Trzy dekady marszu do Ziemi Obiecanej

15 lat miałem i parę miesięcy na karku, gdy nauczyciel historii tłumaczył mi i kolegom z klasy w technikum, że to przełomowe wydarzenie. Rodzice nic nie mówili, byli przezorni. Interesowali się rzeczywistością, czytali różne tytuły prasowe, słuchali radia, oglądali czarno-białą telewizję, ale nie toczyli płomiennych dyskusji. Raczej byli pełni obaw, niż pełni nadziei. W swoim życiu niejedno już widzieli, niejednego, co świetlaną przyszłość wieszczył. Jak to się kończyło, też widzieli i doświadczali boleśnie.
 
Pamiętam, gdy kilkanaście miesięcy po pierwszych częściowo wolnych wyborach tato przyszedł do domu bez wypłaty, a już wcześniej przynosił pensję niepełną i w ratach. Uwierzcie, nie było nam wtedy do śmiechu. Dopiero po latach dowiedziałem się, że zrezygnował ze swojej pensji na rzecz koleżanki z pracy, która miała czwórkę dzieci, a jej męża zwolniono z roboty, bo „zakład upadł”. My mieliśmy jeszcze wypłatę mamy, a w sumie było nas tylko pięcioro, czyli jedna gęba do wyżywienia mniej. A to i tak było nic. Lekkie draśnięcie, w porównaniu z rodzicami kolegów, którzy stracili pracę na wiele miesięcy, a czasami na zawsze i czołgali się na zasiłkach do marnych rencin lub emerytur. Skazani przez reformatolstwo na śmietnik historii. A to był dopiero początek tej częściowej wolności.
 
Jest jasne, że to był przełom. Jest jasne, że takiego poziomu życia, jaki mamy dziś, nie było w historii Polski. Ale z drugiej strony, to już 30 lat tak se trwa ta cholerna prowizorka. I powiela się kardynalny błąd zgody na częściową wolność i całe cygaństwo. Straszliwie mnie to wk... . Nie dlatego, iż moimi głównymi sukcesami finansowymi są mieszkanie na kredyt w gierkowskim bloku i samochód na kredyt w niepolskim banku. Nie grałem vabank. Jestem pracownikiem najemnym za comiesięczną pensję. 30 lat temu, jak większość, o tym, co mam dziś, nawet nie marzyłem. Mam rodzinę i dzieci, a to było zawsze najważniejsze i wtedy, gdy się rodziłem, w czasach peerelu i teraz. Niemniej z perspektywy czasu bardzo wyraźnie widać, że w konkurencji, jak koncertowo swoją szansę spieprzyć, „My, naród” zawsze kręcimy się koło podium. A nawet jeśli suweren się opamięta i spróbuje coś zmienić, to zawsze czujna tzw. klasa polityczna o owo spieprzenie skutecznie zadba. Klasę tej klasy i jej poziom widać ostatnio jak na dłoni, gdy zajmuje się głównie tym, kto komu rękę podał, a kto nogę, kto w chamstwie prym wiedzie, a kto zajmuje zaszczytne drugie miejsce w tej konkurencji.
 
Obserwując te zapasy politycznych błaznów, po pocieszenie sięgam przypominając sobie, że Mojżesz 40 lat musiał krążyć ze swoim ludem po pustyni, aby całe skażone niewiernością Bogu pokolenie wymarło, zanim dotrze do Ziemi Obiecanej. To niestety nie oznacza, że nam została jeszcze tylko dekada. W Biblii 40 lat to innymi słowy baaardzo, baaardzo długo.
 
Jeden z Drugą:)
źródło foto: wikipedia.org/public domain