Nowe, stabilne miejsca pracy to przyszłość Katowic

Lepiej, szybciej, na pewno. Tak brzmi Pana hasło wyborcze, a co tak właściwie znaczy?
- Chodzi o to, żeby decyzje ważne dla miasta były podejmowane szybko, a nie latami. Odpowiedzi na pytania: Budujemy tramwaj na południe, czy nie, budujemy basen lub nie, przebudowujemy centrum Katowic, czy nie – powinny zapadać w znacznie krótszym terminie niż obecnie. Żeby mieszkańcy wiedzieli, czy dany projekt rzeczywiście zostanie zrealizowany, a jeśli nie, to dlaczego.

Powiedział Pan, że galeria w centrum Katowic straciła swój handlowy charakter i należy się zastanowić, co z nią zrobić. Czy jest to sygnał, że Katowice nie mogą już dłużej ustępować swojego przemysłowego charakteru na rzecz ośrodka usługowego…
- Nie tylko Katowice, ale i Polska stała się rynkiem do przejadania towarów, które powstały w innych krajach. Musimy zacząć produkować więcej, bo samo sprzedawanie zagranicznych towarów nie zasila naszej gospodarki, tylko gospodarki innych państw.

Tylko trzeba jeszcze odpowiedzieć na pytanie: Jak tworzyć dobre i stabilne miejsca pracy?
- Jednym z moich pomysłów na pobudzenie przedsiębiorczości jest stworzenie banku miejskiego. Taka instytucja mogłaby być gwarancją kreowania polityki gospodarczej przez miasto. Oferta tego banku zostałaby skierowana głównie do małych i średnich przedsiębiorców, którzy chcieliby otworzyć firmę w Katowicach. Z ubolewaniem patrzę, ile zakładów zostało zlikwidowanych. Często zapominamy o tym, że dzięki nowoczesnym technologiom przemysł nie jest już tak uciążliwy dla środowiska jak dawniej.

Jak zatrzymać w Katowicach młodych ludzi?
- Po skończeniu nauki muszą mieć pracę. Innej recepty nie ma. Jeśli młody człowiek tutaj znajdzie zatrudnienie, to na pewno łatwiej mu będzie podjąć decyzję o osiedleniu się w Katowicach, jako w miejscu, w którym pracuje. Drugą kwestią, może nawet bardziej emocjonalną, jest prestiż miasta, czyli odpowiedź na pytanie: Jak się tu żyje po godzinach pracy? Chciałbym, żeby Katowice mocniej akcentowały swoją społeczną rolę w regionie. Żeby można było o nich mówić, że są miastem ciekawym, dynamicznym oraz atrakcyjnym kulturalnie.

Do spełnienia tych obietnic potrzebne są pieniądze...
- Poprzez inicjatywy finansowe, które chciałbym zrealizować, unikniemy podnoszenia podatków. Miasto potrzebuje więcej pieniędzy, ale na ich zdobycie trzeba mieć pomysły. Jeśli Katowice będą zarabiały na swoim banku, to nie trzeba będzie podnosić obciążeń dla mieszkańców. Musimy rozpocząć dyskusję o tym, jak samorządy mogą zarabiać. Innym moim pomysłem jest towarzystwo ubezpieczeń wzajemnych, które miasta także mogłyby stworzyć.

Jak postrzega Pan współpracę ze śląsko-dąbrowską Solidarnością?
- Jestem przekonany, że tworząc miejsca pracy, uzyskam wsparcie NSZZ Solidarność. Polityka pobudzania przedsiębiorczości musi być zrozumiała i prowadzona konsekwentnie. Takie działanie wymaga społecznego zrozumienia, czasem trzeba podejmować trudne, ale konstruktywne decyzje.

Sprawy pracownicze i tworzenie nowych miejsc pracy są kluczową kwestią dla związku zawodowego, ale Solidarność angażuje się także w problemy lokalnych społeczności. Czy będzie Pan skłonny słuchać opinii związku w sprawach ważnych dla mieszkańców Katowic np. w kwestii podwyżek cen wody, biletów komunikacji miejskiej lub polityki mieszkaniowej?
- Oczywiście. Każda opinia, jeżeli wynika z dobrych intencji, jest cenna i konieczna. Jeśli chodzi o wodę, to trzeba przeanalizować wszystkie przyczyny jej ceny. Należy wyeliminować te straty, których można uniknąć. Wtedy koszty funkcjonowania przedsiębiorstwa wodociągowego będą niższe. Do tej pory, ile razy podejmowałem jakiś temat, zawsze okazywało się, że coś jest na rzeczy, czyli np. jest na czym oszczędzić, można ograniczyć marnotrawstwo, trzeba tylko odpowiednich decyzji.

Wiele osób pamięta Pana z okresu, gdy skutecznie zarządzał Pan Śląską Kasą Chorych i wprowadził karty chipowe dla pacjentów z naszego województwa. A skąd się biorą obecne problemy systemu zdrowotnego?
- Z polityki zdrowotnej wyeliminowano osoby myślące o tym, jak skutecznie osiągać cele, a pojawili się zarządzający pieniędzmi, które zawróciły w głowie wszystkim, i ministrom, i kierującym NFZ, i lekarzom. Skoncentrowano się tylko na rozdawaniu środków, a nie na tym, jak najlepiej je wykorzystać. Zaniknęły cele systemowe z punktu widzenia państwa. W ostatnich latach PO scentralizowała system, a to jest droga donikąd. Trzeba z niej zawrócić.

Pomysły na służbę zdrowia w Katowicach...
- Miasto nie ma wprost uprawnień do zarządzania służbą zdrowia na swoim terenie, ale chciałbym powołać zespół, do którego wejdą prezydenci innych miast i wspólnie z nimi zaproponować drogę przekształceń w służbie zdrowia z punktu widzenia samorządów.

Z Andrzejem Sośnierzem, kandydatem na prezydenta Katowic rozmawiała Agnieszka Konieczny
foto:commons.wikimedia.org/Lestat