilku dniach protesty zaczęły się wylewać poza Śląsk, zastrajkowało Wybrzeże.
 
Równocześnie 20 sierpnia w Warszawie zebrał się Komitet Obrony Kraju pod przewodnictwem gen. Wojciecha Jaruzelskiego, który rozważał wprowadzenie stanu wyjątkowego, a nawet powtórkę ze stanu wojennego, czyli wyprowadzenie wojska i milicji na ulice...
– Jeszcze tego samego dnia wojewoda katowicki Tadeusz Wnuk postanowił, że na terenie Jastrzębia-Zdroju i w okolicy innych strajkujących kopalń wprowadzony zostanie stan wyjątkowy. Tak też się stało, w pobliże protestujących zakładów skierowane zostały oddziały wojska i milicji. To rozpoczęło wojnę nerwów. Z jednej strony władza dążyła do zlikwidowania protestów, z drugiej obawiała się, że pacyfikacja z użyciem wojska i milicji przyniesie efekt odwrotny i dojdzie do strajku powszechnego. Nie mamy dostępu do wszystkich materiałów dotyczących tego okresu, ale najprawdopodobniej rządzący konsultowali się ze swoimi zwierzchnikami w Moskwie. Wydaje się, że ekipa Gorbaczowa nie była zainteresowana zaognianiem sytuacji w Polsce. 21 sierpnia do Jastrzębia-Zdroju przyjechał szef Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych płk Zdzisław Wewer, który podczas spotkania z członkami egzekutywy PZPR przekonywał, by członkowie partii postawili na dialog i nie oczekiwali od wojska i milicji rozwiązania siłowego.
 
To był przełom w myśleniu ówczesnej władzy?
– Strajki wystraszyły rządzących, którzy obawiali się, że mogą się one stać zapalnikiem wybuchu niezadowolenia społecznego w całym kraju. Na szczęście obyło się bez rozlewu krwi. 26 sierpnia szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych gen. Czesław Kiszczak zasugerował, że przedstawiciele różnorodnych środowisk społecznych i pracowniczych mogliby się spotkać przy tzw. Okrągłym Stole. Już następnego dnia to oświadczenie zostało podane do publicznej wiadomości, wydrukowano je w Trybunie Robotniczej.
 
Niemniej obietnica dotycząca legalizacji Solidarności nie padła...
– Dlatego górnicy z Manifestu Lipcowego postanowili, że strajk będzie trwał dalej. O zakończeniu protestu zdecydowali dopiero 3 września, po bardzo trudnych i długich rozmowach z Lechem Wałęsą, który przyjechał do zakładu. To otwarło drogę do Okrągłego Stołu, ale trzeba pamiętać, że postulaty protestujących nie zostały spełnione.
 
Z dr. Bogusławem Traczem z Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach rozmawiała Agnieszka Konieczny
źródło foto: Archiwum IPN Katowice