Towarzysze byliby dumni

W czasie stanu wojennego w drugim obiegu drukowana była satyryczna ulotka obnażająca partyjną nowomowę. Umieszczono na niej tabelę złożoną z czterech dziesięciowierszowych kolumn. W każdym wierszu znajdowała się fraza zaczerpnięta z PRL-owskich przemówień. Łącząc dowolne wiersze z kolejnych kolumn można było stworzyć kilkugodzinne przemówienie z pozoru brzmiące bardzo uczenie i fachowo, ale kompletnie pozbawione treści.
 
Piszę ten felieton w przededniu rocznicy wprowadzenia stanu wojennego, a jednocześnie w czasie, gdy dobiega końca szczyt klimatyczny COP24 w Katowicach. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w kwestii języka, którym posługują się przedstawiciele władzy, niewiele się przez te 37 lat zmieniło. Jedyna różnica polega na tym, że nowomowę partyjnej biurokracji zastąpiła nowomowa biurokracji unijnej.  Przykłady? Proszę uprzejmie. 8 grudnia obrady w ramach COP24 znalazły się na półmetku. Z tej okazji zorganizowano konferencję prasową podsumowującą przebieg dotychczasowych negocjacji. Jedną z jej uczestniczek była Elina Bardram z Dyrekcji Generalnej ds. Działań w dziedzinie Klimatu Komisji Europejskiej, która stwierdziła, co następuje: „Kiedy ministrowie zaczną osiągać kompromis polityczny, będziemy mieli duże wyzwanie dla negocjatorów technicznych, aby to wielostopniowe, wielowarstwowe podejście odzwierciedlało osiągnięte kompromisy. Bardzo wiele pozostało nam jeszcze do zrealizowania. Na razie staramy się ograniczać liczbę kwestii politycznych, które będą pozostawione do omówienia ministrom, starając się rozwiązać tak wiele kwestii, jak to do tego czasu możliwe”. 
 
W sukurs pani Elinie pospieszył Helmut Hojesky, przedstawiciel Austrii, która obecnie sprawuje prezydencję w Radzie Unii Europejskiej. Pan Helmut rozwinął myśl swojej brukselskiej koleżanki w sposób następujący: „Jeśli chodzi o naszą bieżącą sytuację, do chwili obecnej został zrealizowany istotny postęp, ale pewne zadania są wciąż otwarte. Wszystkie strony muszą teraz wykazać wolę polityczną i ta wola polityczna i determinacja są niezbędne w kwestiach, które ze względu na różnice pozostają otwarte”. Koniec cytatu. Kurtyna. Więcej chyba nie trzeba. Towarzysze byliby dumni. Zarówno 37 lat temu, jak i obecnie nowomowa służy dokładnie temu samemu celowi. Chodzi o to, żeby zamiast cokolwiek wyjaśnić, jak najwięcej zaciemnić, zmienić znaczenie słów i pojęć, odwrócić kota ogonem. Ukryć prawdziwe intencje swoich działań. A te również pozostały takie same. Jeśli władza mówi tak, żeby społeczeństwo nie rozumiało, o co chodzi, to zawsze chodzi o to samo. O wpływy i pieniądze dla najsilniejszych kosztem tych najsłabszych. 
 
Celem tego felietonu nie jest wyjaśnienie prawdziwego znaczenia COP24 oraz światowej i unijnej polityce klimatycznej. Pamiętajcie tylko, że gdy politycy mówią do Was nowomową, z której nic nie wynika, nie znaczy to wcale, że mówią o rzeczach nieważnych, które można zignorować i zmienić kanał w telewizorze. Zazwyczaj jest odwrotnie i chodzi o coś, za co niedługo przyjdzie wam słono zapłacić. Jeśli dodatkowo okraszają swoje wypowiedzi górnolotnymi frazesami, przygotujcie się na najgorsze.
 
Trzeci z Czwartą:)