Love story

Piszę niniejszy felieton w Mikołajki, a więc u progu okresu przedświątecznego. Co prawda w galeriach handlowych i telewizyjnych reklamach Boże Narodzenie trwa już co najmniej od dwóch tygodni, ale to już zupełnie inna para kaloszy. Tak to już jest, że w okresie przedświątecznym stajemy się bardziej tkliwi i sentymentalni. Nawet jeśli na co dzień gustujemy w filmach sensacyjnych ze Stevenem Seagalem, przed świętami chętnie przerzucamy się na cukierkowe kino familijne i wszelkiego rodzaju komedie romantyczne.

Czasem zdarza się, że historie niczym ze scenariuszy tego typu produkcji zdarzają się w realu i to nie w żadnym Hollywoodzie, ale np. w Skupowie na Podlasiu. Kilka tygodni temu tę niewielką wieś rozsławił romans, przy którym bledną wszystkie siermiężne wyciskacze łez z Tomaszem Karolakiem w roli głównej. Bohaterką podlaskiego love story jest roczna jałówka rasy limousine, która pokochała zakazaną miłością żubra, dzikiego i nieokrzesanego macho z pobliskiej puszczy.

Namiętne uczucie pchnęło jałówkę do brawurowej ucieczki z gospodarstwa specjalizującego się w hodowli bydła mięsnego. Miłość dała jej siłę, aby stawić czoła okrutnemu przeznaczeniu. Razem z dziesięcioma koleżankami pod osłoną nocy sforsowała ogrodzenie i uciekła do lasu. Zgubiła pościg krwiożerczego hodowcy, który złapał wszystkie uciekinierki poza nią. Nie wiemy, ile bidula błąkała się po lesie, zanim odnalazła swojego ukochanego. Nie wiemy też, czy rodzina żubrów od razu ją zaakceptowała. Wiemy tylko, że dzisiaj jałówka i jej żubr są już razem i że są szczęśliwi.

Mieszkańcy Skupowa czasem widują jałówkę jak w towarzystwie ukochanego oraz swojej nowej żubrzej rodziny skubie na polach resztki skoszonej kukurydzy. Widuje ją też okrutnik, który zamierzał sprzedać ją do rzeźni. Kilka razy próbował nawet rozdzielić zakochaną parę, ale inne żubry skutecznie wybiły mu to z głowy.

Miejmy nadzieję, że podlaskie love story, jak wszystkie komedie romantyczne zakończy się happy endem. Że jałówka i jej żubrzy małżonek przetrwają zimę i już niedługo doczekają się małych żubroniów (jak donoszą internety, tak nazywają się krzyżówki żubra i krowy). Trzymajmy kciuki, bo nie wszystkie historie z żubrami w roli głównej kończą się szczęśliwie.

We wrześniu media obiegła smutna informacja o żubrze podróżniku, który przemierzył pół Polski, aż zawędrował pod niemiecką granicę. Zwierzę nie było agresywne, nie wadziło nikomu, więc szybko stało się ulubieńcem mieszkańców przygranicznych miejscowości po naszej stronie Odry. Niestety pewnego dnia coś żubra wędrowniczka podkusiło i przeszedł na drugą stronę granicy pierwszy i ostatni raz. Tam szybko wezwano myśliwych, którzy bez wahania go odstrzelili. Następnie biedaczysko zostało upieczone na grillu, aby stać się atrakcją kulinarną podczas lokalnego festynu.

Obie żubrze opowieści da się połączyć za pomocą wspólnego morału. Miłość to potężne uczucie, które jest w stanie pokonać wszelkie przeszkody i przeciwności. Jednak w podróż poślubną lepiej nie wybierać się do Niemiec. To strasznie nieromantyczny naród.

Trzeci z Czwartą;)