Tęskniąc za jerzykami

Ta rubryka nie jest po to, by się smucić, ale by uczyć i bawić. Bawić przede wszystkim autorów, a jak się uda to i Czytelników. I nie musicie nas przestrzegać przed skutkami niekontrolowanej zabawy. Pamiętamy, że każda impreza może się skończyć tak, jak ostatnio w Sokołowie Podlaskim. W jednym z lokali w niedzielny wieczór doszło do scysji pomiędzy uczestnikami chrzcin a gośćmi poprawin po weselu. Według policji w ręcznym wyjaśnianiu nieporozumienia pomiędzy gośćmi udział wzięło około 50 osób, pięć trafiło do szpitala. Niestety media nie podały, jakie były przyczny bójki. I pewnie nawet uczestnicy bójki też już nie pamiętają. Co potwierdził alkomat. 
 
Nie żebyśmy byli strasznie konserwatywni, ale informacja o owej bójce w Sokołowie nieco nas uspokoiła. Mimo tęczowej szajby, tradycja hucznych wesel ma się dobrze, wciąż rodzą się dzieci i życie mimo nowych idelogii toczy się swoim rytmem. Pozostając przy sprawach prorodzinnych. Na początku sierpnia w Piekarach Śląskich przyszła na świat dziewczynka, która w chwili narodzin ważyła blisko 7 kg. Gratulujemy rodzicom, a przede wszystkim mamie, a jednocześnie się zastanawiamy, co z tym faktem pocznie rząd. Dzieci się rodzą coraz większe, a 500 plus stoi w miejscu. Może już najwyższy czas na 600 plus?
 
A na koniec słów kilka o cichych bohaterach tego lata. Jest ich niewiele, ale mogą dla wielu zrobić tak wiele. Mamy na myśli jeżyki. Takie nieduże ptaszki, które są w stanie unieszkodliwć nawet 20 tys. komarów dziennie. Niestety, nie mieszkamy w rejonach, w których operują jeżyki, natomiast komarów ci u nas dostatek. I ze smutkiem stwierdzamy, że machanie gazetą nawet tak fajną jak nasza to góra 10 zestrzelonych komarów tygodniowo. 
 
W tym tygodniu nie piszemy o tym, jak wielkom rybem złowił w jeziorze Gopło Lech Wałęsa. Jego zdaniem na pewno największom. Nie rozpisujemy się na temat pewnego bezpartyjnego samorządowca, który według doniesień prasowych usiłował sobie w hotelu w Wietnamie przywłaszczyć hotelowe kapcie, lecz nakryła go obsługa i musiał za nie zapłacić astronomiczną sumę stanowiącą równowartość jednej tysięcznej jego comiesięcznych dochodów, które wynoszą 26 tys. zł. Napiszemy jedynie, że ceny wstydu prasa nie podała.
 
Podróżny&Gospodzki
źródło foto:maxpixel.com