Nadgodziny już nie wystarczą

Kumulacja odejść na emerytury i brak przyjęć nowych pracowników to główne przyczyny katastrofalnej sytuacji kadrowej w ArcelorMittal Poland w Dąbrowie Górniczej. Powodem licznych odejść pracowników są też niskie płace, nieadekwatne do ich ciężkiej pracy. Załoga coraz częściej buntuje się przeciwko pracy w nadgodzinach. 
 
Według szacunków związkowców z Solidarności z AMP obecnie w hucie brakuje od 500 do 1000 fachowców. To głównie maszyniści kolejowi, automatycy, elektronicy, elektrycy, tokarze – kalibrownicy, ślusarze i spawacze. – Ludzie wciąż odchodzą, a w ich miejsce huta nie przyjmuje nowych pracowników, chociaż od początku roku prowadzi ich nabór. Firmy rekrutujące do pracy w AMP wciąż podkreślają, że oferta płacowa w hucie jest zbyt niska, by zwerbować osoby posiadające choćby minimalne uprawnienia. W naszym przekonaniu zarząd nie chce dostrzec, że obecnie rynek pracy jest bardzo wymagający – podkreśla Lech Majchrzak, wiceprzewodniczący zakładowej Solidarności. 
 
Dlaczego odchodzą?
Najpoważniejszą przyczyną kryzysu kadrowego w dąbrowskim zakładzie są liczne w ostatnich latach odejścia pracowników na emerytury. Odchodzą ludzie, którzy zaczynali pracę w latach 70. ubiegłego stulecia przy budowie i uruchamianiu Huty Katowice. – Od wielu lat ostrzegaliśmy pracodawcę, że w pewnym momencie dojdzie do kumulacji naturalnych odejść, a to spowoduje ogromną lukę pokoleniową. Wskazywaliśmy, że huta powinna już na kilka lat wcześniej zatrudniać młodych ludzi i ich szkolić – mówi Lech Majchrzak. 
 
Jednak nie tylko naturalne odejścia są powodem braków kadrowych w hucie. Ludzie rozstają się z zakładem ze względu na niskie zarobki. Nierzadko za pracę w warunkach niebezpiecznych i szkodliwych dostają około 3 tys. zł brutto – Takie pieniądze za ciężką pracę nikogo nie zachęcają, a ci którzy w hucie jeszcze pracują deklarują, że jak tylko znajdą lepsze zajęcie to też odejdą – oznajmia Majchrzak.
 
Ludzie mają dosyć
Przy znacznym deficycie pracowników obecnie normą w dąbrowskim AMP jest odgórne planowanie pracy w nadgodzinach, poza harmonogramami czasu pracy. We wrześniu tym praktykom spontanicznie sprzeciwiła się załoga wydziału tokarni walców, gdzie praca wymaga szczególnie wysokich kwalifikacji i jest bardzo uciążliwa. – Ludzie poinformowali, że przy tak dużym wysiłku nie są w stanie dłużej wyrabiać nadgodzin i odmówili pracy – informuje Lech Majchrzak. Dodaje, że na pracę w nadgodzinach coraz częściej nie godzą się też indywidualnie pracownicy z innych wydziałów.
 
Na kryzys emeryci
Po odmowie pracy nadliczbowej przez pracowników z tokarni walców związkowcy zawnioskowali do zarządu AMP o przedstawienie sposobów rozwiązania kryzysu kadrowego. Okazało się, że huta zamierza się posiłkować pracownikami z firm zewnętrznych. Ma również zamiar przyjąć do pracy na podstawie umów cywilnoprawnych emerytów z zakładu w celu szkolenia nowych pracowników. – Od razu odrzuciliśmy to rozwiązanie – zaznacza Majchrzak. Jego zdaniem emeryci będą przyjmowani do pracy tylko pozornie w celach szkoleniowych. Jak wskazuje, huta od początku roku nie zatrudniła ani jednej osoby z kwalifikacjami. Chodzi raczej o to, by ci doświadczeni emeryci za skromne pensje wykonywali prace wymagające specjalistycznych uprawnień. 
 
Negatywne skutki 
Jak informuje Lech Majchrzak, brak pracowników i przyjęć do pracy w AMP bardzo negatywnie odbija się zarówno na firmie, jak i i jej załodze. – Pracują ponad siły w nadgodzinach. Tym samym w zakładzie znacznie zwiększyło się zagrożenie wypadkowe – informuje związkowiec. Dodaje też, że od kilku już lat pracownicy mają problemy z wykorzystywaniem bieżących urlopów, a specjalnie wynajęta firma kontroluje prawidłowość korzystania przez nich ze zwolnień lekarskich. 
 
Beata Gajdziszewska
źródło foto: commons. wikimedia.org/Dariusz Chmiel