To był przełom

11 listopada świętowaliśmy 101. rocznicą odzyskania niepodległości przez naszą Ojczyznę po 123 latach zaborów. Polska wróciła na mapę Europy i świata. 10 listopada przypada inna ważna rocznica we współczesnej historii Polski. To właśnie tego dnia, 39 lat temu Sąd Najwyższy w Warszawie zarejestrował NSZZ „Solidarność”. Był to pierwszy w bloku wschodnim niezależny od państwa i partii komunistycznej związek zawodowy. 
 
Przygotowania do rejestracji niezależnego od władz związku zawodowego rozpoczęły się tuż po podpisaniu Porozumień Sierpniowych. 17 września w Gdańsku ok. 300 delegatów z całej Polski reprezentujących różne regiony i branże dyskutowało nad modelem organizacji związkowej. Spierano się o to, czy będzie to jednolita struktura o charakterze ogólnokrajowym, czy też raczej zbiór samodzielnych organizacji tworzonych w zakładach i regionach. Zwolennikiem tej pierwszej koncepcji był m.in. Jan Olszewski, z kolei Lech Wałęsa był za strukturą zdecentralizowaną. Ostatecznie wypracowano kompromis. Centrala związku miała koordynować działalność autonomicznych organizacji regionalnych i zakładowych. 
 
Pomagał przyszły premier 
Podczas spotkania w Gdańsku ustalono, że nowy związek będzie nosił nazwę: Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”. Ten najbardziej chwytliwy człon nazwy, czyli „Solidarność” zaproponował Karol Modzelewski. W ten sposób nawiązywano do nazwy biuletynu strajkowego, który wydawano podczas strajków sierpniowych w Gdańsku, a jednocześnie miał się on odróżniać od innych „niezależnych” organizacji związkowych, których powstawanie inspirowały wtedy ówczesnych władze. Statut „Solidarności” przygotowywali m.in. przyszły premier Jan Olszewski, przyszły marszałek Sejmu Wiesław Chrzanowski i przyszły marszałek Senatu Andrzej Stelmachowski. 
 
Batalia z sądem i kompromis
24 września Lech Wałęsa złożył statut NSZZ „Solidarność” w Sądzie Wojewódzkim w Warszawie. Tydzień później sąd wysłał pismo do Komitetu Założycielskiego NSZZ „S” z zastrzeżeniami dotyczącymi statutu. Chodziło m.in. o brak zapisu o kierowniczej roli PZPR. 3 października w całym kraju odbył się godzinny strajk ostrzegawczy. Oficjalnym powodem protestu był brak realizacji postulatów przyjętych w Porozumieniach Sierpniowych, jednak w rzeczywistości był to pokaz siły i liczebności związku. 24 października Sąd Wojewódzki w Warszawie wpisał do rejestru związków NSZZ „Solidarność”. Jednak sędzia Zdzisław Kościelniak samowolnie wniósł do statutu związku poprawki. M.in. umieścił klauzulę o kierowniczej roli partii oraz skreślił zapis mówiący o prawie do strajku. Przedstawiciele „S” zapowiedzieli, że nie będą tych poprawek respektować i zaskarżą je do Sądu Najwyższego. Pojawiła się zapowiedź strajku generalnego. Ostatecznie, w wyniku zakulisowych rozmów zawarto kompromis. Strona solidarnościowa zgodziła się na umieszczenie w aneksie do statutu fragmentu Porozumień Gdańskich mówiący o uznaniu kierowniczej roli PZPR w państwie, a prawo do strajku przywrócono. W aneksie zawarto też fragmenty konwencji Międzynarodowej Organizacji Pracy. Ostatecznie 10 listopada Sąd Najwyższy zatwierdził statut NSZZ „Solidarność”. 
 
80 proc. pracowników 
Powstanie w państwie bloku wschodniego niezależnej od państwa legalnej organizacji związkowej było wydarzeniem bez precedensu. Do NSZZ „Solidarność” wstąpiło 10 mln pracowników, czyli ok. 80 proc. wszystkich zatrudnionych w ówczesnych państwowych przedsiębiorstwach. Największy region, czyli Śląsko-Dąbrowski liczył 1,4 mln, kolejne Dolny Śląsk i Mazowsze po 0,9 mln. 
 
ny
źródło foto:Wszechnica Solidarności/Leszek Biernacki