Prawdziwe elity, spektakularne osiągnięcia

W czasie I wojny światowej działania militarne były prowadzone na 90 proc. terenu, na którym powstała odrodzona Rzeczypospolita. Przez niektóre regiony front przechodził 5 razy,a wycofujące się wojska grabiły lub niszczyły wszystko, co miało jakąś wartość. Taki był punkt wyjścia do odbudowy gospodarki wolnej Polski. Odbudowy pełnej spektakularnych sukcesów i osiągnięć, przy których dokonania III RP wypadają co najmniej blado. 
 
Nie sposób ocenić skalę osiągnięć gospodarczych II RP, bez dokonania swoistego bilansu otwarcia, czyli tego, co zastali nasi przodkowie po I wojnie światowej i z czego w dwie dekady udało im się zbudować jedną z najprężniej rozwijających się gospodarek w Europie. Na frontach Wielkiej Wojny zginęło kilkaset tysięcy polskich żołnierzy służących w armiach zaborców, a od 300 do 400 tys. cywili umarło z powodu nędzy i chorób. 3 mln ludzi wysiedlono, pozbawiając ich dorobku całego życia. Jakichkolwiek upraw zaprzestano na 4,5 mln hektarów gruntów rolnych, wyrżnięto 4 mln sztuk bydła. Zburzono prawie 2 mln budynków. Zakłady przemysłowe zostały ogołocone przez wycofujących się zaborców z maszyn i urządzeń. To, czego nie dało się wywieźć, było celowo niszczone. Melchior Wańkowicz, legenda polskiego dziennikarstwa, tak opisał skalę wojennych zniszczeń infrastruktury na terenach II RP: „Postarajmy się, żeby każdy dorastający chłopak wiedział, że odziedziczyliśmy po wojnie ziemię, na której (…) zniszczono 56 proc. przedwojennego taboru kolejowego, unicestwiono 63 proc. dworców, zburzono 390 dużych i 2019 małych mostów, zdemolowano 78 warsztatów kolejowych”. Na skutek rewizji wojennych w głąb Niemiec i Rosji wywiezionych zostało m.in. 2513 lokomotyw oraz ponad 40 tys. wagonów towarowych.
 
Jedna Polska z 3 różnych krajów
Dawne ziemie zaboru pruskiego, austriackiego i rosyjskiego różniło niemal wszystko. Inna była waluta, szerokość torów kolejowych, charakter gospodarki i poziom życia ludności. Dawne zabory posiadały nie tylko całkowicie odmienne systemy prawne czy fiskalne, ale nawet różne zasady ruchu drogowego. O ile na ziemiach należących wcześniej do Niemców i Rosji obowiązywał ruch prawostronny, to w dawnym zaborze austriackim jeżdżono po lewej stronie drogi. Jadąc np. z Warszawy do Krakowa, trzeba było w odpowiednim momencie zmienić pas ruchu.
Trudno dziś pojąć ogrom problemów, z którymi borykało się odrodzone państwo polskie w pierwszych latach swojego istnienia. Zniszczenia wojenne we wszystkich sektorach gospodarki przełożyły się na tragiczną sytuacje finansów publicznych, które dodatkowo obciążała kosztowna wojna z bolszewikami. W grudniu 1920 roku deficyt budżetowy osiągnął astronomiczny poziom 93 proc. wydatków państwa. Dwa lata później dziura budżetowa przekroczyła 94 proc. PKB, a ceny rosły o 50 proc. miesięcznie. Jednak jeszcze trudniej wyobrazić sobie, jak szybko Polska poradziła sobie z tą gigantyczną zapaścią. Wystarczy powiedzieć, że już na przełomie lat 1926-1927 państwo odnotowało nadwyżkę budżetową w wysokości 26 mln zł. W okresie 1928-1929 nadwyżka wyniosła już 241 mln zł. 
 
Odbudowa infrastruktury
Już na początku lat 20-tych przystąpiono do odbudowy gospodarczej kraju. Łącznie w okresie międzywojennym wybudowano aż 1750 km nowych połączeń kolejowych. Dla porównania od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej do 2016 roku wybudowano 46,3 km nowych torów. Pod koniec lat 30-tych Polskie Koleje Państwowe dysponowały 129 stacjami naprawczymi. Dzięki finansowemu wsparciu państwa powstały pierwsze zakłady wytwarzające parowozy, m.in. „Pierwsza Fabryka Lokomotyw w Polsce” w Chrzanowie i „Warszawska Spółka Budowy Parowozów”. W 1926 roku na zamówienie państwa, zakłady „H. Cegielski” w Poznaniu uruchomiły produkcję lokomotyw. Znaczne zamówienia rządowe zrealizowała także firma „Zjednoczenie Fabryki Maszyn, Kotłów i Wagonów L. Zieleniewski Fitzner-Gamper SA” w Krakowie. Łącznie wyprodukowano tam kilka tysięcy wagonów towarowych. 
 
Gdynia i COP
Jednym z najbardziej spektakularnych osiągnięć gospodarczych II RP była budowa portu i miasta Gdynia. Decyzja o rozpoczęciu inwestycji zapadła we wrześniu 1922 roku. Dwa lata później port osiągnął moc przeładunkową 10 tys. ton.  W 1929 roku było to już niemal 3 mln ton ładunku, co czyniło Gdynię największym i najnowocześniejszym portem  w basenie Morza Bałtyckiego. 
 
