Wiedzieliśmy, że uczestniczymy w czymś niezwykłym

Popieramy Gdańsk – pod takim hasłem w sierpniu 1980 roku stanął Śląsk i Zagłębie Dąbrowskie. Gdyby strajkujące Wybrzeże nie zostało wsparte przez przez nasz region, sierpień 1980 roku nie zakończyłby się sukcesem robotników. Zdecydowaną większość bohaterów tamtych wydarzeń stanowili młodzi ludzie.
 
28 sierpnia 1980 roku stanęła jastrzębska kopalnia Manifest Lipcowy (obecnie Zofiówka). W kolejnych dniach protesty objęły cały region. – Dopóki Gierek miał za sobą Śląsk, to mógł przeciągać sprawy na Wybrzeżu. Strajki w naszym regionie przełamały ten impas. Wydarzenia w Gdańsku nabrały tempa – podkreśla Jan Bożek, wówczas 34-letni górnik, który podczas strajku odpowiadał za porządek na ówczesnej kopalni Manifest Lipcowy. – Gdy rozpoczęliśmy protest to dopiero wtedy negocjacje prowadzone przez stoczniowców z władzą zaczęły mieć łatwiejszy przebieg – przyznaje Grzegorz Stawski, sygnatariusz Porozumienia Jastrzębskiego, jeden z najmłodszych przywódców strajków w 1980 roku. Wtedy miał 25 lat. – Byliśmy młodzi, ale nie byliśmy już młodzieńcami. Mieliśmy w sobie wiele odpowiedzialności i świadomość, że uczestniczymy w czymś niezwykłym – wspomina Stawski. Wtedy też nikt nie myślał o represjach w przypadku stłumienia przez władzę strajku. – Pewnie dlatego, że młodzi ludzie mniej się boją – zauważa Jan Bożek.
 
Górnicy nie od razu jednak zdawali sobie sprawę, że rozpoczynając strajki biorą współodpowiedzialność za losy kraju. Przystąpili do nich, bo mieli dość bardzo trudnych warunków pracy. – W świątek, piątek i w niedziele. Do tego dochodziły nadgodziny. Mocno dokuczało nam też marne zaopatrzenie w sklepach i ciągłe podwyżki cen – mówi Jan Bożek. Postulaty wolnościowe nie pojawiły się wśród strajkujących od razu. Na początku nikomu nie przychodziło do głowy, że można domagać się zmiany systemu. Jak podkreśla Grzegorz Stawski, chodziło im raczej o socjalizm z ludzką twarzą. – Dopiero później, gdy już powstała Solidarność, stwierdziliśmy, że w komunie nie musimy żyć – mówi.
 
Porozumienie Jastrzębskie podpisane zostało 3 września o godz. 5.45, na trzeci dzień po wynegocjowaniu przez stoczniowców z komunistami Porozumienia Gdańskiego. Górnicy poparli w nim 21 postulatów gdańskich i dołączyli do nich własne. Dotyczyły m.in. zniesienia 4-brygadowego systemu pracy, większej równości płac, zniesienia blokady informacyjnej o strajkach na Śląsku i ustanowienia sobót wolnych od pracy. Grzegorz Stawski i Jan Bożek podkreślają, że wolne soboty były jednym z najważniejszych górniczych postulatów. Zaznaczają też, że to dzięki uporowi Tadeusza Jedynaka, zmarłego w tym roku sygnatariusza Porozumienia Jastrzębskiego, dziś korzysta z nich całe społeczeństwo.
 
Po strajkach górnicy pozostawili w kopalniach wzorowy porządek. – Nie pozostał tam nawet papierek. W ogóle podczas protestu nie było problemów z utrzymaniem tysięcy ludzi w ryzach. Wśród nich panowała duża samodyscyplina – podkreśla Grzegorz Stawski. Jak wspomina Jan Bożek, kiedyś żona jednego z górników razem z jedzeniem podała mu przez bramę kopalni butelkę wódki „dla otuchy”. – Górnik oddał ją kobiecie i oznajmił, że na strajku pić absolutnie nie wolno – opowiada Jan Bożek.
 
Tuż po protestach jastrzębski Międzyzakładowy Komitet Strajkowy przekształcił się w Międzyzakładową Komisję Robotniczą NSZZ Solidarność. Związkowcy zaapelowali do wszystkich załóg biorących udział w proteście, by w jak najkrótszym czasie nadrobili straty powstałe w czasie przestoju. Górnicy odrobili je w trzy tygodnie. – Podczas strajków ludzie zyskali świadomość, co to znaczy być wolnym człowiekiem. I to później musiało zaowocować – podkreśla Grzegorz Stawski.
 
Beata Gajdziszewska