Milczą, a jednak wołają

31 sierpnia 1982 roku ponad 2 tys. mieszkańców Lubina zebrało się na rynku, by ułożyć krzyż z kwiatów w drugą rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych. Milicja zaczęła do nich strzelać. Zginęły trzy osoby. W tym roku mija 35. rocznica zbrodni lubińskiej.
 
Na rynek przyszliśmy na apel Solidarności, upomnieć się m.in. o więźniów politycznych. Na tę demonstrację władza przygotowała się bardzo solidnie. Na rynek ściągnęła oddziały milicji i ZOMO. Ci, którzy powinni nas ochraniać, zaczęli do nas strzelać – wspomina Bogdan Nuciński, uczestnik wydarzeń sprzed 35 lat, przewodniczący Solidarności w kopalni Lubin i prezes Towarzystwa Pamięci Ofiar Lubina ‘82.
 
Tuż przed demonstracją milicjanci przez megafony informowali, że zgromadzenie jest nielegalne. Ludzie głośno śpiewali pieśni patriotyczne. Jak relacjonuje Nuciński, zaraz potem padły pierwsze strzały. – Na początku myśleliśmy, że to ślepaki. Ale szybko zorientowaliśmy się, że to ostra amunicja. Użyto jej przeciwko ludziom bez broni. Dodatkowo milicja użyła też gazu łzawiącego. To było polowanie na ludzi – opowiada przewodniczący. 
 
Zginęli bardzo młodzi ludzie
Przerażeni mieszkańcy zaczęli uciekać. Drogę odcinały im jeżdżące wkoło rynku milicyjne „suki”. Jeden z biegnących upadł. Był to Andrzej Trajkowski. Dostał postrzał w brzuch. Za chwilę tuż obok niego na chodnik padł Mieczysław Poźniak, śmiertelnie raniony w głowę. Trzecią śmiertelną ofiarą był Michał Adamowicz. W szpitalu żył jeszcze trzy dni. Cały świat obiegło zdjęcie, na którym grupa mężczyzn biegnie unosząc nieprzytomnego Adamowicza. Zrobił je zmarły przed rokiem fotoreporter Krzysztof Raczkowiak, autor blisko 200 fotografii dokumentujących zbrodnię lubińską. Zabici byli bardzo młodymi ludźmi. – Mietek był kawalerem, 28-letni Michał miał żonę, Andrzej pozostawił czworo dzieci. Ich pogrzeby zamieniły się w manifestacje – podkreśla Nuciński.
 
Zbrodnia nigdy nie rozliczona
Zamieszki w mieście trwały jeszcze dwa dni, ale milicja nie odważyła się już użyć wobec ludzi broni. Za to rozpoczęła represje i aresztowania. Lubin ogłoszono miastem zamkniętym. W kolejnych latach w każdą rocznicę zbrodni lubińskiej w kościołach w mieście odprawiane były msze w intencji pomordowanych. Po nich mieszkańcy organizowali pochody na cmentarz, gdzie spoczywały ofiary.
 
Zbrodnia lubińska nigdy nie została do końca rozliczona. Władze skutecznie zacierały ślady, twierdziły, że milicjanci strzelali w obronie własnej. Broń użyta przez nich nigdy nie została rzetelnie sprawdzona. W 1983 roku umorzono pierwsze śledztwo w sprawie śmierci trzech uczestników demonstracji. Proces rozpoczął się dopiero w 1993 roku i trwał ponad 10 lat. Na ławie oskarżonych zasiadło siedmiu funkcjonariuszy MO, z których tylko trzech zostało skazanych na niskie wyroki. 15 miesięcy dostał Bogdan C., były zastępca komendanta wojewódzkiego MO w Legnicy. Dowódca plutonu ZOMO Tadeusz J. trafił za kraty na 2,5 roku. Z kolei Jan M., były zastępca komendanta rejonowego MO w Lubinie dostał 3,5 roku więzienia, ale długo unikał kary ze względu na „zły stan zdrowia”. Jak informuje Bogdan Nuciński, w tym czasie prowadził działalność biznesową. 
 
Pamięć o zamordowanych
W 1989 roku już w wolnej Polsce w Lubinie powstało Towarzystwo Pamięci Ofiar Lubina ’82. W 1992 roku w mieście stanął pomnik z napisem „Milczą, a jednak wołają” oraz dwa krzyże w miejscach, gdzie zginęli Michał Adamowicz oraz Andrzej Trajkowski i Mieczysław Poźniak. – Ich ofiara przypomina, że wolności nie dostaliśmy za darmo i na zawsze. Zapłacili za nią najwyższą cenę. Dlatego tym bardziej powinniśmy pamiętać o naszej tożsamości. Powinniśmy też przebaczać, ale ci którzy wtedy strzelali, również powinni wykazać skruchę – podkreśla Bogdan Nuciński.
 
Beata Gajdziszewska
Źródło foto:  zdjęcie Krzysztofa Raczkowiaka ze zbiorów Muzeum Historycznego w Lubinie