Dominik Kolorz: premier wygrał bardzo ważną bitwę

Polska delegacja pod przewodnictwem pana premiera Mateusza Morawieckiego osiągnęła na szczycie Rady Europejskiej niewątpliwy sukces.  Trzeba to jasno i wyraźnie podkreślić, choć pewnie narracja tzw. mainstreamowych mediów będzie odwrotna i na głowę premiera w najbliższych dniach będą wylewane kubły pomyj. 
 
Choć Rada Europejska przyjęła cel neutralności klimatycznej do 2050 roku, w konkluzjach ze szczytu  jest wyraźnie zapisane, że cel ten nie dotyczy Polski. Co równie ważne, zapisano tam także, że we wszelkich dalszych pracach legislacyjnych dotyczących neutralności klimatycznej, to wyłącznie Polski musi być uwzględniane. Dzięki takiej konstrukcji zniwelowane zostało ryzyko, że UE wprowadzi neutralność klimatyczną tylnymi drzwiami, ponad naszymi głowami. W przypadku, gdybyśmy postawili veto, takie ryzyko było bardzo duże. Z kolei gdybyśmy zaakceptowali neutralność klimatyczną, nie mielibyśmy już w ogóle nic do powiedzenia.
 
Neutralność klimatyczna w kształcie takim, jaki forsuje Komisja Europejska byłaby dla Polski, a szczególnie dla Śląska gospodarczym wyrokiem śmierci. Wbrew powszechnej opinii nie chodzi wcale tylko o górnictwo i energetykę, ale o cały przemysł i przede wszystkim poziom życia społeczeństwa.
 
Rada Europejska zgadzając się na „Europejski Zielony Ład” na obecnym etapie, kupiła kota w worku. Wszystkie media mówią dzisiaj, że UE daje na transformację  gospodarek w kierunku neutralności klimatycznej 100 mld euro do podziału. Jednak mało kto dodaje, że tylko 5 mld z tej kwoty to tzw. żywa gotówka, a reszta to kredyty, które trzeba by było spłacić. Innymi słowy, UE oczekuje od nas, że zlikwidujemy naszą energetykę i przemysł, a na dodatek, że sami za to zapłacimy. 
 
Co więcej, dziś nie wiadomo, jak dokładnie będzie wyglądał ten mechanizm sprawiedliwej transformacji. Te 100 mld jest patykiem na wodzie pisane. Szczegóły Komisja Europejska ma podać dopiero w przyszłym roku. Podobnie jest w przypadku granicznego podatku węglowego, który ma ochronić konkurencyjność europejskiej gospodarki. Tak naprawdę dzisiaj „Europejski Zielony Ład” zaprezentowany przez szefową Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen jest jedynie górnolotnym hasłem, na które mieliśmy się zgodzić w ciemno. To tak jakby w banku podpisać umowę kredytową, nie znając oprocentowania, wysokości rat, ani terminu spłaty. Nikt przy zdrowych zmysłach nie zgodziłby się na coś takiego. 
 
Premier Mateusz Morawiecki wygrał bardzo ważną bitwę, ale to nie koniec wojny. Temat powróci w czerwcu przyszłego roku, kiedy odbędzie się kolejny szczyt UE dotyczący zaostrzenia polityki klimatycznej. Przez te pół roku wszyscy, którym zależy na przyszłości polskiej gospodarki muszą ostro wziąć się do roboty. Trzeba przede wszystkim uświadamiać społeczeństwu, czym naprawdę jest „Europejski Zielony Ład” forsowany przez bogate kraje Unii Europejskiej. Trzeba uświadamiać, że nie chodzi tu o żaden klimat, o żadne czyste powietrze, ale o twarde interesy gospodarcze i chęć zysku dla bogatych kosztem tych biedniejszych. 
 
W nocy z 12 na 13 grudnia premier Mateusz Morawiecki wynegocjował dla Polski ogromny klimatyczny rabat. To pierwszy szef polskiego rządu od wielu lat, który skutecznie broni polskich interesów w tej kluczowej dla naszego kraju kwestii. W tej walce może liczyć na wsparcie śląsko-dąbrowskiej "Solidarności". 
 
not: łk