Trzeba przeciwdziałać histerii

 
Rozmowa z prof. Fritzem Vahrenholtem, jednym z sygnatariuszy Europejskiej Deklaracji Klimatycznej, zamieszczona na portalu thegwpf.com
 
 
Dlaczego podpisał Pan tę deklarację?
– Debata klimatyczna stała się tak histeryczna, że prowadzi polityków w ślepą uliczkę. Nie ma żadnego kryzysu klimatycznego. Gdyby żądania Grety Thunberg zostały zrealizowane, rozwój i dobrobyt całego świata byłyby zagrożone. Thunberg oskarża polityków o zabijanie ludzi, ale ignoruje sukcesy, które udało się osiągnąć: liczba ludzi na świecie dotkniętych głodem zmniejszyła się o połowę, średnia długość życia podwoiła się, śmiertelność dzieci spadła o 90 proc. Osiągnięcia te miały znaczący związek z poprawą zaopatrzenia w energię, z lepszym ogrzewaniem i transportem oraz z lepszym zaopatrzeniem w żywność. 
 
W jaki sposób powstała ta deklaracja? 
– Holenderski badacz klimatu i geofizyk prof. Guus Berkhout rozpoczął tę inicjatywę, napisał do krytyków modeli klimatycznych z różnych krajów, w tym także do mnie. My rozpropagowaliśmy tekst deklaracji wśród naszych kolegów naukowców. Warte odnotowania, że na liście znajduje się ok. 150 badaczy z Włoch, 100 Amerykanów, 70 Holendrów, ale tylko 14 Niemców. W Niemczech główny nurt jest szczególnie dominujący – nikt już nie ma odwagi przeciwstawić się linii partyjnej.
 
Ostatni raport IPCC jest druzgocący… 
– Ci, którzy dzisiaj twierdzą, że życie na Ziemi jest zagrożone w perspektywie kilku lat, robią to po to, aby wzbudzić w ludziach strach, a polityków popchnąć w kierunku błędnych decyzji. To jest nieodpowiedzialne. Najwyższy czas przestać terroryzować dzieci. 
 
Ile mamy czasu na zmianę kierunku?
– Mamy czas do końca obecnego stulecia – tak mówią wszyscy sygnatariusze naszej deklaracji. Nie negujemy tego, że klimat się zmienia. Oczywiście efekt cieplarniany istnieje. Jednak ocieplenie klimatu w ciągu ostatnich 100 lat ma też naturalne przyczyny, wszakże wyszliśmy z małej epoki lodowcowej. Prognozy wielu modeli klimatycznych dotyczące ocieplenia są zawyżone. Nie są one w stanie odtworzyć historycznej zmienności klimatu, ponieważ biorą pod uwagę tylko jeden czynnik: CO2.
 
Skąd taka pewność, że ma Pan rację?
– Pomijany lub ukrywany jest wpływ CO2 na „zazielenienie” się Ziemi. Powinniśmy mieć na uwadze fakt, że emisja gazów cieplarnianych stymuluje fotosyntezę. W rezultacie, strefa Sahelu (obszar przebiegający wzdłuż południowych obrzeży Sahary – przyp. TŚD) staje się coraz bardziej zielona. Dla przykładu, w ostatnich latach globalna fotosynteza wzrosła o 20 proc. Roślinność staje się coraz bardziej bujna, owoce i nasiona zbóż są coraz większe. Nie można w nieskończoność ukrywać tych faktów. Bez CO2 życie na Ziemi dosłownie by się udusiło.
 
Czyli wszystko jest w porządku?
– Nie, my tak nie twierdzimy. Chcemy jednak przeciwdziałać histerii. Wiele już udało się osiągnąć. Wzrost emisji CO2 pochodzi głównie z krajów rozwijających się. Emisje w Europie i USA spadają. Chińczycy emitują teraz więcej CO2 na mieszkańca niż Europejczycy. Według niedawnych badań chińskich naukowców, niebawem może rozpocząć się okres ochłodzenia klimatu, ale to zagrożenie zostanie zniwelowane przez efekt cieplarniany. Dlaczego nie jest to przedmiotem debaty? Tak zwany konsensus wokół ocieplenia klimatu nie jest żadnym konsensusem. 
 
