To co naprawdę ważne

Na początek pytanie. Czy jedząc dziś śniadanie zastanawialiście się jak ma na imię piekarz, który upiekł chleb do waszej kanapki i czy mleko do waszych płatków dała krowa imieniem Mućka czy Krasula? Daje głowę, że nie. Stojąc w korku w drodze do roboty raczej też nie specjalnie interesowało Was czy auto, które rozkraczyło sie kilkaset metrów dalej na skrzyżowaniu było prowadzone przez pana w średnim wieku czy studentkę jadącą na zajęcia. Innymi słowy w prawdziwym życiu ważne są dla nas konkrety, skutki czyichś działań i efekty czyjegoś postępowania. Personalia na ogół nie mają żadnego znaczenia. Gdy wzywamy hydraulika, interesuje nas, żeby naprawił cieknący kran, a nie, czy ma na imię Janusz, czy Andrzej. Tak samo, gdy kupujemy pomidory w warzywniaku, jest nam wszystko jedno czy pani za ladą ma na imię Krystyna, czy Grażyna.
 
Nie wiedzieć dlaczego w polityce jest dokładnie na odwrót. Już na etapie kampanii wyborczej ważniejsze od tego, co dany kandydat ma do zaoferowania, jest to, czy ładnie wyszedł na zdjęciu na billboardzie. Później jest tylko gorzej. Wymieńcie choć jeden projekt ustawy, nad którym pracował wasz ulubiony poseł i temat choć jednej interpelacji, którą zgłosił. Nie da rady, prawda? Za to na pewno pamiętacie jakąś jego soczystą wypowiedź pod adresem adwersarza
z innej partii.
 
W ubiegłym tygodniu wszyscy emocjonowaliśmy się wyborem Donalda Tuska na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej i niewybraniem na ten stołek Jacka Saryusz-Wolskiego. Opozycja darła łacha z rządu, który przerżnął w Brukseli 27 do 1, a politycy partii rządzącej próbowali zamienić potężne lanie w sukces, witając premier na Okęciu, jakby przywiozła złoty medal mistrzostw świata w piłce nożnej. Opozycja zamierza złożyć wniosek o wotum nieufności dla rządu, a rząd próbuje ratować twarz, jak dzieciak z podstawówki, który po bójce z klasowym osiłkiem ma co prawda złamany nos, rozkwaszoną wargę i podbite oko, ale za to osiłek złamał sobie na jego zębach palec. Wszystko jak w dobrym filmie. Budowanie napięcia, zwroty akcji
i spektakularny komediowy finał. Tylko co z tego?
 
Kilkanaście dni wcześniej w Brukseli wydarzyła się inna rzecz, która nie wzbudziła w politykach
i dziennikarzach nawet promila emocji, jakie towarzyszyły walce o stołek szefa Rady Europejskiej. 28 lutego ministrowie środowiska państw członkowskich UE klepnęli reformę unijnego systemu pozwoleń na emisję CO2, która będzie miała katastrofalne skutki dla polskiej energetyki, gospodarki i dla portfeli Polaków. Wcześniej ta sama reforma została przyjęta przez Parlament Europejski. Zarówno polscy europarlamentarzyści, jak i polski rząd zwyczajnie sprawę przespali, a zdziałać coś próbowali dopiero wówczas, gdy już było dawno po ptakach.
I to jest prawdziwa porażka, którą odczujemy wszyscy bardzo dotkliwie. Gdy wzrosną nam rachunki za prąd, spora część z nas straci robotę, gospodarka popadnie w stagnację to problem, czy w Brukseli siedzi Donald, czy Jacek, naprawdę nie będzie miał najmniejszego znaczenia.
 
Trzeci z Czwartą:)