Unijny pomysł na odkurzanie

Im bardziej chore jest państwo, tym więcej jest w nim praw – powiedział prawie 2000 lat jegomość imieniem Tacyt, a że powiedział mądrze, do dzisiaj jego słowa są cytowane. I rzeczywiście trudno się z panem Tacytem nie zgodzić. Odkąd zeszliśmy z drzewa i zaczęliśmy nazywać siebie ludźmi, zaczęliśmy też tworzyć normy. Ludzie doszli do wniosku, że jeśli wymyślą sobie system tego co wolno, a czego nie wolno i wszyscy będą tego systemu przestrzegać, będzie im się żyło lepiej, bezpieczniej i dostatniej. Potem wymyślili podatki, czyli zrzutkę na różnego rodzaju usługi, które służą całej społeczności oraz wybrali spośród siebie urzędników, którzy w imieniu i dla dobra ogółu będą decydować, jak i na co te wspólne pieniądze będą wydawane. Tak powstały pierwsze instytucje, systemy polityczne i państwa. Na końcu powstała Unia Europejska.
 
Od września dzięki dyrektywie wymyślonej przez unijnych urzędników ze sklepowych półek znikną odkurzacze o mocy silnika większej niż 900 W. Każdy kto kiedykolwiek miał do czynienia z urządzeniem zwanym odkurzaczem wie doskonale, że im słabszy silnik, tym mniejsza siła ssania i tym samym efektywność rzeczonego sprzętu. Jeśli na dodatek ma w domu dzieci, które jak wiadomo są w stanie niemiłosiernie nakruszyć przy konsumpcji każdego znanego ludzkości pożywienia, wie również, że bez porządnego odkurzacza, utrzymanie w domu jako takiego porządku jest zwyczajnie niemożliwe.
 
Unijni urzędnicy tłumaczą swój wspaniały pomysł – a jakże – ekologią. Twierdzą, że słabsze odkurzacze będą zużywać mniej prądu, a wtedy misie polarne nie będą cierpieć z powodu upałów. Co prawda dla każdej gospodyni domowej jest jasne, że o ile solidnym odkurzaczem wystarczy „raz przejechać” i będzie czysto, to słabszym trzeba się będzie namachać znacznie dłużej więc zużycie prądu będzie takie samo, albo nawet większe. Jednak i o tym pomyśleli urzędnicy z Brukseli. Według ich dyrektywy, dopuszczone do użytku odkurzacze mimo ograniczonej mocy, mają zbierać zbierać co najmniej 70 proc. kurzu z dywanu i 95 proc. z podłogi. Producenci sprzętu AGD pewnie wymyślą jak podnieść efektywność swojego sprzętu. W końcu nie od dziś mają do czynienia z urzędnikami z Brukseli. Ale żeby wymyślić, będą musieli zainwestować w badania, w nowe maszyny do swoich fabryk itd. W efekcie odkurzacz, który dzisiaj w sklepie kosztuje 300 zł, będzie kosztował 600 zł, ale to już pań i panów z UE pewnie niespecjalnie obchodzi.
 
I tutaj wracamy do słynnego zdania autorstwa Tacyta. Żadne społeczeństwo nie jest się w stanie obejść bez praw, norm, zakazów, nakazów, podatków i danin. Wszystkie te rzeczy są niezbędne i pożyteczne, pod warunkiem, że służą tym, którzy dali władzę urzędnikom, czyli obywatelom. Jeśli prawa wymyślone przez urzędników tym obywatelom zaczynają szkodzić, to znaczy, że coś jest bardzo nie tak. Panie i panowie z Brukseli powinni o tym pamiętać, zanim zaczną się wtrącać w to, czym odkurzamy własne podłogi, jakim paliwem ogrzewamy własne domy, i jak urządzamy sądy we własnym kraju. 
 
Trzeci z Czwartą :)