Nauka bywa bezduszna

W podstawówce po raz pierwszy usłyszałem, że człowiek pochodzi od małpy i pamiętam doskonale, że niespecjalnie spodobała mi się ta informacja. Jednak ostatnio przeczytałem rzecz jeszcze gorszą. Amerykańscy naukowcy z Uniwersity od California wyhodowali świnię, która będzie mogła służyć człowiekowi już nie tylko schabowym i szynką, ale również organami do przeszczepu. Było to możliwe dlatego, że DNA świni i człowieka jest zgodne w 94 proc. Jako że pokrewieństwo ze świnią uśmiecha mi się jeszcze mniej niż małpi rodowód, zacząłem przetrząsać internet w poszukiwaniu innych zwierząt podobnych do człowieka, a jednocześnie mających lepszą reputację.

W końcu znalazłem nornika stepowego. Otóż to małe, sympatyczne zwierzątko zamieszkujące prerie Ameryki Północnej ma więcej cech właściwych człowiekowi, niż mogłoby się z pozoru wydawać. Norniki w przeciwieństwie do 97 proc. innych ssaków łączą się w pary na całe życie. Opiekują się razem potomstwem, a po śmierci swojej drugiej połówki popadają w stan przypominający ludzką depresję. Wówczas inne norniki wykazują wobec owdowiałego pobratymca coś na kształt ludzkiej empatii.

Powiecie pewnie, że z tą monogamią u ludzi to dość problematyczna sprawa. Rzeczywiście znam paru przedstawicieli naszego gatunku, którzy mogliby chodzić do norników na korepetycje z wierności małżeńskiej. Jednak monogamia to nie jedyne podobieństwo łączące oba nasze gatunki. Otóż norniki poza szlachetnymi przymiotami właściwymi ludziom takimi jak: miłość, wierność i współczucie, mają również ludzkie słabości. Największą jest zamiłowanie do alkoholu. Nornik jest w stanie wychlać dziennie w stosunku do masy swojego ciała ekwiwalent 15 butelek wina.

Kilka lat temu grupa naukowców z aż czterech amerykańskich uniwersytetów przeprowadziła badania nad wpływem spożycia alkoholu na trwałość związków słynących z wierności norników preriowych. Okazało się, że pojone gorzałą zwierzątka zachowują się odmiennie w zależności od płci. U samiczek stan wskazujący na spożycie potęguje potrzebę pielęgnowania stałego związku. U samców wręcz odwrotnie. Po kielichu norniki płci męskiej traciły zupełnie zainteresowanie wspólnym spędzaniem czasu z matką swoich dzieci i zaczynały rozglądać się za nowymi znajomościami.

Nie znam osobiście żadnego nornika stepowego, ale w poczuciu męskiej solidarności mam obowiązek zaprotestować. Tak tendencyjne ujmowanie sprawy stanowi rażący przykład dyskryminacji ze względu na płeć oraz kierowania się krzywdzącymi stereotypami. Daję głowę, że żaden z naukowców nie zadał sobie trudu dojścia do przyczyn, dla których pan nornik lubi wypić i dlaczego niechętnie wraca wówczas do domu. Nikt nie zapytał go o życiowe problemy i rozterki, nie sprawdził, jak odnosi się do niego małżonka nornica oraz czy ich małe norniki nie traktują go jak starego pierdołę, który przydaje się w domu tylko wówczas, gdy trzeba wymienić gniazdko elektryczne lub dać dwie dychy na kino. Najłatwiej powiedzieć, że każdy facet to drań i pijak. Bez względu na to, czy mieszka w norce na prerii, czy w bloku z wielkiej płyty. Nauka bywa bezduszna i kompletnie nieżyciowa.

Trzeci z Czwartą;)