Ta pierwsza, wolna niedziela

Gdy w sobotni poranek wszedłem do osiedlowego sklepu należącego do zagranicznej sieci dyskontów, pomyślałem, że coś umknęło mej czujnej uwadze. Nic w ostatnim czasie nie słyszałem o asteroidzie pędzącej w kierunku Ziemi, ani o przebudzeniu superwulkanu w Yellowstone. Nic też o innym podobnym kataklizmie typu promocja na masło lub cukier, ewentualnie długi weekend. Tymczasem wyglądało na to, że coś na kształt takiej katastrofy dotknie wkrótce naszą nadwiślańską wyglądało na to, że coś na kształt takiej katastrofy dotknie wkrótce naszą nadwiślańską krainę. Kolejki, wózki z czubkiem, terminale kart płatniczych działające w mocno zwolnionym tempie, gęstniejąca nerwowo-wybuchowa atmosfera. No tak! Doznałem iluminacji i przypomniałem sobie, że jutro ma być pierwsza niedziela wolna od handlu. Mówiąc prawie po ludzku – sklepy raczej zamknięte. Niby bywały wcześniej takie dni w roku. Dni bez handlu. Niby przeżyliśmy je szczęśliwie, w zdrowiu fizycznym i podobno nawet duchowym. Ale teraz to nie to samo. Teraz to będzie zwykła niedziela, a sklepy, markety i tzw. galerie zamknięte. Pokolenie urodzonych już w III i IV RP takiej sytuacji nie pamięta. Krótko mówiąc, prawie koniec świata.
 
No i co? No i nic. Polki i Polacy oraz mieszkający na terenie naszej Ojczyzny reprezentanci innych nacji jakoś ten kataklizm przetrwali. Mimo aktywnych poszukiwań skandalu (skandaliku chociażby) związanego z wprowadzeniem wolnej od handlu niedzieli, nic sensacyjnego nie udało się wykreować. Żadnego masowego protestu kasjerek, które uwielbiają spędzać niedziele w kasie. I co może się wielu czytelnikom uznanych tytułów wydać nieprawdopodobne, żaden klient nie popełnił samobójstwa przed zamkniętymi drzwiami centrum handlowego. Kompletna znieczulica społeczna wobec smutnego faktu nieczynności marketów w dzień wolny od pracy. A co gorsza, po wolnej niedzieli przyszedł sobie jak gdyby nigdy nic roboczy poniedziałek, po nim wtorek i wciąż nic się nie zdarzyło. Nikt na Polskę sankcji nie nałożył, prawdziwi Europejczycy nie potępili, mityczna Bruksela palcem nie kiwnęła, nawet zachodnia prasa nie wyśmiała. Krótko mówiąc, ku rozpaczy rzeszy ludzi (wśród owej rzeszy mnóstwo takich, którym podobno nie bywało wszystko jedno), nic się nie stało. Ale to nie jest takie „nic się stało” po batach w meczu z Brytolami czy Szwabami. Nie. To takie zwyczajne, normalne „nic się stało”. Takie przechodzące we „właściwe fajnie było – niech tak zostanie”.
 
Jasne, że wielu takim, a nie innym finałem wolnej od handlu niedzieli było zawiedzionych. Cóż, po tylu latach aberracji nie będzie łatwo wrócić do normalności. Nie będzie łatwo przyjąć do wiadomości, że jeśli chcemy żyć tak, jak nasi zachodni sąsiedzi, którym zazdrościmy dobrobytu, powinniśmy siebie szanować nawzajem i szanować prawo do niedzielnego odpoczynku. Od zrozumienia pojęcia wzajemnego szacunku proponowałbym zacząć. Tu, w tym słowie, w tym pojęciu wszystko się zaczyna. Ale to tak nawiasem mówiąc.
 
Nie jestem światowym człowiekiem. Niewiele podróżowałem. Niemniej co nieco widziałem poza widzialnymi i niewidzialnymi granicami oddzielającymi naszą Ojczyznę od innych krajów. Mam nadzieję, że w naszym kraju niedziela nie tylko znów będzie dniem wolnym od pracy, ale też, że będziemy pamiętać, dlaczego takim właśnie dniem jest. 
 
Jeden z Drugą:)
źródło foto: FB/supermeming