Niepotrzebny chaos, niepotrzebne koszty

Minister Sprawiedliwości Cezary Grabarczyk podpisał rozporządzenie przywracające 41 spośród 79 sądów rejonowych zlikwidowanych z początkiem 2013 roku przez ówczesnego szefa resortu Jarosława Gowina. Nowy minister zapowiedział także, że w 2016 roku przywrócone zostaną kolejne 34 sądy. Tym samym organizacja polskiego sądownictwa będzie niemal identyczna jak przed tzw. reformą Gowina.
 
Podpisanie przez nowego szefa resortu rozporządzenia przywracającego część zlikwidowanych sądów rejonowych i zapowiedź dalszego odkręcania tej szkodliwej reformy, to sukces nas wszystkich. Szkoda tylko, że za błędną decyzję ówczesnego szefa resortu zapłacą obywatele. Koszt jednej i drugiej reorganizacji, to setki tysięcy złotych, które tak naprawdę zostały wyrzucone w błoto. Po raz drugi trzeba będzie wykonać nowe szyldy i pieczątki, a pracownicy zatrudnieni w tych placówkach ponownie będą musieli zmieniać sygnatury spraw – mówi Edyta Odyjas, przewodnicząca Międzyzakładowej Organizacji Związkowej NSZZ Solidarność Pracowników Sądownictwa.
 
To właśnie sądownicza Solidarność rozpoczęła walkę o sądy rejonowe. Już w lutym 2012 roku związkowcy zorganizowali pikietę przed Sądem Rejonowym w Siemianowicach Śląskich, który znalazł się na liście placówek przeznaczonych do likwidacji. Związkowcy argumentowali wówczas, że reforma doprowadzi do likwidacji ok. połowy sądów rejonowych w Polsce, orzecznictwo zostanie spowolnione, a mieszkańcy mniejszych miejscowości będą musieli pokonać nawet 100 km w jedną stronę, by dotrzeć do właściwego sądu. – O tych wszystkich problemach mówiliśmy podczas każdego spotkania z przedstawicielami Ministerstwa Sprawiedliwości, jeszcze przed wejściem nowelizacji ustawy o sądach powszechnych w życie i po tym fakcie, ale nikt nie chciał nas słuchać. Teraz okazuje się, że mieliśmy rację – dodaje Odyjas.
 
Przewodnicząca sądowniczej Solidarności podkreśla, że potwierdziły się także obawy związkowców związane ze zwolnieniami. – Co prawda Jarosław Gowin obiecywał, że w związku z reorganizacją nikt nie straci pracy, ale są tacy pracownicy, którzy musieli zwolnić się sami. Ludzie nie byli w stanie dojeżdżać ok. 60 km lub więcej w jedną stronę. Przy zarobkach nie wyższych niż 1700 zł na rękę za przejazdy musieliby zapłacić ok. 500 zł miesięcznie – dodaje Edyta Odyjas.
 
W walkę przeciwko likwidacji sądów rejonowych włączyły się niemal wszystkie ugrupowania opozycyjne oraz stowarzyszenia obywatelskie, m.in. ruch „Brońmy sądów”. – Wspólnie wysyłaliśmy do burmistrzów, prezydentów miast i parlamentarzystów informacje o planowanej reformie i jej skutkach – mówi. Jednym z elementów akcji była ogólnopolska demonstracja w Warszawie, w której wzięło udział ponad 3,5 tys. ludzi. – To była pierwsza manifestacja pracowników wymiarów sprawiedliwości, jaka kiedykolwiek została zorganizowana – zaznacza Edyta Odyjas.
 
Rozporządzenie podpisane przez Cezarego Grabarczyka ma jeszcze jeden wymiar – polityczny. Trudno bowiem nie odnieść wrażenia, że jest związane ze zbliżającymi się wyborami samorządowymi. Przypomnijmy, że już w marcu tego roku prezydent Bronisław Komorowski podpisał nowelizację ustawy pozwalającą na przywrócenie zlikwidowanych sądów. Na rozporządzenie do niej obywatele musieli czekać aż siedem miesięcy. Na taki krok nie zdecydował się poprzednik Cezarego Grabarczyka Marek Biernacki.
 
Aga