Los chomika

Każdy, kto posiada potomstwo, prędzej czy później usłyszy złowrogie zdanie: „mamo/tato ja chce mieć zwierzątko”. W domku jednorodzinnym to jeszcze pół biedy, ale większość z nas mieszka w blokach, a wtedy pojawia się problem. Psa nie można wypuścić na podwórko, trzeba z nim wychodzić na spacery i nie ma co liczyć, że będzie to robił potomek, który solennie obiecywał, że będzie się czworonogiem opiekował. Po kocie trzeba sprzątać kuwetę i też wiadomo na czyje barki to spadnie. Najmniej roboty jest przy rybkach, ale co to za uciecha, kiedy młody lub młoda swoje zwierzątko może tylko oglądać przez szybę. Idealnym rozwiązaniem wydaje się chomik. Tani w zakupie i utrzymaniu, przyjemny dla oka, puchaty,
na ręce wziąć można i pogłaskać. Dzieciak powinien być zadowolony. Na dodatek chomik śpi
16 godzin na dobę, a jak już się wyśpi, to głównie zasuwa w swoim kołowrotku i jest z nim spokój.
 
Chomiki w Europie żyją nie tylko w sklepach zoologicznych, ale też na wolności. Podobno są też w naszym kraju, choć ja nigdy dzikiego chomika na oczy nie widziałem. I być może już nie będę miał okazji. Z badań przeprowadzonych przez francuskich naukowców wynika, że tym sympatycznym futrzakom grozi wyginięcie. Najciekawsza jest jednak przyczyna tego stanu rzeczy. Otóż europejskie chomiki stały się kanibalami. Dzieje się tak w wyniku braku urozmaiconego pożywienia spowodowanego monokulturą rolniczą, zwłaszcza ogromnymi uprawami kukurydzy. Niedobór niektórych składników odżywczych w jednoskładnikowej diecie sprawił, że chomiki zaczęły zjadać siebie nawzajem.
 
Smutny los dzikich chomików niesie przestrogę dla nas, ludzi. Nie chodzi oczywiście o to,
że niedługo zamiast schabowego na obiad przyjdzie nam ochota na kotlet z sąsiada spod „czwórki”. Jednak nas też politycy i media karmią całkowicie jednorodną papką. Po jednej
i drugiej stronie barykady papka jest niemal identyczna. Jedyna różnica polega na tym, że
ci „dobrzy” zmieniają się miejscami z tymi „złymi”. Politycy z obu stron barykady zamiast sympatyków mają wyznawców. Miejsca na dyskusję, wymianę poglądów nie ma żadnego pola do porozumienia czy choćby szacunku dla odmiennych poglądów także. Politykom to pasuje, bo wyznawców bardzo łatwo utrzymać po swojej stronie. Wystarczy podgrzewać emocje, sprawy merytoryczne schodzą na dalszy plan. Mediom też ta sytuacja odpowiada, bo konflikt zawsze lepiej się sprzedaje od kompromisu i porozumienia. W efekcie nam, zwykłym ludziom zrobiono już taka wodę z mózgu, że jesteśmy się w stanie wzajemnie pozabijać się o to, czy partia „X” jest lepsza od partii „Y”.
 
Większość polityków nie myśli dalej niż do końca kadencji. Taka ich natura. My jednak powinniśmy zadać sobie pytanie: do czego doprowadzi to ciągłe szczucie jednych na drugich,
to ciągłe pogłębianie podziałów między ludźmi. Im szybciej to zrobimy, tym lepiej. Bo inaczej prędzej czy później skończymy jak te biedne chomiki. 
 
Trzeci z Czwartą:)