Spada liczba umów na czas określony

Na umowach na czas określony wciąż pracuje niemal co czwarty polski pracownik. Jednak ich liczba wreszcie zaczyna spadać. To wynik dobrej sytuacji na rynku pracy oraz zmian wprowadzonych do Kodeksu pracy, w wyniku działań podjętych przez NSZZ Solidarność.
 
Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, liczba osób zatrudnionych na umowy o pracę na czas określony w ciągu roku zmniejszyła się o 9 proc. Pod koniec 2018 roku takie umowy posiadało ponad 3,054 mln Polaków, czyli o 286 tys. mniej niż rok wcześniej. W ocenie dr. Jana Czarzastego z Zakładu Socjologii Ekonomicznej Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie spadek liczby terminowych umów o pracę jest związany głównie z dobrą koniunkturą gospodarczą i poprawiającą się sytuacją na rynku pracy. Pod koniec ubiegłego roku bezrobocie spadło do rekordowego niskiego poziomu 5,8 proc. – Pracodawcy mają problemy ze znalezieniem odpowiednich pracowników, więc muszą o nich konkurować. Z tego względu oferują coraz lepsze warunki, m.in. bardziej stabilne umowy. To dotyczy nie tylko nowo zatrudnianych osób, ale także zatrzymania tych, które dobrze pracują – mówi ekonomista.
 
Nowelizacja Kodeksu pracy
Coraz lepsza sytuacja na rynku pracy to nie jedyny powód spadku liczby umów terminowych. Duże znaczenie miała także nowelizacja Kodeksu pracy, która weszła w życie w lutym 2016 roku. Nowela wprowadziła istotne ograniczenia dotyczące zatrudniania na czas określony. Zgodnie z nowymi przepisami pracodawca ma prawo podpisać z jednym pracownikiem maksymalnie trzy tego typu umowy, a łączny okres ich trwania nie może przekroczyć 33 miesięcy. Wyjątkiem jest okres próbny, ale nie może on być dłuższy niż 3 miesiące. W listopadzie zeszłego roku minęły 33 miesiące od zmiany przepisów, co oznacza, że pierwsze umowy terminowe zaczęły się przekształcać w umowy na czas nieokreślony.
 
Efekt działań związku
Korzystna dla pracowników zmiana przepisów to efekt działań NSZZ Solidarność. We wrześniu 2012 roku związek złożył w Komisji Europejskiej skargę dotyczącą nadużywania w naszym kraju umów na czas określony. W odpowiedzi w grudniu 2013 roku KE przesłała polskim władzom wezwanie do usunięcia uchybień w prawie. Na początku 2016 roku, kiedy w wyniku skutecznych działań NSZZ Solidarność przepisy ograniczające stosowanie umów na czas określony wchodziły w życie, umowę terminową posiadało ponad 27 proc. Polaków. Wiele osób w ten sposób pracowało przez kilka, a nawet kilkanaście lat. Bez stabilnej pracy trudno dostać kredyt na mieszkanie, czy nawet kupić nową lodówkę lub telewizor na raty. Bez poczucia jakiejkolwiek stabilności niełatwo zdecydować się na założenie rodziny i posiadanie dzieci.
 
Pracodawcy chętnie korzystali z liberalnych przepisów. Pracownika zatrudnionego na czas określony znacznie łatwiej i taniej zwolnić. Niepewność zatrudnienia sprawia również, że rzadziej będzie on miał odwagę upomnieć się o podwyżkę, czy lepsze warunki pracy. Bez stałej umowy o pracę trudniej również podjąć decyzję o zapisaniu się do związku zawodowego, nie mówiąc już o założeniu organizacji związkowej w zakładzie pracy i zostaniu jej przewodniczącym 
 
Dobry trend
Mimo spadku liczby tego typu umów sytuacja w Polsce wciąż daleka jest od idealnej. Umowy terminowe posiada 23,4 proc. pracowników. W Unii Europejskiej pod tym względem gorzej jest tylko w Hiszpanii, gdzie umowy na czas określony ma 27,5 proc. pracowników. Średnia unijna wynosi 14,4 proc. O wiele lepiej pod tym względem wypadają np. nasi południowi sąsiedzi. W Czechach odsetek ten wynosi 8,4 proc., na Słowacji 8 proc. Na Węgrzech umowę na czas określony ma 7 proc. pracowników. Jednak zdaniem dr. Czarzastego kolejne miesiące przyniosą dalsze ograniczanie umów terminowych w naszym kraju. – Jeżeli nie nastąpi gwałtowne pogorszenie koniunktury gospodarczej, ta liczba będzie się zmniejszać. Nie należy oczekiwać lawinowego spadku, ale limit zatrudniania na czas określony został wprowadzony i to będzie przynosić efekty – mówi ekonomista z SGH.
 
Agnieszka Konieczny
infografika własna na podst. danych GUS