Polskim muzykom potrzebny jest związek zawodowy

Wydawać by się mogło, że zarejestrowanie związku zawodowego muzyków to „mały pikuś”, a problem oparł się aż o Trybunał Konstytucyjny.
- Sąd Rejonowy w Lublinie odmówił nam rejestracji związku. Stwierdził, że zgodnie z ustawą o związkach zawodowych ich członkami mogą zostać pracownicy etatowi lub np. członkowie rolniczych spółdzielni produkcyjnych. A my w większości pracujemy na umowie. Po zgłoszonym przez nas zażaleniu Sąd Okręgowy przychylił się do wniosku reprezentującego nas prof. Dariusza Dudka z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, aby Trybunał Konstytucyjny rozstrzygnął, czy nie należy zmienić ustawy tak, by umożliwiała nieetatowcom zrzeszanie się w związkach. To nadaje jej zupełnie inny wymiar i podnosi rangę. Wiemy, że na ogłoszenie wyroku TK ma teoretycznie nawet trzy lata, ale mam nadzieję, że nie będziemy tyle czekać i sprawa zostanie rozstrzygnięta dużo wcześniej. Oczywiście pozostaje też możliwość ewentualnego odwołania się do Trybunału Sprawiedliwości w Strasburgu, no ale wtedy byłby już obciach na całą Europę.

Bo w Europie i na świecie zawodowi muzycy mają swoje związki?
- Tak jest we wszystkich cywilizowanych krajach. U nas cały czas funkcjonuje gomułkowskie podejście do naszego środowiska. Artysta to swołocz i leń patentowany. Śpi do południa, a potem pije wódkę. Władza potrzebuje artystów tylko wtedy, gdy jest tzw. akademia, ku chwale i na cześć.

Co utworzenie związku zawodowego może dać muzykom?
- My nie chcemy go utworzyć, ale reaktywować Związek Zawodowy Muzyków RP, który istniał już przed wojną. Później Stalinowi nie podobało się ,,RP” w jego nazwie, więc bolszewicka świta skasowała go w 1949 roku. Chcemy restytucji związku, chcemy by bronił naszych interesów. Mielibyśmy takie same prawa jak wszyscy pracownicy, m.in. prawo do emerytur. Bo niby dlaczego nasze interesy nie mają być objęte ochroną związku, skoro mają ją np. taksówkarze, szewcy, tkacze i spawacze.

O jakie interesy chodzi?
- Przykład pierwszy z brzegu. Kiedy jedziemy na koncerty np. do USA, to musimy mieć odpłatne wizy pracownicze i odpłatne pozwolenia tamtejszych związków muzyków na granie w ich kraju. Nawet największe gwiazdy muszą posiadać takie pozwolenia. To kosztuje około 1000 dolarów od osoby. Skoro my pracując za granicą, płacimy tam podatki, to i u nas powinny obowiązywać zasady retorsji. Ale jeśli nie ma związków zawodowych, a rząd szuka pieniędzy jedynie w kieszeniach swoich obywateli, to hulaj dusza, piekła nie ma. Zagraniczni wykonawcy mają tu raj i pewnie się śmieją zarabiając u nas sporą kasę, a my jesteśmy po prostu ciężkimi frajerami.

Ale przecież Sąd Rejonowy zaproponował Wam zrzeszenie się w stowarzyszeniu.
- Myślę, że to jest na rękę naszej władzy „ludowej”. Dlaczego ma być normalnie, jak można wszystkich trzymać za uzdę. Stowarzyszenie to może być miłośników rybek hodowlanych lub gospodyń wiejskich. Status związku zawodowego ma inną rangę. Gdy muzycy chcą go założyć, to już zakrawa na wielką politykę. A tu nie ma żadnej polityki. Próbowano nas w nią „ubrać”, gdy zaprotestowaliśmy przeciwko pomysłowi zorganizowania koncertu The Rolling Stones 4 czerwca, pod pretekstem świętowania 25. rocznicy odzyskania przez Polskę wolności. Uważamy, że tę rocznicę należałoby świętować w gronie polskich artystów. Po drugie państwo, które szanuje swoich obywateli, taki koncert przygotowuje na co najmniej rok do przodu. U nas próbowano na szybko coś wykombinować w dwa miesiące i wydać 3 bańki dolarów na mocno podstarzały brytyjski band, który ma tyle wspólnego z odzyskaniem przez Polaków niepodległości, co ja z odzyskaniem niepodległości przez Wyspy Dziewicze. Na szczęście się nie udało, bo sprawa wyciekła do mediów. Władza przestraszyła i postanowiła, że żadnego koncertu 4 czerwca na Narodowym nie będzie.

Sugerujesz, że władza lekceważy nie tylko muzyków, ale wszystkich obywateli?
- Chyba nikt nie ma wątpliwości. Po odejściu z De Mono gram również poza Polską. Gdy wracam, to widzę, co tu się dzieje. Z mediów płynie rzeka szczęścia, a politycy zamienili się w celebrytów. W takim razie mam pytanie: Dlaczego zagraniczni artyści nie zostawiają w Polsce podatków? Dlaczego polska muzyka w stacjach radiowych puszczana jest po nocach? Dlaczego na prestiżowym festiwalu w Warszawie obok 40 zagranicznych wykonawców nie wystąpił żaden polski zespół ? Odpowiedź chyba jest prosta: elity absolutnie nie są zainteresowane polską kulturą i nie tylko. Politycy zajęci są trwaniem w układzie i jedynie raz na 4 lata ogarnia ich strach, kiedy raz jeszcze muszą przeskoczyć przez kolejne tzw. demokratyczne wybory.

Jak inni muzycy oceniają inicjatywę?
- Myślę, że nasz związek będzie miał potężną armię członków, bo wszyscy rozumiemy, że jest on bardzo potrzebny naszemu środowisku. Dajemy wszędzie czytelny sygnał, że on już istnieje. Jest strona internetowa związku i tam również można się dowiedzieć, o co nam chodzi i dokąd zmierzamy. Krótko mówiąc, wracamy do określonych standardów funkcjonujących w cywilizowanych krajach, a ja jestem dumny z tego, że swoją skromną osobą mogę wnieść choćby komplementarny wkład w urzeczywistnienie tej idei. Tak, by przyszłość dla polskich muzyków jawiła się w bardziej kolorowych barwach.

Z Robertem Chojnackim, jednym z inicjatorów zarejestrowania Związku Zawodowego Muzyków RP rozmawiała Beata Gajdziszewska.