W pandemii trzeba docenić pracowników handlu

Organizacje związkowe NSZZ„Solidarność” działające w dużych sieciach handlowych zwróciły się do pracodawców o przyznanie pracownikom dodatku covidowego. Związkowcy wskazują, że pracownicy handlu są nawet pięciokrotnie bardziej narażeni na zakażenie koronawirusem niż inne grupy zawodowe, a ich warunki pracy w dobie pandemii uległy znacznemu pogorszeniu.
 
Pisma w sprawie dodatkowego wynagrodzenia za pracę w warunkach epidemii do swoich pracodawców przesłały organizacje związkowe działające w takich sieciach jak Biedronka, Carrefour, Auchan, Kaufland, Selgros. – Domagamy się, aby sieci rozpoczęły ze stroną społeczną negocjacje na ten temat. Wysokość postulowanego dodatku każda organizacja ustalała samodzielnie – mówi Alfred Bujara, przewodniczący Krajowego Sekretariatu Banków, Handlu i Ubezpieczeń NSZZ „Solidarność”. 
 
Ryzyko pięciokrotnie wyższe
Handlowa „Solidarność” wskazuje, że pracownicy tej branży są jedną z grup zawodowych najbardziej narażonych na zakażenie koronawirusem. Potwierdza to opublikowany niedawno raport naukowców z Uniwersytetu Harvarda. Jego autorzy przetestowali na obecność koronawirusa ponad setkę pracowników jednego z dużych marketów spożywczych w Bostonie. Okazało się, że zakażonych było aż 20 proc. pracowników, z czego 76 proc. przechodziło chorobę bezobjawowo. Z wyliczeń naukowców wynika, że ryzyko zakażenia wśród pracowników handlu, którzy mają bezpośredni kontakt z klientami, jest pięciokrotnie wyższe niż w przypadku innych grup zawodowych. – W Polsce nikt nie przeprowadza takich badań U nas, jeśli mówi się o handlu w dobie pandemii, to tylko w kontekście zysków i strat sieci handlowych. Pracownikami nikt się nie przejmuje, a to oni są na pierwszej linii frontu. Od wiosny pracują w ciągłym stresie i strachu o zdrowie swoje oraz swoich rodzin. Za pracę w tych ekstremalnie trudnych warunkach należy im się dodatkowe wynagrodzenie – mówi Bujara. 
 
Podkreśla, że warunki pracy w handlu stały się jeszcze trudniejsze po decyzji rządu o zamknięciu szkół. – Część pracowników jest na zwolnieniu chorobowym lub kwarantannie, a część musi zostać w domu z dziećmi. Ci, którzy zostali, pracują ponad siły. Sytuacja jest krytyczna. Coraz bardziej realne staje się zagrożenie, że sklepy będą musiały się zamykać z powodu braku rąk do pracy – zaznacza szef handlowej „S”. 
 
Nielogiczne działania rządu
Zdaniem związkowców również regulacje prawne dotyczące zasad bezpieczeństwa w handlu pozostawiają wiele do życzenia, a działania rządzących w tym zakresie często trudno logicznie uzasadnić. – Od wielu miesięcy nie możemy się doprosić o wprowadzenie jednolitych reguł sanitarnych w sklepach. Chodzi np. o obowiązek instalowania ekranów z pleksi o odpowiednich parametrach przy kasach, mierzenie temperatury klientom przed wejściem do sklepu czy wprowadzenie dodatkowych przerw dla pracowników na umycie i dezynfekcję rąk. Zamiast tego rząd przywrócił „godziny dla seniorów”, które nie sprawdziły się na wiosnę. Zamknął też butiki w galeriach handlowych, czyli sklepy, w których stosunkowo łatwo jest utrzymać reżim sanitarny – wylicza Bujara.
 
Nastroje wśród pracowników handlu dodatkowo pogorszyły ostatnie wypowiedzi wicepremiera Jarosława Gowina dotyczące zniesienia ograniczeń w niedzielnym handlu. – Taka jest propozycja ministerstwa rozwoju, pracy i technologii, aby w okresie pandemii przywrócić handel w niedziele – powiedział minister rozwoju, pracy i technologii w wywiadzie dla portalu wp.pl. 
 
Zatrudnić więcej pracowników
W ocenie handlowej „Solidarności” nie ma żadnych badań, czy wyliczeń wskazujących, że przywrócenie niedzielnego handlu przyczyniłoby się do „rozładowania” ruchu w sklepach w pozostałe dni tygodnia i tym samym ograniczyłoby ryzyko rozprzestrzeniania się koronawirusa. – Wolne od pracy niedziele są największym osiągnięciem pracowników handlu w ostatnich latach. W okresie pandemii dodatkowo zyskały one na znaczeniu. To jedyny dzień, w którym mogą oni chociaż trochę odpocząć. Nie zgodzimy się na to, żeby pozbawić ich tego prawa tylko dlatego, że ktoś ma takie widzimisię nie poparte żadnymi twardymi danymi – podkreśla Alfred Bujara. Dodaje, że jest inna, znacznie skuteczniejsza metoda na skrócenie kolejek w sklepach. – Wszyscy robiąc zakupy widzimy, że w sklepie jest np. 5 kas, ale czynna jest tylko jedna. Jeśli chcemy naprawdę upłynnić ruch w sklepach i poprawić bezpieczeństwo, trzeba po prostu zatrudnić większą liczbę pracowników, czego od dawna się domagamy – zaznacza przewodniczący handlowej „S”. 
 
Łukasz Karczmarzyk