Sprawiedliwa transformacja to mrzonki

Polska może otrzymać z funduszy unijnych na transformację maksymalnie 2 mld euro – potwierdziła 27 stycznia w Katowicach Elisa Ferreira, komisarz ds. polityki spójności i reform. Tymczasem koszt wprowadzenia neutralności klimatycznej narzucanej przez Unię Europejską dla polskiej gospodarki to 500 mld euro. 
 
Komisarz Ferreira wzięła udział w zorganizowanej przez Urząd Marszałkowski Województwa Śląskiego konferencji „W kierunku zielonej gospodarki”. Przedstawicielka Komisji Europejskiej wskazała, że forsowany przez Brukselę Europejski Zielony Ład ma być „rewolucją przemysłową”, która zmieni nasz sposób pracy, transport, konsumpcję – cały nasz sposób życia. Jednocześnie przyznała, że nie będzie to transformacja bezbolesna, a wsparcie ze strony UE dla biedniejszych krajów członkowskich może jedynie ograniczyć, ale nie wyeliminować negatywne skutki zapowiadanej rewolucji. Realnie – co również przyznała w Katowicach komisarz Ferreira – to wsparcie w postaci środków z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji ma wynosić 7,5 mld euro do podziału na wszystkie kraje członkowskie. Polska może liczyć na 2 mld euro z tej puli.
 
Kropla w morzu
– To kropla w morzu potrzeb – powiedziała Małgorzata Jarosińska-Jedynak, minister funduszy i polityki regionalnej, która również uczestniczyła konferencji zorganizowanej w stolicy województwa śląskiego . – Szacunkowy koszt polskiej transformacji energetycznej, zmierzającej do osiągnięcia neutralności klimatycznej, to 240 mld euro do 2030 roku, a w perspektywie roku 2050, prawie 500 mld euro – zaznaczyła minister funduszy i polityki regionalnej.
 
Równie krytycznie poziom oferowanego przez Unię wsparcia ocenił Dominik Kolorz. Szef śląsko-dąbrowskiej „Solidarności” przytoczył ubiegłoroczny raport Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, w którym wskazano, że zastąpienie miejsc pracy w Polskiej Grupie Górniczej i w firmach kooperujących równoważnymi miejscami pracy w innych sektorach gospodarki wymagałoby nakładów finansowych na poziomie przekraczającym 40 mld euro. – A mówimy tutaj wyłącznie o jednej spółce węglowej – wskazał Dominik Kolorz.
 
Takie same obietnice
Szef śląsko-dąbrowskiej „S” podkreślił podczas swojego wystąpienia, że transformacji w kształcie forsowanym przez Komisję Europejską nie sposób jest nazwać „sprawiedliwą”. Zaznaczył, że region Górnego Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego doświadczył już niezwykle bolesnej transformacji przemysłu na przełomie XX i XXI wieku. – Wówczas również mówiono pracownikom likwidowanych zakładów przemysłu ciężkiego, że transformacja będzie czymś pozytywnym, że będą inwestycje, że będą nowe miejsca pracy. Stało się odwrotnie. Do dzisiaj ok. 60 proc. miast z naszego regionu nie poradziło sobie z tamtą transformacją. Np. Bytom w ciągu ostatnich 20 lat skurczył się o 50 tys. mieszkańców. Zdecydowana większość z tej liczby to ludzie, którzy emigrowali za pracą. Społeczeństwo Śląska i Zagłębia nie zaakceptuje kolejnej takiej transformacji – wskazał przewodniczący.
 
Przemysł, ale jaki?
Wedle słów komisarz Elisy Ferreiry konferencja zorganizowana w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach zainaugurowała dialog dotyczący mechanizmu sprawiedliwej transformacji oraz szans, które szykowana przez Brukselę „rewolucja przemysłowa” ma stworzyć właśnie dla europejskich przedsiębiorstw. Jednocześnie przedstawicielka Komisji Europejskiej wprost przyznała, że przemysł energochłonny, czyli m.in. hutnictwo, branża stalowa czy cementowa nie będą mogły się ubiegać o wsparcie na restrukturyzację i modernizację. Już wcześniej KE wykluczyła możliwość finansowania jakichkolwiek inwestycji związanych z nowoczesnymi technologiami węglowymi, podczas gdy np. technologie związane z gazem ziemnym będą mogły być rozwijane. 
 
W ocenie Dominika Kolorza brak instrumentów ochrony unijnego przemysłu obok gigantycznych kosztów forsowanej transformacji jest jednym z głównych mankamentów koncepcji Europejskiego Zielonego Ładu. Jak wskazał, wymuszona zaostrzeniem polityki klimatycznej likwidacja przedsiębiorstw energochłonnych w UE paradoksalnie przyczyni się do wzrostu globalnej emisji CO2. – Produkcja europejskich hut czy cementowni przeniesie się np. do Chin i innych krajów, w których nie obowiązują żadne normy emisyjne – wskazał. 
 
Nie tylko węgiel
Zgodnie ze strategią Europejskiego Zielonego Ładu zaprezentowaną w grudniu ubiegłego roku przez Komisję Europejską, do 2050 roku Unia Europejska ma stać się obszarem neutralnym klimatycznie. Zrealizowanie „rewolucji” szykowanej przez KE będzie równoznaczne z koniecznością likwidacji wielu gałęzi przemysłu, zakazem produkcji i używania silników spalinowych oraz całkowitym wyeliminowaniem paliw kopalnych z energetyki. Transformacja ma dotknąć również m.in. rolnictwo, które jest odpowiedzialne za sporą cześć emisji gazów cieplarnianych. Wymóg neutralności klimatycznej wiązać się będzie z koniecznością ograniczeniem hodowli trzody chlewnej i bydła oraz wycofaniem z użytku znacznej części nawozów, dzięki którym europejskie rolnictwo jest w stanie dostarczyć konsumentom żywność w wystarczającej ilości oraz w akceptowalnej cenie.
 
Łukasz Karczmarzyk