Rozgrzewka przed grudniowym szczytem UE

2 grudnia w Madrycie rozpoczął się COP25, czyli kolejna konferencja klimatyczna Organizacji Narodów Zjednoczonych. Dla polskiego rządu to swego rodzaju rozgrzewka przed grudniowym szczytem UE, który ma być poświęcony tzw. „neutralności klimatycznej”. W Brukseli zapadnie decyzja, czy polski przemysł będzie mógł dalej się rozwijać, czy czeka go likwidacja w imię walki ze zmianami klimatu. Walki, której poza Unią nikt nie traktuje na serio. 
 
Konferencja w stolicy Hiszpanii, w której uczestniczą delegaci z prawie 200 państw, ma potrwać niemal 2 tygodnie. Nikt jednak nie spodziewa się, że COP25 zakończy się jakimś spektakularnym sukcesem. Oczy wszystkich, którzy interesują się polityką klimatyczną, są już dzisiaj zwrócone na Brukselę, gdzie w dniach 12-13 grudnia odbędzie się szczyt przywódców krajów członkowskich Unii Europejskiej poświęcony m.in. forsowanej przez najbogatsze państwa Wspólnoty strategii osiągnięcia przez UE tzw. „neutralności klimatycznej” do 2050 roku. 
 
Kto zapłaci
Również politycy z europejskich krajów, którzy przyjechali do Madrytu traktują COP25 głównie jako okazję do spotkania we własnym, unijnym gronie i rozmowę o tym, co już niebawem ma się wydarzyć w Brukseli. Takie spotkanie odbyło się tuż przed oficjalnym rozpoczęciem madryckiej konferencji. Po jego zakończeniu premier Mateusz Morawiecki w rozmowie z polskimi dziennikarzami powiedział, że przekazał liderom innych państw UE fundamentalne z punktu widzenia Polski kwestie dotyczące dalszego zaostrzania unijnej polityki klimatycznej. Najważniejszą z nich w ocenie szefa rządu jest koszt transformacji energetycznej – Polska może się podejmować kolejnych wysiłków w zmianie swojego systemu energetycznego, zmniejszania emisji, ale musimy mieć za to odpowiednią rekompensatę.  (…). Nasze postulaty muszą być wypełnione, żebyśmy mogli mówić o kolejnych redukcyjnych celach, jeżeli chodzi o emisje CO2. Mamy swój trudny, charakterystyczny tylko dla Polski ze względu na naszą zależność od węgla punkt startu i ten punkt startu musi być uwzględniony – mówił premier. 
 
Mateusz Morawiecki wskazał też, że w debacie o celach klimatycznych powinno się brać pod uwagę nie tylko to, ile CO2 emitują poszczególne europejskie kraje, ale również poziom konsumpcji produktów, przy produkcji których emitowane są gazy cieplarniane. – Kraje takie, jak Holandia czy Belgia, które z jednej strony są w awangardzie zmian klimatycznych, z drugiej mają konsumpcję na głowę dużo wyższą niż Polska – wskazywał szef rządu. Zwrócił również uwagę, że restrykcyjna polityka klimatyczna jest obecnie prowadzona wyłącznie przez Unię Europejską w całkowitym oderwaniu od tego, co dzieje się w innych rejonach globu. – Unia Europejska redukuje swoje emisje, ale w tym samym czasie wielokrotnie więcej – ok. 50 razy więcej – nowych emisji pojawia się w innych częściach świata – podkreślił 
premier Morawiecki.
 
Neutralność, czyli co?
O czym konkretnie będą dyskutować europejscy przywódcy 12 i 13 grudnia? Sęk w tym, że do końca nie wiadomo. Do dzisiaj Bruksela nie przedstawiła nawet definicji tego, co rozumie pod pojęciem „neutralność klimatyczna”. Nie wiemy, czy chodzi o zrównoważenie emisji CO2 i pochłaniania tego gazu np. przez lasy, czy też o zredukowanie do zera jakichkolwiek emisji powstających w wyniku działalności człowieka. Wbrew pozorom to szalenie istotna kwestia, bo wyeliminowanie wszelkich emisji jest równoważne z nieuchronną likwidacją niemal całego przemysłu, transportu, czy rolnictwa jakie dzisiaj znamy. Nie ma również odpowiedzi na pytanie, kto ma pokryć gigantyczne koszty „zielonej” transformacji systemów energetycznych i całych gospodarek. Przypomnijmy, że według bardzo ostrożnych szacunków Ministerstwa Energii, dla Polski to kwota rzędu 500-700 mld euro. 
 
Jeden dzień na decyzję
Plan dojścia Unii Europejskiej do neutralności klimatycznej w 2050 roku nowa Komisja Europejska pod przewodnictwem Ursuli von der Layen ma dopiero przedstawić. Według nieoficjalnych informacji, które ukazały się w mediach, nastąpi to najprawdopodobniej 11 grudnia, czyli w przededniu rozpoczęcia szczytu Rady Europejskiej. Innymi słowy, polski rząd będzie miał jeden dzień na analizę dokumentu o absolutnie fundamentalnym znaczeniu dla przyszłości naszego kraju. Przyjęcie lub odrzucenie strategii przygotowanej przez KE zdecyduje o tym, czy Polska w kolejnych dziesięcioleciach będzie mogła się rozwijać i bogacić, czy zostanie pozbawiona jakichkolwiek szans na rozwój, a mieszkańcy naszego kraju skazani na wybór pomiędzy biedą, a emigracją.
 
Łukasz Karczmarzyk
źródło foto: Twitter/UN Climate Change