Nieco ładu w chaosie

Celebryta wziął ślub z byłą żoną innego celebryty. Indeksy giełdowe odbiły się po wczorajszych spadkach. Premier pochwalił ministra, a innego odwołał. Adam Nawałka ogłosił powołania do kadry na mecze towarzyskie. Do tego kilkanaście maili, dziesiątki smsów i setki nowych postów znajomych na fejsie. W samochodzie buczy radio, a do kolacji wieczorne serwisy informacyjne.

Jak wyliczyli kilka lat temu amerykańscy naukowcy z uniwersytetu w San Diego, współczesny człowiek jest bombardowany każdego dnia 34 gigabajtami informacji, choć słowo informacja zostało tutaj użyte chyba tylko z powodu braku lepszego określenia. Bardziej pasowałyby: papka lub sieczka, ale takie wyrażenia nie bardzo pasują do poważnej pracy naukowej.

Dla naszych mózgów codzienny nalot dywanowy bodźców informacyjnych jest zupełnie nienaturalny. Tysiące lat temu zeszliśmy z drzew dzięki umiejętności szybkiego przyswajania informacji, ale co za dużo, to nie zdrowo. Przeciążenie mózgownicy odbija się na naszym sposobie myślenia i na zachowaniu. Im bardziej zaśmiecona pamięć, tym trudniej odnaleźć w tym śmietniku informacje ważne, wartościowe i przydatne. Gdy przestajemy sobie z tym radzić, tracimy zdolność podejmowania decyzji, popadamy w zobojętnienie i apatię. Tak twierdzą amerykańscy naukowcy.

Ja nie jestem naukowcem, a Amerykę oglądałem tylko na ekranie telewizora. Jednak fakt, że przestaje ogarniać otaczający mnie świat, zauważyłem już dawno temu. I wiecie co? Po prostu przestałem próbować. Zamiast w ilość, postanowiłem pójść w jakość. Zamiast chłonąć informacje jak leci, poszukać wiedzy uporządkowanej. A taką najprościej znaleźć w książkach. Książka nie bombarduje faktami z prędkością karabinu maszynowego. Snuje swoją opowieść powoli, a gdy czytelnik się pogubi, jest wyrozumiała. Pozwala cofnąć się o kilka stron i przeczytać drugi raz.

W książce zawsze przyczyna poprzedza skutek. Nikt nie narzuca wniosków, każdy może wyciągnąć je sobie sam. Zamiast bałaganu jest porządek. Każdy fragment jest na właściwej stronie i we właściwym rozdziale. Nie zdarza się, aby po lekturze książki ktoś był głupszy niż przed. Zazwyczaj staje się mądrzejszy. Jeśli książka jest kiepska, można odłożyć ją na półkę i mieć pewność, że nie będzie się nam więcej narzucać.

Z opublikowanych niedawno badań Biblioteki Narodowej wynika, że w ubiegłym roku 40 proc. mieszkańców naszego kraju przeczytało przynajmniej jedną książkę. Siedem lub więcej książek przeczytał co dziesiąty z nas. Mogło być lepiej, ale nie jest też najgorzej.

Badania wskazały też, że czytelnicy książek chętniej sięgają również po inne rodzaje tekstów np. gazety i czasopisma. Choć śmierć prasy drukowanej różni mądrale ogłaszają średnio raz na pół roku od 20 lat, ona nie zniknie, tak jak nie zniknęły książki. Bez względu na to, czy przewracamy papierowe strony, czy przewijamy je za pomocą komputerowej myszy lub własnego palucha, czasopisma serwują nam wiedzę uporządkowaną, podobnie jak książki. Dają nieco ładu w chaosie. Skoro czytacie ten felieton, to znaczy, że podzielacie ten pogląd. Może za rok będzie nas więcej niż 40 proc. Miłej lektury.

trzeci z czwartą:)