Wita Was Radio „Solidarność”

Podziemne Radio „Solidarność” było głosem oporu. Dowodem na to, że mimo stanu wojennego Solidarność trwa i działa. 
 
Pierwszą audycję Radio "Solidarność" wyemitowało 12 kwietnia 1982 roku w Warszawie. W Regionie Mazowsze rozgłośnię utworzyli Zofia i Zbigniew Romaszewscy. W kolejnych latach radio nadawało już w kilkudziesięciu ośrodkach w Polsce.
 
W Regionie Śląsko-Dąbrowskim Radio „Solidarność” rozpoczęło emisję 29 kwietnia 1984 roku. Zorganizowanie rozgłośni Regionalna Komisja Wykonawcza NSZZ Solidarność powierzyła Ryszardowi Kuszłeyce. Kuszłeyko od początku aktywnie działał w związku. W stanie wojennym był internowany. Zmarł w 2008 roku. 
 
Jednoosobowa redakcja
– Solidarność. Mówi Solidarność... Wita Was Radio Solidarność. Patronuje nam RKW – tak po raz pierwszy przywitała słuchaczy Maria Brzoza, spikerka podziemnej radiostacji w regionie. Po 13 grudnia 1981 roku za działalność w Solidarności została zwolniona z Rozgłośni Polskiego Radia Katowice, gdzie pracowała w dziale reżyserii dźwięku. W działalność podziemnego radia zaangażowała się za namową Marka Mierzwiaka, dziennikarza i współzałożyciela związku w katowickiej rozgłośni, współpracującego wówczas z Radiem Wolna Europa. W Radiu Solidarność pani Maria sama wykonywała całą dziennikarską pracę. – Byłam nie tylko spikerką, ale także nagrywałam i montowałam audycje w oparciu o informacje z niezależnej prasy związkowej. Robiłam to wszystko w swoim mieszkaniu na magnetofonie kasetowym. Audycje kopiowałam w kilkunastu egzemplarzach – wspomina Maria Brzoza. 
 
Nie było wpadki
W kolportaż kaset oraz organizowanie emisji audycji w prywatnych mieszkaniach zaangażowało się wielu ludzi. – Myślę, że byliśmy dobrze zakonspirowani, bo nie mieliśmy ani jednej wpadki – opowiada Maria Brzoza. Audycje trwały zaledwie kilka minut. Były krótkie, aby SB nie mogła namierzyć nadajników. Jak zaznacza Marek Mierzwiak, miały bardziej znaczenie psychologiczne niż informacyjne. – Chodziło o to, by pokazać, że Solidarność żyje, że nie boi się mówić, że stawia opór – podkreśla dziennikarz.
 
O tym, kiedy i o której godzinie radio będzie nadawać, związkowcy informowali w ulotkach. Aby przekonać się, że radio jest słuchane, przerywali emisję i prosili słuchaczy o zapalenie, i zgaszenie świateł. – W okresie przaśnego socjalizmu, gdzie wszystko było na sznurek i drut wiązane, Radio Solidarność to był fenomen. Mimo wielu problemów technicznych, ludzie słuchali radia drugiego obiegu i czekali na kolejne audycje – podkreśla Marek Mierzwiak. 
 
Różne sygnały wywoławcze
Sygnałem wywoławczym radia Solidarność w Regionie Śląsko-Dąbrowskim był fragment pieśni pt. „Solidarni, nasz jest ten dzień”, nagranej przez internowanych w obozie w Łupkowie. Po 20. latach utwór stał się oficjalnym hymnem Solidarności i został wpisany do rejestru pieśni narodowych. 
 
Z kolei warszawską radiostację firmowała melodia piosenki okupacyjnej „Siekiera, motyka”. Sygnałem wywoławczym podziemnego radia we Wrocławiu była „Rota”, w Krakowie „Mury” Jacka Kaczmarskiego, a w Bydgoszczy „Żeby Polska była Polską” Jana Pietrzaka. Fragmentami piosenki kwartetu Morawski, Waglewski, Nowicki, Hołdys pt. „Jesteśmy najlepsi, jesteśmy najsilniejsi” witało słuchaczy Radio Solidarność w Gorzowie. 
 
Radio zamilkło po wyborach
Po częściowo wolnych wyborach parlamentarnych Radio Solidarność zniknęło z eteru. Na tradycje podziemnej radiostacji powoływało się m.in. Radio Eska. Stanisław Tyczyński. twórca pierwszej prywatnej stacji radiowej w naszym kraju, czyli RMF FM był jednym z ludzi, którzy zakładali podziemne radio Solidarność na terenie Małopolski.
 
Beata Gajdziszewska
źródło foto:commons.wikimedia.org/CC BY-S.A. 4.0/Merlinka2016