Strajk w PKM Jastrzębie-Zdrój

26 stycznia w Przedsiębiorstwie Komunikacji Miejskiej Jastrzębie-Zdrój przeprowadzony został strajk ostrzegawczy. W godzinach od 4.00 do 8.00 z zajezdni w Jastrzębiu i Żorach nie wyjechał ani jeden autobus. W akcji protestacyjnej wzięło udział kilkudziesięciu pracowników spółki.
 
Jak informuje Grzegorz Sztymala, przewodniczący Solidarności w PKM Jastrzębie-Zdrój większość protestujących zebrała się na terenie zajezdni w Jastrzębiu-Zdroju. Strajkujących wsparli kierowcy, którzy dzisiaj mają dzień wolny oraz m.in. pracownicy warsztatów i administracji. Z kolei na terenie zajezdni w Żorach protestowało kilkanaście osób. Byli to kierowcy, którzy w tym czasie powinni być na trasach. – W referendum strajkowym większość pracowników spółki poparła taką formę protestu i rzeczywiście wzięła w nim udział. To pokazuje jak bardzo są zdeterminowani – podkreśla przewodniczący zakładowej Solidarności. 
 
Protestujący domagali się podwyżek wynagrodzeń. Organizacje związkowe działające w przedsiębiorstwie przedstawiły pracodawcy postulat dotyczący podwyższenia plac wszystkich pracowników o 500 zł brutto. – Ostatnie podwyżki pracownicy otrzymali w 2011 roku. Podczas rozmów z udziałem przedstawicieli naszego właściciela, czyli Międzygminnego Związku Komunikacyjnego Jastrzębie-Zdrój pytaliśmy, kiedy sytuacja załogi ulegnie poprawie, ale nikt nie umiał odpowiedzieć na to pytanie. Z tego co wiemy, to MZK nie zarezerwował żadnych środków na zrewaloryzowanie wynagrodzeń – zaznacza Grzegorz Sztymala.
 
Strajk miał podłoże nie tylko płacowe. Protestujący chcieli zwrócić też uwagę na dramatyczną sytuację spółki. – MZK z roku na rok obniża stawki za tzw. „wozokilometr”. Za te same usługi dostajemy coraz mniej pieniędzy – mówi przewodniczący „S”. W ocenie związkowców powodem pogłębiającej się zapaści przedsiębiorstwa jest także niewywiązywanie się ze zobowiązań przez firmę Warbus z Warszawy. W 2015 roku Międzygminny Związek Komunikacyjny Jastrzębie-Zdrój ogłosił przetarg na usługi transportowe, który wygrał przewoźnik ze stolicy. Spółka Warbus zlecił PKM obsługę połowy połączeń i korzysta z warsztatów przedsiębiorstwa, ale zalega z opłatami. – Pieniędzy brakuje na wszystko, pracownicy mają nieopłacone ZUS-y, 10-go każdego miesiąca drżą czy na czas dostaną wypłaty. W tym miesiącu też tak było, przelewy zostały uruchomione dosłownie w ostatniej chwili. Prezes musiał wybierać, czy zapłaci ludziom za pracę, czy opłaci zaległe ZUS-y – podkreśla Grzegorz Sztymala.
 
Żaden z przedstawicieli Międzygminnego Związku Komunikacyjnego Jastrzębie-Zdrój nie znalazł czasu, by porozmawiać ze strajkującymi pracownikami spółki. 
 
Spór zbiorowy w spółce od lipca ubiegłego roku. 14 grudnia w zakładzie przeprowadzone zostało referendum strajkowe. Podczas głosowania za taką formą protestu opowiedziało się 95 proc. pracowników przedsiębiorstwa.
 
W PKM Jastrzębie-Zdrój zatrudnionych jest ok. 130 osób.
 
aga