Przemysł energochłonny doczeka się wsparcia

Komitet Stały Rady Ministrów przyjął 6 czerwca projekt ustawy o rekompensatach dla przemysłu energochłonnego. To efekt działań Solidarności, która od lat zabiegała o wprowadzenie systemu wsparcia dla tego sektora gospodarki. 
 
– Unijna polityka klimatyczno-energetyczna spowodowała skokowy wzrost cen uprawnień do emisji CO2. Wzrost ten szczególnie uderzy w przedsiębiorstwa z sektora energochłonnego. Ogromnie zagraża ich rentowności oraz pozycji konkurencyjnej. Celem naszej ustawy jest więc obniżenie kosztów firm z branż energochłonnych. Dzięki temu chcemy zmniejszyć ryzyko wyprowadzania produkcji za granicę – powiedziała Jadwiga Emilewicz, minister przedsiębiorczości i technologii po przyjęciu projektu przez KSRM.
 
Pomysły Solidarności
Projekt ustawy przygotowany przez resort przedsiębiorczości i technologii powstał na podstawie propozycji opracowanych wspólnie przez NSZZ Solidarność oraz pracodawców z branż energochłonnych. Propozycje te zostały zgłoszone już na początku 2016 roku przez Wojewódzką Radę Dialogu Społecznego w Katowicach, a kilka miesięcy później powtórzone w uchwale pracodawców i pracowników krajowej Rady Dialogu Społecznego. – Przyjęcie tego projektu przez Komitet Stały Rady Ministrów to efekt kilkuletniej pracy związku. Teraz kluczowe jest, aby ustawa została przyjęta jeszcze w tej kadencji Sejmu. Dopiero wtedy będziemy mogli powiedzieć, że Solidarność osiągnęła wielki sukces, a groźba likwidacji setek tysięcy miejsc pracy została oddalona – mówi Dominik Kolorz, szef śląsko-dąbrowskiej Solidarności. 
 
Wdrożenie systemu wsparcia dla przemysłu energochłonnego stało się koniecznością w wyniku coraz większych kosztów unijnej polityki klimatyczno-energetycznej. Tzw. dyrektywa ETS, która weszła w życie w kwietniu ubiegłego roku spowodowała, że cena uprawnień do emisji CO2, wzrosłą pięciokrotnie. Dla funkcjonujących w Polsce przedsiębiorstw energochłonnych tak drastyczny wzrost kosztów związanych z zakupem energii oznacza całkowitą utratę konkurencyjności. W porównaniu do Niemiec, gdzie instrumenty wsparcia dla branż energochłonnych funkcjonują od lat, cena energii dla przemysłu w naszym kraju jest wyższa o 60-70 proc. 
 
Polska została w tyle
System rekompensat dla przemysłu energochłonnego nie jest jednak wyłącznie domeną naszych zachodnich sąsiadów. Rekompensaty wypłacają też m.in. Wielka Brytania, Hiszpania, Francja, Belgia, Słowacja, Litwa, Holandia, Finlandia, Grecja czy Norwegia. Polska jest w zasadzie jedynym krajem w Unii Europejskiej z istotnym udziałem sektora energochłonnego w gospodarce, w którym ten instrument jeszcze nie funkcjonuje.
 
Solidarność od dawna ostrzegała, że ten stan rzeczy doprowadzi do likwidacji wielu działających w naszym kraju przedsiębiorstw. Ostatnie miesiące pokazały, że ta groźba nabiera coraz bardziej realnych kształtów. Na początku maja ArcelorMittal Poland poinformował o zamiarze okresowego wstrzymania produkcji w części surowcowej w swojej hucie w Krakowie. 1 czerwca zarządy Huty Łaziska oraz działającej na jej terenie spółki Re Alloys podjęły decyzję o wygaszeniu trzech pieców do wytopu żelazostopów na 3 miesiące.
 
1,3 mln miejsc pracy
Z informacji Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii wynika, że uprawnionych do rekompensat będzie ok. 300 przedsiębiorstw, m.in. z branży hutniczej, cementowej, chemicznej czy papierniczej. Łącznie przedsiębiorstwa energochłonne wraz z kooperantami generują w naszym kraju 1,3 mln miejsc pracy i wypracowują 11 proc. polskiego PKB. 
 
Resort kierowany przez Jadwigę Emilewicz wskazuje, że rekompensaty mają realnie obniżyć koszty energii dla przemysłu energochłonnego o kilkadziesiąt proc. Koszt rekompensat ma wynieść 0,89 mld zł rocznie. Będą one finansowane z przychodów ze sprzedaży aukcyjnej uprawnień do emisji CO2. W ubiegłym roku z tego tytułu do państwowej kasy wpłynęło 5 mld zł. W tym roku kwota ta może być nawet dwukrotnie wyższa. 
 
Rząd miał zająć się projektem ustawy o rekompensatach na posiedzeniu 11 czerwca. Tak się jednak nie stało. Jak wynika z informacji medialnych, nowy wicepremier Jacek Sasin uznał, że zgodnie z procedurami zanim projektem zajmie się Rada Ministrów na posiedzeniu, powinien on być sprawdzony przez komisję prawniczą działającą w KPRM. – Miejmy nadzieję, że rzeczywiście chodzi tu o kwestie formalne i nie ma tu żadnego „drugiego dna”. Każdy kolejny dzień zwłoki to w tym przypadku poważne zagrożenie dla całej gospodarki – wskazuje Dominik Kolorz.
 
Łukasz Karczmarzyk
źródlo foto:pixabay.com/CC0