Słabość do sprawiedliwości

Siedzący tryb życia jest szkodliwy nie tylko dla serca i dla kręgosłupa, ale też dla mózgu. Odkryli to i ogłosili niedawno, a jakże, amerykańscy naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego z Los Angeles. A konkretnie media doniosły, że amerykańscy naukowcy coś takiego odkryli. W pierwszych zdaniach tych informacji. Bo w kolejnych uściślały, że zbyt dużo siedzenia może mieć związek z „pocienieniem struktur mózgu”, a to, jak wyczytałem w jednym z serwisów naukowych donoszących o owym odkryciu „może być prekursorem spadku zdolności poznawczych i otępienia u osób w średnim i starszym wieku”. Kluczowe jest słowo „może”. To przykład, jak niepostrzeżenie z przypuszczenia popartego tzw. obserwacjami naukowymi buduje się informacje, które przekazywane dalej stają się pewnikiem. Naukowym, rzecz jasna. I potem ktoś powtarza, że Amerykanie naukowo i niezbicie wykazali, iż od siedzenia się głupieje. Straszliwie głupieje. Pisząc ten felieton siedzę, więc pewnie dlatego tak głupio się zaczyna i obawiam się, że niewiele mądrzej się skończy, ale ciągnę dalej ten wózek, bo nie mam lepszego tematu na tekst niż siedzenie lub ewentualne posadzenie. To słowo na czasie. To słowo kluczowe w dyskursie publicznym w ostatnich dniach. Codziennie rano otwieram główne strony wiodących portali z zaciekawieniem patrząc, kogo dziś posadzono. Cóż, wiosna pełną gębą

Niewątpliwie numerem jeden jest sekretarz generalny Platformy Obywatelskiej. Tabloidy się emocjonują, że jeszcze nie osądzony, a już ukarany pobudką o 6.30 i brakiem, jak to się w kolorowej prasie pisuje, frykasów – na śniadanie mleczna zupa i jogurt, a  na obiad zraz i gotowana marchewka. Kolacja chleb z margaryną i kiełbasa. Każdy, kto był zmuszony leżeć w szpitalu i spożywać tamtejsze posiłki opowie, że w areszcie to mają w sumie niezłe menu. Sekretarz G. to nie pierwszy i nie ostatni prominentny polityk, który trafił za kratki. Na razie tymczasowo, ale kto wie, czy nie na dłużej. O tym zdecyduje sąd. Pamiętam czasy, kiedy polityków za takie przewiny, jakie zarzuca się sekretarzowi G., nie sadzało się w aresztach, tylko ewentualnie „złośliwe ciągano po sądach”. Sadzano naprawdę w ostateczności i wszyscy się dziwili, dlaczego tak późno. Przypomnę tu niechlubne postaci byłych parlamentarzystów Aleksandra G., Marka K. czy Andrzeja P. Dwóch pierwszych posadzono już po zakończeniu politycznej kariery. Ten ostatni był pierwszym w historii III RP parlamentarzystą sprawującym mandat i jednocześnie pozbawionym wolności. Środowy poranek przyniósł informację o zatrzymaniu pod zarzutem m.in. oszustw i płatnej protekcji Andrzeja K., byłego ministra sprawiedliwości i prokuratura generalnego w latach2004-2005. Nie wiadomo, czy sprawa skończy się aresztem. Andrzej K. jest już w podeszłym wieku. Przekroczył 80-tkę. Szczerze mówiąc, współczuję sądowi, ale zgodnie z zasadami wszyscy powinni być równi wobec prawa. I 80-letni biedak, i 80-letni prominent.

Jedni powiedzą, że widowiskowe sadzanie prominentów to piarowska próba przykrycia wizerunkowej wpadki rządzącychz nagrodami. Może i tak, może i nie. W sumie średnio mnie to obchodzi. Jestem naiwny, jak większość czytelników i jak większość, łatwo mnie nabrać. Niemniej też jak większość bardzo chętnie widuję dowody na to, że jednak jest jakaś sprawiedliwość na tym świecie. Nawet jeśli jest to namiastka sprawiedliwości i to w dodatku mocno spóźniona. A że rządzący wiedzą o tej naszej słabości do sprawiedliwości to dobrze. I niech o tej słabości nie zapominają.

Jeden z Drugą;)