O co w tym wszystkim chodzi

Kupiliście już choinkę? Ja jak zwykle czekałem na ostatni moment. Postanowiłem jednak nie jechać w ciemno i solidnie się przygotować. Z biologii w szkole miałem co prawda mocną czwórkę, więc do dzisiaj potrafię zreferować budowę pantofelka, ale jak odróżnić sosnę od świerka już mnie nie nauczyli. Otworzyłem więc internety i po krótkiej kwerendzie od razu pojawił się pierwszy dylemat: kupić prawdziwą czy sztuczną?

Sztuczna co prawda wygodniejsza, nie sypie się i starczy na lata, ale to jednak nie to samo. Za to prawdziwą, równie ładną jak ta sztuczna, znaleźć niełatwo, a ja i tak już jestem spóźniony. Jeszcze muszę kupić karpia i wpuścić go do wanny, żeby se biedaczysko trochę popływał, zanim przyjdzie mu stawić czoła okrutnemu przeznaczeniu. Potem trzeba jeszcze lecieć po prezenty i załatwić setki innych sprawunków.

Jak więc podjąć decyzję? Może podejść do sprawy ekologicznie. Kiedyś widziałem w TV, że ekolodzy protestują przeciwko wycinaniu choinek, co ich zdaniem jest – i tu cytuje dosłownie – barbarzyństwem i egoizmem gatunkowym. Z drugiej strony jednak znajomy leśnik mówił mi, że choinki są sadzone zazwyczaj pod liniami wysokiego napięcia, gdzie i tak zbyt wysoko rosnąć nic nie może. A poza tym do wyprodukowania sztucznego drzewka trzeba masy plastiku, który raczej ekologiczny nie jest. Za to prawdziwe drzewko jest całkowicie biodegradowalne.

Dobra, biorę prawdziwą. Ale którą? Świerk najtańszy i pachnie najładniej – piszą w internetach. Za to od razu zaczyna się sypać i w Wigilię może zostać z niego suchy badyl. Jodła biodegraduje się wolniej, ale za to prawie w ogóle nie pachnie. Sosna wydaje się być złotym środkiem. Wsiadam w samochód, jadę.

Wysiadam na pierwszym stoisku przy hipermarkecie. Wszystko wykupione. Zostały tylko trzymetrowe kolosy, albo metrowe kurduple. Stoisko drugie – dwa piękne drzewka wystawione „na wabia”, reszta zapakowana szczelnie w siatkę. Co prawda choinka to nie kot, ale kupowanie jej w worku też chyba nie jest najlepszym pomysłem. Stoisko trzecie, po nim czwarte. W końcu biorę co jest i wracam do domu. Po powrocie znów odpalam internety, po prezenty jechać nie mam już siły. Przez przypadek trafiam na artykuł o motorniczym z Łodzi, który kilka dni temu sparaliżował ruch w centrum miasta, ale za to uratował życie małego kotka. Futrzak wbiegł pod stojący na przystanku tramwaj. Motorniczy wiedział, co spotka biednego zwierzaka, gdy tramwaj ruszy. Postanowił wypłoszyć kota, ale ten, jak to kot wlazł jeszcze głębiej i nigdzie nie zamierzał się ruszyć. Niektórzy pasażerowie zaczęli narzekać, że im się spieszy i gdzieś mają jakiegoś tam kota. Motorniczy jednak się nie ugiął. Wezwał służby techniczne, które rozmontowały niektóre elementy wagonu, dzięki czemu w końcu udało się nieszczęsnego sierściucha wyciągnąć.

I chyba to właśnie jest najważniejsze w Świętach Bożego Narodzenia. Nie chodzi o to, żeby kupić najładniejszą choinkę, najlepsze prezenty i najdorodniejszego karpia. Święta są właśnie po to, żeby na chwilę zapomnieć o codziennym zgiełku, zatrzymać się i zrobić coś dobrego dla innych. Tego Wam drodzy Czytelnicy życzę, wszystkim, bez wyjątku. Bez względu na to, czy preferujecie jodłę kaukaską, czy jednak bardziej pasuje wam sosna pospolita.

trzeci z czwartą:)