Sieć szpitali do poprawki

Sieć szpitali nie zapewniła pacjentom kompleksowego leczenia, nie skróciła kolejek na szpitalnych oddziałach ratunkowych i nie poprawiła sytuacji finansowej placówek – ocenia Najwyższa Izba Kontroli. Z raportu opublikowanego w sierpniu przez NIK wynika, że nie udało się zrealizować założeń, jakie przed tym projektem stawiał resort zdrowia.
 
– Szkoda, że przedstawiciele ministerstwa zdrowia nie słuchali uwag, które zgłaszaliśmy już w momencie tworzenia ustawy o sieci szpitali. Być może, gdyby wzięli je pod uwagę, wielu problemów udałoby się uniknąć – mówi Halina Cierpiał, przewodnicząca Regionalnego Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ Solidarność w Katowicach.
 
Po szpitalu miała być poradnia
Sieć szpitali powstała 1 października 2017 roku. W całym kraju włączono do niej blisko 600 szpitali. Najwięcej, bo po 53 placówki, w województwach śląskim i mazowieckim. Sieć miała zapewnić pacjentom kompleksowe leczenie. Osoby wypisywane ze szpitalnych oddziałów miały przechodzić pod opiekę poradni przyszpitalnych. Tak się jednak nie stało. Jak ustaliła Najwyższa Izba Kontroli, mniej niż połowa pacjentów otrzymała zalecane porady ambulatoryjne lub miała wyznaczony termin ich realizacji. Tylko 55 proc. pacjentów skorzystało ze świadczeń rehabilitacyjnych lub miało wyznaczony ich termin. – Część szpitali, które znalazły się w sieci, nie prowadziła specjalistycznych poradni przyszpitalnych, do których pacjenci mogliby się zgłosić po zakończeniu hospitalizacji. Wielu z nich musiało szukać pomocy w innych placówkach – podkreśla Halina Cierpiał. Na ten fakt zwróciła także uwagę NIK. W raporcie podkreślono, że niektóre placówki nie były w stanie zapewnić pacjentom pełnego leczenia, a jednym z powodów tej sytuacji był brak w ustawie zapisu, który obligowałby szpitale do uruchamiania poradni.
 
Błędy już na starcie
– Warunki kwalifikacji do systemu nie obejmowały takich kryteriów jak liczba i wartość realizowanych świadczeń, czy stopień wykorzystania łóżek na poszczególnych oddziałach – czytamy w raporcie NIK. Halina Cierpiał przypomina, że Solidarność proponowała, by przy tworzeniu szpitali uwzględnione została mapa potrzeb zdrowotnych mieszkańców, opracowana przez resort zdrowia. – To była analiza szpitali posiadających kontrakty z NFZ pod kątem liczby przyjmowanych pacjentów oraz możliwości zabezpieczenia potrzeb zdrowotnych mieszkańców poszczególnych województw. Podkreślaliśmy, że do sieci powinny wejść najbardziej efektywne szpitale, te które są w stanie zapewnić leczenie, jak największej liczbie mieszkańców danego regionu – mówi Halina Cierpiał. W ocenie NIK włączenie do sieci niewłaściwych placówek przełożyło się na nieuzasadnione i nadmierne koszty w całym systemie. Wbrew obietnicom resortu zdrowia nie poprawiła się też sytuacja w szpitalnych oddziałach ratunkowych oraz w punktach nocnej i świątecznej pomocy medycznej. Pacjenci w dalszym ciągu muszą czekać w długich kolejkach. – To także efekt braku specjalistów. Lekarze odchodzą ze szpitali, wybierają poradnie, w których zarobki są porównywalne – zaznacza Halina Cierpiał.
 
Długi szpitali zostały
Nie udało się także doprowadzić do poprawy sytuacji finansowej placówek. – Nowy system miał umożliwić elastyczne gospodarowanie pieniędzmi, a w efekcie stopniowe wychodzenie z długów. Tymczasem proces zadłużania się badanych placówek, które już wcześniej miały problemy, w większości przypadków jeszcze przyspieszył. Pogorszyła się także sytuacja tych szpitali, którym w przeszłości wiodło się lepiej – napisano w raporcie. Większość z kontrolowanych przez NIK szpitali wykazała stratę za 2018 rok, a ich wynik finansowy w stosunku do roku 2017 uległ pogorszeniu. Jednym z powodów tej sytuacji było niewystarczające finansowanie wykonywanych przez nie świadczeń. Wzrosły też koszty działalności szpitali, co było związane m.in. z podwyższaniem minimalnych wynagrodzeń. Halina Cierpiał przypomina, że obowiązuje ustawa o wzroście minimalnego wynagrodzenia pracowników medycznych. – Ta ustawa była potrzebna. Jednak przy jej tworzeniu popełniono błąd, na co Solidarność od początku zwracała uwagę. Nie zagwarantowano w budżecie NFZ środków na podwyżki i przerzucono je na dyrektorów placówek – dodaje przewodnicząca RSOZ „S” w Katowicach.
 
Agnieszka Konieczny