Cóż, 97 proc. badaczy jest przekonanych, że zmiana klimatu jest faktem...
– Ja także należę do tych 97 proc. Ta liczba pochodzi z nieprecyzyjnej ankiety. Zaledwie niewielka mniejszość naukowców wierzy, że zmiany klimatu są całkowicie spowodowane przez działalność człowieka. Zdecydowana większość wierzy, że na to zjawisko wpływ ma wiele przyczyn. 97 procent ankietowanych naukowców stwierdziło, że CO2 jest odpowiedzialne za 50-99 procent globalnego ocieplenia. Tylko niewielka liczba całkowicie wyklucza wpływ człowieka – to głupcy. Irytuje mnie fakt, że ani jeden niemiecki naukowiec zajmujący się klimatem nie tłumaczy, że młodzież jest ogłupiana strasznymi historiami o tym, że zostało nam 12 lat. Nie ma nikogo na tyle trzeźwo myślącego, aby to sprostować. Powinniśmy ograniczyć emisję CO2, ale nie popełniać gospodarczego samobójstwa. 
 
„Fridays for Future” (ruch organizujący tzw. młodzieżowe strajki klimatyczne – przyp. TŚD) odpowiedzieliby: mordercza zmiana klimatu byłaby znacznie gorsza...
– Tak wskazują niektóre modele klimatyczne – ale z dużą niepewnością. Jednak te same modele nie potrafią odtworzyć małej epoki lodowcowej ani średniowiecznego ciepłego okresu – kiedy było mniej więcej tak ciepło jak dzisiaj. Wspomniałem już o badaniach Instytutu Maxa Plancka, które pokazują, że rośliny pochłaniają znacznie więcej CO2 niż zakładają modele klimatyczne. Ten efekt jest równoważny emisji CO2 całej Europy – co roku! Przyrody i procesów w niej zachodzących nie można ignorować. To daje nam więcej czasu. Nie musimy likwidować naszej gospodarki. Nasze społeczeństwo nie może sobie na to pozwolić – i nie musi. 
 
To stwierdzenie można odebrać jako zaproszenie do tego, aby wszystko zostało po staremu. 
– Nie powiedziałem tego. Ale musimy być bardzo ostrożni przy zmianie kierunku. Transformacja światowej gospodarki może trwać dwa pokolenia. W tym czasie powinniśmy rozważyć wychwytywanie i składowanie dwutlenku węgla, rozwijać badania nad syntezą termojądrową i sprawić, aby energia odnawialna była konkuencyjna. Chińczycy takie starania podejmują. Zrobią wszystko, aby utrzymać węgiel. Zgodnie z Porozumieniem Paryskim wolno im zwiększyć emisję CO2 o tyle, ile emituje cała Europa. To pokazuje, jak nieproporcjonalna stała się debata klimatyczna. Jeśli tak będzie dalej, nieuchronnie doprowadzi to do ubóstwa: jeśli zrezygnujemy z węgla do roku 2030 i zabronimy używania silników spalinowych, co stanie się z Niemcami?
 
Czy w kwestii debaty o środowisku zmienił się pan z Szawła w Pawła?
– Poświęciłem całe życie rozwojowi energii odnawialnej i walce o ochronę środowiska. Teraz zajmuje się ochroną dzikiej przyrody. Dlatego moja krytyka jest dla niektórych bardzo niewygodna. Nie jestem i nigdy nie byłem Szawłem, pozostałem wierny. 
 
Jednak musi się pan czuć niekomfortowo w obozie sceptyków klimatycznych…
– Nie neguję zmian klimatu. CO2 jest problemem. IPCC przewiduje globalne ocieplenie w przedziale od 1,5 stopnia do 4,5 stopnia do 2100 roku. Ja zakładam, że to będzie 1,5 stopnia. Co jest kontrowersyjnego w tej prognozie? Jeśli podoba Ci się prognoza prof. Hansa Joachima Schellnhubera o 6 stopniach, jesteś oklaskiwany, należysz do tych „dobrych”. To absurdalne.
 
źródło tekstu i foto: portal thegwpf.com