Presja ma sens

Presja ma sens – to zdanie zawsze pada w sytuacji, gdy rządzący wycofują się z jakiegoś durnego pomysłu pod wpływem tzw. wzburzenia opinii społecznej. Padło też ostatnio i to wiele razy przy okazji rezygnacji rządu z wprowadzenia tzw. opłaty paliwowej, czyli nowego podatku wynoszącego 25 groszy za litr benzyny. Bardzo dobrze się stało i to nie tylko dlatego, że dzięki temu będziemy zostawiać trochę mniej pieniędzy na stacjach benzynowych.
 
Projekt ustawy o Funduszu Dróg Samorządowych był modelowym przykładem tego, co dzieje się z władzą, która poczuje się zbyt pewnie. Z władzą, którą sprzyjające okoliczności utwierdzają w przekonaniu, że może sobie pozwolić na więcej niż powinna. Skoro idzie dobrze, sondaże są sprzyjające, opozycja jest słaba jak nigdy, a wskaźniki gospodarcze rosną, to teraz możemy robić, co nam się podoba. Takie myślenie to droga w jedną stronę do buty i arogancji, którą doskonale pamiętamy z ośmiu lat rządów poprzedniej koalicji. Droga w jedną stronę, która zawsze kończy się źle zarówno dla rządzących, jak i dla obywateli.
 
Nawet największemu zwolennikowi obecnej ekipy trudno byłoby inaczej niż arogancją nazwać zachowanie polityka, który bajdurzy, że obłożenie nowym podatkiem paliwa, nie podniesie jego ceny. Jeszcze trudniej nie nazwać hipokrytą posła, który przekonuje, że świetnie rozumie bolączki kierowców, bo sam przemierza rocznie 40-50 tys. kilometrów. Tylko zapomina dodać, że rachunków na stacji benzynowej nie płaci z własnej kieszeni, ale pobiera tzw. „kilometrówki” z publicznych, czyli naszych pieniędzy.
 
Można by próbować tłumaczyć, że każdemu zdarza się palnąć jakieś głupstwo, że projekt był niespecjalnie udanym pomysłem grupki posłów, który koniec końców został utrącony przez partię rządzącą. Można by, ale tak nie było. To że projekt ustawy o Funduszu Dróg Samorządowych był projektem poselskim, a nie rządowym stanowi przykład niechlubnej praktyki stosowanej w polskiej polityce od wielu lat przez wszystkie kolejne ekipy rządzące.
 
Projekt poselski jest wygodny dla każdej władzy z kilku powodów. Po pierwsze nie trzeba w nim umieszczać tzw. oceny skutków regulacji, czyli informacji o tym kogo i ile będą kosztować nowe przepisy. Po drugie projekt poselski nie wymaga przeprowadzenia jakichkolwiek konsultacji społecznych. Po trzecie wreszcie z projektu poselskiego w razie czego zawsze można się chyłkiem wycofać, odnosząc przy tym znacznie mniejsze straty wizerunkowe, niż w przypadku projektu rządowego. Innymi słowy projekty poselskie są poręcznym narzędziem pozwalającym rządzącym chodzić na skróty, unikając przy okazji kłopotliwych pytań i jakiejkolwiek społecznej kontroli.
 
Presja ma sens – projekt ustawy o nowym podatku paliwowym trafił do kosza. Rządzący mogą się pochwalić, że słuchają obywateli. Obywatele mogą powiedzieć, że rządzący słuchają się ich. Jednym słowem wszyscy powinni być zadowoleni. Przynajmniej do czasu, kiedy ci pierwsi znowu poczują się zbyt pewnie i znowu przyjdzie im ochota, żeby zabawić się z nami w ciuciubabkę.
 
Trzeci z Czwartą:)