Ta ustawa to absolutna konieczność

14 września projekt ustawy o rynku mocy nieoczekiwanie został wycofany z porządku obrad Sejmu. Jeśli ustawa nie zostanie szybko wprowadzona w życie, w najlepszym wypadku już za kilka lat nasz kraj utraci niezależność energetyczną. Jeśli natomiast sprawdzi się czarny scenariusz, czeka nas blackout. 
 
Wprowadzenie ustawy o rynku mocy wynika z konieczności dostosowania polskiego sektora energetycznego do wymogów polityki klimatyczno-energetycznej Unii Europejskiej. Ustawa stanowi rodzaj wsparcia dla energetyki. Na mocy jej zapisów wytwórcy energii mają otrzymywać pieniądze nie tylko za dostarczoną energię, ale również za gotowość do jej dostarczenia, czyli utrzymywanie odpowiednich rezerw mocy. 
 
Ogromne koszty OZE
Obowiązek utrzymywania rezerw w elektrowniach konwencjonalnych pojawił się w związku z wymuszonym przez Unię Europejską rozwojem energetyki opartej na odnawialnych źródłach energii. Energetyka wiatrowa czy fotowoltaiczna, choć bardzo droga i wymagająca ogromnych dotacji, jest również uzależniona od warunków pogodowych. Mówiąc w uproszczeniu, gdy przestaje wiać wiatr, a słońce chowa się za chmurami, farmy wiatrowe i instalacje fotowoltaiczne nie są w stanie dostarczyć do systemu odpowiedniej ilości energii elektrycznej. W związku z powyższym elektrownie konwencjonalne muszą przez cały czas utrzymywać rezerwy, aby zapewnić stabilność systemu i uniknąć zagrożenia przerw w dostawie energii dla przemysłu i odbiorców indywidualnych. Koszty dla elektrowni węglowych z tym związane sięgają miliardów zł rocznie. 
 
Impuls dla inwestycji
Ustawa o rynku mocy ma zrekompensować elektrowniom węglowym konieczność utrzymywania rezerw. Ma też stanowić zachętę ekonomiczną dla koncernów energetycznych do budowy nowych jednostek wytwórczych i modernizacji już istniejących, tak aby spełniały wyśrubowane normy ekologiczne nałożone przez UE. 
 
Te inwestycje będą konieczne chociażby w związku z wejściem w życie tzw. pakietu zimowego, czyli regulacji prawnych dotyczących energetyki przygotowanych przez Komisję Europejską. Kluczowy zapis pakietu zimowego zakłada, że wsparcie państwa w postaci dopłat za gotowość do dostarczenia energii mogłyby otrzymywać wyłącznie te elektrownie, których poziom emisji jest mniejszy niż 550 g/kWh. Obecnie żadna polska elektrownia węglowa nie spełnia tego wymogu. Choć negocjacje pakietu zimowego wciąż trwają, nawet jeśli polski rząd wynegocjuje jego złagodzenie, polską energetykę i tak musi się przygotować na gigantyczne inwestycje. Bez wprowadzenia ustawy o rynku mocy pieniędzy na ich realizacje raczej nie uda się znaleźć. – Gdyby nie skrajnie szkodliwa dla polskiej gospodarki polityka klimatyczna UE, nie byłoby problemu. Niestety ta polityka funkcjonuje i musimy się stosować do jej zapisów. Ustawa o rynku mocy to jedyny instrument pozwalający zdobyć jakiekolwiek pieniądze na modernizację energetyki węglowej, a węgiel w naszych warunkach jeszcze przez wiele lat pozostanie najtańszym nośnikiem energii oraz jedynym zapewniającym nam niezależność energetyczną. Jeśli tej ustawy nie będzie, już w 2021 roku, a najpóźniej w 2023 roku będziemy zmuszeni importować bardzo drogą energię elektryczną z innych krajów europejskich, głównie z Niemiec. Tym samym nieodwracalnie utracimy niezależność energetyczną oraz bezpieczeństwo energetyczne – mówi Dominik Kolorz, przewodniczący śląsko-dąbrowskiej Solidarności. 
 
Będą podwyżki
Niestety wprowadzenie rynku mocy wiąże się ze wzrostem rachunków za prąd od 2020 lub od 2021 roku. Resort energii zapowiada, że podwyżka dla gospodarstw domowych wyniesie 1,5-2 zł miesięcznie czyli od 18 do 24 zł rocznie. Inne szacunki są znacznie wyższe. – Rodzina zużywająca 2,5 MWh w ciągu roku zapłaci za prąd ok. 80 zł więcej w ujęciu rocznym. Trzeba jednak pamiętać, że bez rynku mocy, przy konieczności importowania energii podwyżki też by były i to najprawdopodobniej znacznie wyższe. Na dodatek uzależniając się od dostaw energii z zagranicy, stracilibyśmy jakikolwiek wpływ na jej cenę, która byłaby ustalana poza naszym krajem – wskazuje Dominik Kolorz. 
 
Według nieoficjalnych informacji projekt ustawy o rynku mocy ma wrócić do Sejmu za miesiąc. W tym czasie ma on zostać skonsultowany z Komisją Europejską w ramach tzw. procedury prenotyfikacji. Ustawa po jej uchwaleniu przez polski parlament będzie jeszcze musiała zostać zaakceptowana przez KE. Zgodnie z zapowiedziami rządzących ustawa o rynku mocy ma zacząć obowiązywać od 1 stycznia 2018 roku.
 
Łukasz Karczmarzyk
źródło foto: poxabay.com/CC0