Prawda o zdalnym nauczaniu

W związku z kwarantanną i zamknięciem szkół nauczyciele muszą się zmierzyć z nauczaniem online. Zdalna praca to także ogromne wyzwanie dla uczniów i ich rodziców. Mimo wielu trudności, zwłaszcza technicznych, zajęcia się odbywają, a dzieci i młodzież na bieżąco otrzymują materiały do nauki. 
 
Placówki oświatowe zostały zamknięte w poniedziałek 16 marca, chociaż część uczniów została w domach już 12 marca. Takie były zalecenia resortu edukacji, który proponował, by posłać do przeszkoli i szkół tylko te dzieci, którym rodzice z dnia na dzień nie są w stanie zorganizować opieki w domach. Przez pierwsze dni szkolnej kwarantanny nauczyciele telefonicznie lub przez internet przekazywali uczniom polecenia i zadania do wykonania. Natomiast 25 marca zostali zobligowani do prowadzenia zajęć online. Aby ułatwić im pracę, resort edukacji poleca różnego rodzaju portale z materiałami edukacyjnymi. – Nauczyciel loguje się do takiego portalu, a tu nagle okazuje się, że jest on prywatny i za darmo udostępnia opracowania np. 4 tematów, a kolejne trzeba kupić. Kto ma za to zapłacić? – pyta Lesław Ordon, przewodniczący Regionalnego Sekretariatu Nauki i Oświaty NSZZ „Solidarność” w Katowicach.
 
Albo drogie, albo słabe
Jednak największą barierę stanowi brak oprogramowania, które umożliwiłoby nauczycielom kontakt z większą grupą uczniów w jednym czasie. Na zakup profesjonalnych aplikacji do zdalnego nauczania  ani szkoły, ani odpowiedzialne za nie samorządy, nie mają pieniędzy. Z kolei ogólnodostępne, czyli darmowe platformy są kiepskiej jakości. Na jednej z nich połączenia zrywają się po 40 minutach. Inna działa nieźle, ale równocześnie może z niej korzystać niewielka liczba osób.  
 
Brak dostępu do internetu lub zbyt wolna transmisja danych to kolejne problemy, na które zwraca uwagę przewodniczący oświatowej „S”. – A czy każde dziecko ma swojego laptopa? Jak ma postąpić nauczyciel, który chce o godz. 8.00 rozpocząć zajęcia z uczniem, dzielącym komputer z dwójką rodzeństwa i pracującym zdalnie tatą? – dopytuje Lesław Ordon.
 
Mimo trudności technicznych nauczyciele są w stałym kontakcie zarówno z uczniami, jak i z ich rodzicami. Korzystają przy tym z własnych laptopów i telefonów. – To wymaga znacznie więcej pracy i pochłania znacznie więcej czasu, niż podczas podczas normalnych lekcji. Nauczyciele opracowują zupełnie nowe materiały. W dodatku do każdego ucznia muszą dotrzeć indywidualne – mówi Hanna Grzelec, przewodnicząca oświatowej „Solidarności” w Rybniku. 
 
Potrzebny zdrowy rozsądek
W nowej rzeczywistości muszą odnaleźć się też uczniowie, dla których nauka przez internet oznacza przede wszystkim sprawdzian z samodyscypliny. Z kolei dla rodziców, którzy zostali w domach, to egzamin z cierpliwości. – Syn siada do lekcji o 8.30 i kończy ok. 15.00. Żeby mógł zrobić zadania przesłane przez nauczycieli, wszystko trzeba mu wytłumaczyć. Mam wrażenie, że tych materiałów jest znacznie więcej, niż wcześniej. A co mają zrobić rodzice, którzy pracują? – mówi pani Anna, mama ucznia piątej klasy. 
 
Z drugiej strony, trudno się dziwić nauczycielom, którzy zostaną rozliczeni z realizacji podstaw programowych. – Wszyscy powinniśmy zachować zdrowy rozsądek. Jeśli nauczyciel przesyła uczniowi materiały z historii o 8.00, to nie może oczekiwać odpowiedzi o 8.30. Jeżeli rodzic ma jakiekolwiek problem, bądź z dzieckiem, bądź ze sprzętem, powinien poinformować o tym nauczyciela – podkreśla Lesław Ordon.
 
Co z egzaminami?
Dwie grupy uczniów znalazły w wyjątkowo trudnej sytuacji - ósmoklasiści i uczniowie ostatnich klas szkół średnich, którzy przygotowują się do egzaminów. Jeżeli kwarantanna zakończy się po Świętach Wielkanocnych, jak zapowiada MEN, szkoły zostaną otwarte 13 kwietnia. Wówczas 21 kwietnia rozpoczną się egzaminy ósmoklasistów. Lesław Ordon podkreśla, że nauczyciele starają się powtarzać z uczniami klas ósmych materiał i jak najlepiej przygotować ich do zbliżających się testów. 
 
Z kolei dla maturzystów to najważniejszy egzamin w życiu. – Oni po feriach zakończyli realizację materiału i teraz mają zajęcia fakultatywne z wybranych przedmiotów. Na te zajęcia nauczyciele kładą ogromny nacisk – mówi Lesław Ordon. Jego zdaniem, jeśli szkolna kwarantanna zostanie wydłużona, to terminy egzaminów ulegną zmianie, co będzie oznaczało dodatkowy stres dla uczniów i rodziców oraz wydłużoną rekrutację do szkół średnich i na studia. Na pytanie: czy to wszystko wpłynie na wydłużenie roku szkolnego i skrócenie wakacji, nikt dzisiaj nawet nie próbuje szukać odpowiedzi. 
 
Agnieszka Konieczny