Tempo i rozmach budowniczych polskiej gospodarki w dwudziestoleciu międzywojennym jeszcze lepiej obrazuje to, jak powstawała sztandarowa inwestycja w ramach Centralnego Okręgu Przemysłowego, czyli olbrzymi kompleks hutniczy pod nazwą Zakłady Południowe. W marcu 1937 roku w lesie pomiędzy Niskiem a Rozwadowem, około 30 km od Sandomierza, rozpoczęła się wycinka drzew pod budowę. 27 miesięcy później zakłady pracowały już pełną parą, a wokół nich wyrosła nowoczesna miejska zabudowa dająca dach nad głową liczącej 3,6 tys. osób załodze Zakładów Południowych. 
 
Wybitne jednostki, wielkie umysły
Sukces gospodarczy II RP wynikał z wielu czynników. Co oczywiste, ogromne znacznie miały tutaj wybitne jednostki. Prawdziwa, a nie wykreowana przez media elita. Ludzie wielkiego formatu, przedstawiciele życia publicznego, ekonomiści, inżynierowie, konstruktorzy, wynalazcy. To w dwudziestoleciu międzywojennym polscy inżynierowie Stefan Bryła i Władysław Tryliński zbudowali pierwszy na świecie most o konstrukcji spawanej, który stoi do dzisiaj w Mazurzycach w województwie łódzkim. To wówczas polski inżynier wymyślił peryskop odwracalny, który zrewolucjonizował światowy przemysł pancerny, a skonstruowany przez prof. Kazimierza Zembrzuskiego prototyp parowozu aerodynamicznego zdobywał złote medale na najbardziej prestiżowych światowych wystawach przemysłowych. To dzięki polskim naukowcom i wynalazcom z tamtego okresu mamy dzisiaj świetlówki, wycieraczki czy resory samochodowe. To im świat zawdzięcza np. metodę krystalizacji krzemu, bez której nie byłoby dzisiaj masowej produkcji mikroprocesorów.
 
Prawa pracowników
Jednak kraju nie udałoby się scalić, a następie zmodernizować bez poświęceń i mobilizacji całego społeczeństwa. Bez zwykłych robotników nie zbudowano by Gdyni, nie powstałby Centralny Okręg Przemysłowy, którego zakłady pod względem zaawansowania technologicznego mogły śmiało konkurować z firmami pochodzącymi z wysokorozwiniętych krajów zachodnich. Wiele z przedsiębiorstw zbudowanych w dwudziestoleciu międzywojennym funkcjonuje do dziś, inne zostały zrównane z ziemią w czasie II wojny światowej. Jeszcze inne przetrwały wojnę i gospodarcze absurdy PRL, a wykończyła je dopiero III RP. Życie szeregowych robotników w dwudziestoleciu międzywojennym nie było łatwe. Ówczesna Polska mimo dynamicznego rozwoju była krajem biednym i pełnym nierówności. Trzeba jednak pamiętać, że jednym z ważnych elementów reformowania państwa była rozbudowa praw pracowniczych. Już 3 stycznia 1919 roku Naczelnik Państwa Józef Piłsudski wydał dekret o powołaniu Państwowej Inspekcji Pracy W artykule 1 dekret stanowił, że inspekcja pracy nadzoruje stosowanie prawa o ochronie pracy we wszystkich dziedzinach pracy najemnej. W listopadzie 1918 roku wprowadzono 46-godzinny tydzień pracy z ośmiogodzinnym dniem pracy i sześciogodzinną „dniówką” w sobotę, ubezpieczenia chorobowe, biura pośrednictwa pracy, a od 1922 roku funkcjonowały płatne urlopy pracownicze.
 
Co różni II i III RP?
W międzywojennej Polsce dokonywano rzeczy niebywałych, które z pozoru nie miały prawa się udać w zniszczonym wojną i rozgrabionym kraju, który dopiero co odzyskał niepodległość po 123 latach niewoli. Jak to możliwe, że wówczas „od zera” udało się w 27 miesięcy stworzyć ogromny kompleks przemysłowy Zakładów Południowych, a kilkadziesiąt lat później np. na budowę Drogowej Trasy Średnicowej łączącej Katowice z Gliwicami potrzeba było kilku dekad? Na to pytanie można udzielić wielu odpowiedzi, ale rzeczą, która na pewno różniła przedwojenną i współczesną Polskę, były standardy funkcjonowania życia publicznego oraz postępowania osób i środowisk sprawujących władzę, czy to polityczną, czy ekonomiczną. Choć w międzywojniu również nie brakowało karierowiczów i politycznych geszefciarzy, postawa służebna wobec społeczeństwa była jednak normą, a nie wyjątkiem wśród funkcjonariuszy publicznych. W tamtym czasie zdarzały się rzecz jasna afery korupcyjne i przypadki wykorzystywania władzy i pozycji wyłącznie dla zaspokojenia własnych, partykularnych interesów. Jednak także w tym względzie pomiędzy II i III RP występowała zasadnicza różnica. Zgodnie z ustawą z marca 1921 roku urzędnikowi państwowemu, który dopuścił się przestępstwa „z chęci zysku”, groziła kara śmierci przez rozstrzelanie. Co prawda w kolejnych latach kary za korupcję wśród przedstawicieli administracji państwowej złagodzono, jednak zasada traktowania tego rodzaju spraw pozostała niezmieniona. W międzywojennej Polsce osoba, która dopuściła się przestępstwa, piastując stanowisko publiczne, była karana surowiej, niż gdyby był zwykłym obywatelem. W III RP niestety zazwyczaj jest odwrotnie, co przekłada się na funkcjonowanie państwa w każdym aspekcie. Tak długo jak to się nie zmieni, będziemy spoglądać na dorobek II Rzeczypospolitej nie tylko z dumą, ale także z zazdrością. 
 
Łukasz Karczmarzyk