Skup pan butelkę

Pacholęciem byłem, gdy problem skupu butelek spędzał sen z powiek najwyższym czynnikom państwowym oraz raczkującym gwiazdom dziennikarstwa późniejszej III RP. Wciąż w pamięci mam też pewną wakacyjną przygodę w latach 80-tych, gdy z koleżkami z sąsiedztwa porządkując piwnice rodziców i sąsiadów, zebraliśmy kilka worków butelek. Zawieźliśmy je do punktu skupu na dwukołowym wózku zrobionym z kółek motocykla WFM. Okazało się, że znaczna część tego, co przywieźliśmy, „nie zostanie przyjęta”, bo importowane, zielone i jeszcze jakieś. Co prawda starczyło na oranżadę i lody, ale dużo lepiej wyszlibyśmy na tym interesie, gdybyśmy czas poświęcony na zbieranie butelek przeznaczyli na zbieranie złomu, a chyba i makulatura bardziej by się opłaciła. Ale i tak byliśmy zadowoleni, bo po pierwsze były to nasze, przez nas zarobione pieniądze, a po drugie dowiedzieliśmy, jakich butelek nie warto zbierać i wozić do skupu, bo i tak nie przyjmą. Po trzecie, w końcu uświadomiono nas, że zbieranie butelek i wożenie do skupu to żaden interes. Lepiej oddać w sklepie na tzw. „wymianę”. Niestety, nasze dziecięce umysły nie wyciągnęły z całej tej historii wniosków na przyszłość. Nawet nie podejrzewaliśmy, że już za kilka lat na handlu złomem (a nie pustymi flaszkami) wyrosną fortuny, ale to rzecz na odrębną opowieść. 
 
Problem ze skupem butelek przerósł też nową, demokratycznie wybraną władzę. Tłumaczenie z pozoru brzmi zgrabnie. Nie po to likwiduje się centralne zarządzanie, żeby centralnie zarządzać skupem butelek. Rynek sobie poradzi. No i sobie poradził. Pojawiły się butelki bezzwrotne, sam, przyznaję, byłem tym faktem zachwycony. Wreszcie nie muszę się tłumaczyć, że nie mam paragonu z tego sklepu, że naprawdę napój w tych butelkach tu kupiłem i tu chcę oddać. Mogę mieć gdzieś humory sprzedawcy. Do kosza i już. Genialny pomysł z butelkami bezzwrotnymi polegał na tym, że klient płacił za butelkę w cenie napoju, a w dodatku nie wiedział, iż pośrednio płaci też nie tylko za tej butelki wyprodukowanie, ale też za jej odebranie, posortowanie i utylizację. I to przez lata się nie zmieniało.
 
Dekadę temu byłem w Norwegii, gdzie po raz pierwszy zobaczyłem w sklepie automat do skupu butelek. Nie tylko szklanych. Można tam było włożyć puszki, nawet pogniecione i butelki PET. Automat butelki połykał, skanował i wypluwał kwitek. Tym kwitkiem zapłaciłem za część zakupów sklepie. Już nie pamiętam, czy był to napój gazowany i lody, czy coś innego. To nieważne. Co innego jest ważne. Nie wiem, czy doczekam, ale chciałbym, aby moje dzieci żyły w kraju, w którym problem skupu butelek przestał być tematem dziennikarskich dociekań i felietonów. Tak jak tematem tych dociekań przestał być deficyt papieru toaletowego czy brak sznurka do snopowiązałek.
 
Jeden z Drugą:)
źródło foto:pxhere.com/public_domain