Polska będzie dotować zagraniczne elektrownie?

7 lutego Komisja Europejska zaakceptowała polski rynek mocy. Ten instrument z jednej strony ma zagwarantować stabilne dostawy prądu do odbiorców, a z drugiej zapewnić naszej energetyce środki na modernizację. W trakcie negocjacji z KE resort energii zgodził się jednak na zapisy, w wyniku których może się okazać, że na rynku mocy skorzystają głównie zagraniczne elektrownie.

Ustawa o rynku mocy weszła w życie w styczniu 2018 roku. Jej zapisy wymagały jednak jeszcze notyfikacji przez Komisję Europejską. Wprowadzenie ustawy o rynku mocy wynikało z konieczności dostosowania polskiego sektora energetycznego do wymogów polityki klimatyczno-energetycznej Unii Europejskiej. Ustawa stanowi rodzaj wsparcia dla energetyki. Dzięki jej zapisom wytwórcy energii mają otrzymywać pieniądze nie tylko za dostarczoną energię, ale również za gotowość do jej dostarczenia, czyli utrzymywanie odpowiednich rezerw mocy.

Koszty energii odnawialnej
Obowiązek utrzymywania rezerw w elektrowniach konwencjonalnych pojawił się w związku z wymuszonym przez Unię Europejską rozwojem energetyki opartej na odnawialnych źródłach energii. Energetyka wiatrowa czy fotowoltaiczna, choć bardzo droga i wymagająca ogromnych dotacji, jest również uzależniona od warunków pogodowych. Mówiąc w uproszczeniu, gdy przestaje wiać wiatr, a słońce chowa się za chmurami, farmy wiatrowe i instalacje fotowoltaiczne nie są w stanie dostarczyć do systemu odpowiedniej ilości energii elektrycznej. W tej sytuacji elektrownie konwencjonalne muszą przez cały czas utrzymywać rezerwy, aby zapewnić stabilność systemu i uniknąć zagrożenia przerw w dostawie energii dla przemysłu i odbiorców indywidualnych. Koszty dla elektrowni węglowych z tym związane sięgają miliardów zł rocznie.

Albo inwestycje, albo import
Ustawa o rynku mocy ma zrekompensować elektrowniom węglowym konieczność utrzymywania rezerw. Ma też stanowić zachętę ekonomiczną dla krajowych koncernów energetycznych do budowy nowych jednostek wytwórczych i modernizacji już istniejących, tak aby spełniały wyśrubowane normy emisji CO2 nałożone przez UE. Rynek mocy to w zasadzie jedyny instrument pozwalający sfinansować energetyce konwencjonalnej niezbędne inwestycje. Bez tego rozwiązania najprawdopodobniej już od 2021 roku Polska byłaby zmuszona importować energię elektryczną z innych krajów europejskich, głównie z Niemiec. Tym samym nieodwracalnie utracilibyśmy naszą niezależność energetyczną.

Niestety rynek mocy to także koszty zarówno dla przemysłu jak i dla gospodarstw domowych. Rachunki za prąd przeciętnej rodziny wzrosną wg prognoz o ok. 80 zł rocznie. Pamiętać jednak należy, że przy konieczności importowania energii podwyżki też by były i to najprawdopodobniej znacznie wyższe. Na dodatek uzależniając się od dostaw energii z zagranicy, stracilibyśmy jakikolwiek wpływ na jej cenę, która byłaby ustalana poza naszym krajem. Może się jednak okazać, że dodatkowe obciążenia ponoszone przez polskie społeczeństwo i przemysł w postaci wyższych rachunków za prąd wcale nie przyczynią się do modernizacji polskiej energetyki, czyli głównego celu wprowadzenia ustawy o rynku mocy.Koncerny energetyczne będą ubiegały się o przyznanie dodatkowych środków wynikających z rynku mocy na specjalnych aukcjach. Pieniądze dostanie ta firma energetyczna, która zaoferuje najlepszą cenę za utrzymywanie mocy rezerwowych w odpowiedniej wysokości.

Kto skorzysta?
Ministerstwo Energii w negocjacjach z Komisją Europejską dotyczących notyfikacji ustawy o rynku mocy zgodziło się, aby w aukcjach mogły brać udział nie tylko polskie, ale również zagraniczne koncerny energetyczne. – Zgoda resortu energii na takie rozwiązanie całkowicie wypacza sens ustawy o rynku mocy. Miała ona być formą ochrony polskiej energetyki konwencjonalnej przed coraz bardziej restrykcyjną unijną polityką klimatyczno-energetyczną. Warto zaznaczyć, że negocjacje dotyczące kolejnych elementów tej polityki kompletnie zawalili już nie tylko poprzedni rządzący z PO-PSL, ale również pierwszy rząd Prawa i Sprawiedliwości, którym kierowała premier Beata Szydło. Teraz może się okazać, że zamiast ratować polską energetykę przed klimatycznymi szaleństwami Unii Europejskiej polski obywatel i polski przemysł będzie dotował np. niemieckie koncerny energetyczne – mówi Dominik Kolorz, przewodniczący śląsko-dąbrowskiej Solidarności.

Co więcej, dopuszczenie zagranicznych firm energetycznych do aukcji rynku mocy w Polsce nie wiąże się z obowiązkiem fizycznego dostarczenia na polski rynek energii, gdy zaistnieje taka potrzeba. Innymi słowy zagraniczne koncerny będą otrzymywały od Polski pieniądze za utrzymywanie rezerw mocy. Jednak w sytuacji, gdy w Polskim systemie zabraknie energii na skutek np. niskiej wydajności farm wiatrowych, koncerny te nie będą miały obowiązku jej dostarczenia.

Sukces czy katastrofa?
Po zaakceptowaniu przez Komisję Europejską ustawy o rynku mocy, Ministerstwo Energii ogłosiło sukces. – Wprowadzenie rynku mocy w Polsce to gwarancja bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju. To rozwiązanie zapewni stabilne dostawy prądu do gospodarstw domowych. Przyczyni się także do modernizacji polskiej energetyki – pokreślił minister Krzysztof Tchórzewski w komunikacie opublikowanym na stronie internetowej resortu.

Szef śląsko-dąbrowskiej Solidarności nie podziela jednak tego entuzjazmu. – Trudno zakładać, że pan minister Tchórzewski nie wie co podpisał. Pierwsze aukcje rynku mocy odbędą się już w grudniu 2018 roku. Jeśli wygrają je zagraniczne koncerny energetyczne, okaże się, że ten rzekomy sukces to już nawet nie tyle porażka, co po prostu zupełna katastrofa – zaznacza Dominik Kolorz.

Łukasz Karczmarzyk
źródło foto: commons.wikimedia.org/Petr Stefek