„Maluch+” to za mało

Jak wynika z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, w 2016 roku na terenie naszego kraju działało łącznie 3451 placówek dziennej opieki nad dziećmi poniżej 3. roku życia (żłobki, kluby dziecięce i dzienni opiekunowie), które były w stanie przyjąć niespełna 95,5 tys. maluchów. Miejsc z roku na rok przybywa, od 2011 roku ich liczba wzrosła trzykrotnie. To jednak wciąż za mało. Tego typu placówki funkcjonują zaledwie w co trzeciej gminie i są w stanie zapewnić opiekę co 12 dziecku. Dla porównania w Holandii ze żłobków i innych form dziennej opieki korzysta 45 proc. dzieci, w Belgii 49 proc. a w Danii aż 70 proc.

Resort rodziny podał, że w tym roku w ramach programu „Maluch+” na dofinansowanie miejsc w żłobkach oraz innych form opieki nad najmniejszymi dziećmi zostanie przeznaczonych 385 mln zł z kasy państwa. Z pozoru kwota ta wygląda okazale, jednak w porównaniu z innymi wydatkami budżetowymi prezentuje się co najmniej skromnie. Wystarczy porównać ją np. z tegorocznym budżetem Kancelarii Sejmu, który wynosi 591 mln zł.

Samorządy pomagają niechętnie
Mimo rządowego dofinansowania, samorządy niechętnie angażują się we wsparcie dla młodych rodziców starających się pogodzić wychowywanie potomstwa z pracą zawodową. W 2016 roku tylko 12 proc. gmin zadeklarowało potrzebę tworzenia nowych miejsc opieki nad najmłodszymi. Z jednej strony trudno się dziwić – to na samorząd spada lwia część kosztów związanych z funkcjonowaniem żłobka czy klubu dziecięcego. Jednak z drugiej strony każde miejsce w żłobku to jedna młoda mama mogąca wrócić do pracy, zarabiać i płacić podatki, które zasilają również gminne budżety.

Znaczną część kosztów opieki nad dzieckiem w żłobku pokrywają też rodzice. Dwuletnia córka pani Ani chodzi do publicznego żłobka w jednym z śląskich miast. W jej przypadku razem z wyżywieniem miesięczna opłata za żłobek to ok. 600 zł. – Dodatkowo takie rzeczy jak pieluchy, chusteczki nawilżane, papier toaletowy czy nawet blok rysunkowy trzeba przynieść z domu. I tak jednak nie jest najgorzej. W żłobkach prywatnych opłaty sięgają nawet 1000 zł, a i tak trudno w nich o miejsce – mówi młoda mama.

Od 6:00 do 16.00
Ograniczona liczba miejsc i wysokość opłat to nie jedyne przeszkody dla pracujących rodziców. Zgodnie z przepisami, żłobki zapewniają dziecku opiekę maksymalnie przez 10 godzin. Żłobek, do którego uczęszcza pociecha pani Ani, jest otwarty od 6.00 do 16.00. Na bardziej elastyczne podejście i dostosowanie godzin pracy placówki do potrzeb rodziców nie ma pieniędzy. – Pracujemy z mężem w sąsiednim mieście od 8 do 16. Małą ze żłobka odbiera babcia. Tak więc z jednej strony mam żłobek i mogę wrócić do pracy, a z drugiej bez pomocy rodziny i tak byłoby to niemożliwe – mówi pani Ania.

W teorii alternatywą dla żłobków są kluby dziecięce. To prowadzone przez gminy lub podmioty prywatne placówki dziennej opieki nad małymi dziećmi. Od żłobków różnią się przede wszystkim tym, że można w nich zostawić dziecko maksymalnie na 5 godzin dziennie. Z tego względu dla zdecydowanej większości rodzin, w których oboje rodzice pracują na pełen etat, nie są one sposobem na pogodzenie rodzicielstwa z pracą zawodową.
Kolejną formą instytucjonalnej opieki nad maluchami są opiekunowie dzienni, czyli
osoby zatrudnione przez gminy, które opiekują się maksymalnie pięciorgiem dzieci w swoich mieszkaniach dostosowanych do potrzeb maluchów. Takich osób jest jednak bardzo mało.
W województwie śląskim dziennych opiekunów jest zaledwie 50. W większości miast naszego regionu nie ma ich wcale.

Doraźne dotacje nie wystarczą
Trudno odmówić obecnemu rządowi rzeczywistych osiągnięć w dziedzinie budowania w naszym kraju systemu dziennej opieki dla najmniejszych dzieci i naprawy wieloletnich zaniedbań w tym zakresie. Liczba żłobków rośnie podobnie jak środki finansowe przeznaczane z budżetu na ten cel w formie rządowego dofinansowania. Jednak z drugiej strony nie sposób nie dostrzegać, że choć rządzący chętnie chwalą się coraz lepszymi statystykami i tak większość kosztów związanych z funkcjonowaniem żłobków ponoszą samorządy i rodzice. I jedni, i drudzy potrzebują w tym zakresie systemowych rozwiązań, doraźne dopłaty to jedynie półśrodek.
Pod koniec stycznia Główny Urząd Statystyczny poinformował, że w ubiegłym roku urodziło się w naszym kraju 403 tys. dzieci, czyli o 20 tys. więcej niż rok wcześniej. Rządzący nie bez podstaw wskazali, że jest to wynik prowadzonej przez ekipę PiS polityki prorodzinnej, w szczególności programu „Rodzina 500+”. Trzeba jednak pamiętać, że mamy tych przeszło 400 tys. dzieci prędzej czy później będą chciały wrócić do pracy. Miejsce w żłobku dla swojej pociechy znajdzie zaledwie co 12 z nich. Dla pozostałych najczęściej jedynym rozwiązaniem wciąż pozostaje pomoc ze strony babć i dziadków.

Łukasz Karczmarzyk
źródło foto: pixabay.com/CC0