Warto pamiętać i przypominać

Piszę ten felieton 16 sierpnia, dzień po obchodach Święta Wojska Polskiego. Nie będę jednak opisywać Bitwy Warszawskiej, ani przypominać, że obroniliśmy całą Europę przed bolszewicką nawałnicą. Przypomnę za to o tym, co udało się zbudować dzięki tamtemu zwycięstwu.
 
Aby w pełni docenić skalę sukcesów II RP, należy wziąć pod uwagę warunki, w jakich budowano nowe państwo polskie po I wojnie światowej. Działania militarne w czasie wojny były prowadzone na 90 proc. terenów, z których później powstała II Rzeczypospolita. Przez niektóre rejony Polski wschodniej front przechodził 5 razy. Zniszczono prawie 2 mln budynków i 56 proc. taboru kolejowego, większość kolejowych dworców i niemal 2,5 tys. mostów. Jakichkolwiek upraw zaprzestano na 4,5 mln hektarów gruntów rolnych, wyrżnięto 4 mln sztuk bydła. Zakłady przemysłowe co prawda nie zostały zniszczone przez bomby, jak podczas II wojny światowej, lecz w większości wycofujący się zaborcy kompletnie ogołocili je z maszyn i wszystkiego, co miało jakąkolwiek wartość. 3 mln ludzi wysiedlono, pozbawiając ich całego dobytku. Kilkaset tysięcy polskich żołnierzy służących w armiach zaborczych zginęło na polu walki, a od 300 do 400 tys. cywili umarło z powodu nędzy i chorób.
 
Dawne ziemie zaboru pruskiego, austriackiego i rosyjskiego różniło niemal wszystko. Inna była waluta, szerokość torów kolejowych, charakter gospodarki i poziom życia ludności. Dawne zabory posiadały nie tylko całkowicie odmienne systemy prawne czy fiskalne, ale nawet różne zasady ruchu drogowego. O ile na ziemiach należących wcześniej do Niemców i Rosji obowiązywał ruch prawostronny, to w dawnym zaborze austriackim jeżdżono po lewej stronie drogi. Jadąc np. z Warszawy do Krakowa trzeba było w odpowiednim momencie zmienić pas ruchu, aby uniknąć czołowego zderzenia.
 
Mimo tych wszystkich przeciwności udało nam się zbudować Gdynię i Centralny Okręg Przemysłowy, którego zakłady pod względem zaawansowania technologicznego mogły śmiało konkurować z firmami pochodzącymi z wysokorozwiniętych krajów zachodnich. To wówczas polscy inżynierowie Stefan Bryła i Władysław Tryliński zbudowali pierwszy na świecie most o konstrukcji spawanej, który stoi do dzisiaj w Mazurzycach w województwie łódzkim. To w dwudziestoleciu międzywojennym polski inżynier wymyślił peryskop odwracalny, który zrewolucjonizował światowy przemysł pancerny, a skonstruowany przez prof. Kazimierza Zembrzuskiego prototyp parowozu areodynamicznego zdobywał złote medale na najbardziej prestiżowych światowych wystawach przemysłowych. To dzięki polskim naukowcom i wynalazcom z tamtego okresu mamy dzisiaj świetlówki, wycieraczki czy resory samochodowe. To im świat zawdzięcza np. metodę krystalizacji, która umożliwiła przemysłową produkcję tranzystorów i tym samym rewolucję w elektronice.
 
Piszę o tym wszystkim nie tylko przy okazji Święta Wojska Polskiego, ale również w kontekście powracającego ostatnio tematu reparacji za II wojnę światową. Nie jestem na tyle naiwny, żeby wierzyć, że ktokolwiek wypłaci nam odszkodowanie za ten gigantyczny potencjał gospodarczy, naukowy i społeczny, który udało nam się zbudować w II RP i który został nam bezpowrotnie odebrany w 1939 roku. Pamiętać i przypominać o nim przy każdej okazji jednak warto. Może dzięki temu raz na zawsze wyleczymy się z kompleksów wobec bogatego Zachodu, a Zachód nabierze trochę pokory i przestanie nas pouczać jak mamy układać sobie życie w naszym własnym kraju.
 
Trzeci z Czwartą:)