Warto być sceptycznym

Na początek małe ćwiczenie umysłowe. Wyrecytujcie z pamięci numery telefonów 5 najbliższych wam osób. Macie minutę. Powinno wystarczyć. Kiedyś, gdy telefony miały kabel i prawdziwą, a nie namalowaną na ekranie słuchawkę na pewno by wystarczyło. A teraz? Teraz może być ciężko, prawda? Ja nie dałem rady. Przyznaje się bez bicia. Ale po co mam pamiętać, skoro robi to za mnie mój smartfon. Pamięta za mnie znacznie więcej rzeczy, które powierzyłem mu z własnego wygodnictwa. Wie, jak i gdzie dojechać. Mówi mi, jaka jest pogoda, gdy rano ubieram się do roboty. Pamięta różne hasła i loginy. Opanował za mnie reguły ortografii. Smartfonowi nie powierzyłem chyba tylko hasła do bankowego konta, ale wyłącznie ze strachu i typowo zaściankowej nieufności do wszelkich nowinek.
 
Nowoczesna technologia sprawia, że stajemy się coraz bardziej łatwowierni, a przez to coraz głupsi. I to nie jest moja intuicyjna ocena, ale fakt dowiedziony naukowo. Naukowcy z University College London przebadali mózg podczas poruszania się „na GPS”. Obserwowali pracę kory przedczołowej, związanej z podejmowaniem i planowaniem decyzji,oraz hipokampu, odpowiadającego m.in. za pamięć i wyobraźnię przestrzenną. Okazało się, że przy jeździe bez nawigacji mózg pracuje pełną parą, musi podejmować decyzje, orientować się w terenie itd. Natomiast przy użyciu GPS szare komórki odpowiedzialne za te czynności nie są nam do niczego potrzebne i mózg traci zainteresowanie tym, co dzieje się dookoła. Innymi słowy przez wygodnictwo pozwalamy, aby inni myśleli za nas. W niećwiczonym mózgu obumierają neurony i stajemy się coraz durniejsi zupełnie dosłownie.
 
Dobrze wiedzieć. Tylko co z tą wiedzą począć? Wyrzucić smartfon i wyciągnąć z zakurzonej szuflady starą komórkę, w której szczytem technologii była gra w węża? No przecież dobrze wiemy, że się nie da. To może przynajmniej zabrać smartfona dzieciom, żeby chociaż one były mądrzejsze, skoro dla zidiociałych rodziców nie ma już ratunku? Tylko że bez smartfona dzieciak w szkole momentalnie stanie się wyrzutkiem wyśmiewanym przez kolegów i wtedy gucio mu przyjdzie z pięknie rozwiniętej kory przedczołowej. Smutna to prawda, ale nie sposób z nią polemizować.
 
Co więc począć, aby nie zgłupieć do reszty? Być sceptycznym. Nie wierzyć do końca, nie ufać bezgranicznie. Rano zamiast sprawdzać pogodę w smartfonie, wyjrzeć za okno, żeby wiedzieć, czy założyć szalik, czy krótkie spodenki. Oprócz ekraniku GPS, śledzić też znaki drogowe. I przede wszystkim sprawdzać to, co piszą w internetach i mówią w telewizji, bo tam o zidiocenie najłatwiej.
 
Od lat słyszymy np. że Polska jest największym trucicielem Europy, że przez nasz węgiel, kopalnie i węglową energetykę misie polarne już nie są białe, bo z racji globalnego ocieplenia opaliły się na brąz. Można być wygodnickim i w to uwierzyć. Można też sprawdzić jak jest naprawdę. Otóż w ubiegłym roku najwięcej dwutlenku węgla do atmosfery wyemitowała energetyka niemiecka. Te same Niemcy, które każą nam likwidować górnictwo, wyprodukowały prawie 23 proc. CO2 całej Unii Europejskiej i na dodatek wypuściły go do atmosfery więcej niż rok wcześniej. Za naszą zachodnią granicą cały czas też budowane są nowe węglowe bloki energetyczne. Przynajmniej będziemy mieli od kogo kupić prąd, gdy już pozamykamy nasze kopalnie i elektrownie. Tylko wtedy intelektualne wygodnictwo i brak zdrowego sceptycyzmu mogą się okazać bardzo szkodliwe nie tylko dla naszych mózgów, ale też dla portfeli.
 
Trzeci z Czwartą;)