Kto nie głosuje, ten przegrywa

Czy można oczekiwać, że te wybory samorządowe przyniosą zmiany na lepsze?
- Wybory z pewnością są szansą, aby zmieniło się na lepsze, wszystko jest w rękach wyborców. Jeśli frekwencja będzie bardzo niska, a do wyborów pójdą ci sami zagłosować na tych samych, to zmian niestety nie należy oczekiwać.

Obywatele, którzy rezygnują z udziału w wyborach, tłumaczą się tym, że nie mają na kogo głosować...
- Używając języka piłkarskich komentatorów można powiedzieć, że przez taką postawę mecz przegrali już w szatni. Uważam, że akurat w wyborach samorządowych łatwiej znaleźć swojego kandydata - człowieka, który wystartował po to, aby faktycznie zrobić coś dla ludzi. W wyborach do rad gmin mamy po raz pierwszy okręgi jednomandatowe. To szansa dla wszystkich wyborców. Wreszcie mogą głosować na ludzi, a nie na szyldy partyjne. Wreszcie mogą spróbować oderwać od stołków lokalne kliki, rządzące w gminach od nastu lat.

Pozostaje pytanie, czy ludzie o tej szansie wiedzą, no i czy ją wykorzystają...
- Fakt, że w wyborach do rad gmin mamy teraz okręgi jednomandatowe, nie jest w mediach głównego nurtu eksponowany. Wręcz przeciwnie. Mam wrażenie, że specjalnie próbuje się to zamilczeć, bo gdyby ludzie zdali sobie sprawę z możliwości, jakie daje im ten system, stanowiłoby to ogromne zagrożenie dla obecnych układów politycznych, zagrożenie dla wiecznych ludzi władzy, pierwszych sekretarzy i lokalnych aparatów partyjnych. Oczywiście przy niskiej frekwencji sam system jednomandatowych okręgów niczego nie zmieni. Bo do wyborów pójdą głównie żelazne elektoraty partyjne i ludzie uzależnieni od lokalnych klik.

Duże partie i rządzące od lat w samorządach ekipy dysponują dużymi środkami na kampanię. Mają pieniądze i odpowiednie instrumenty. Ci mniejsi i słabsi w tym starciu mają niewielkie szanse.
- Na pewno nie stać ich na wielkie billboardy. Na pewno nie są w stanie obwiesić swoimi plakatami wszystkich słupów i płotów w okręgu. Ale jeśli zyskają coś, czego nie da się przeliczyć na pieniądze, czyli kapitał zaufania wśród lokalnej społeczności, to oni wygrają. Bo ten kapitał jest najważniejszy, nawet jeśli to jest nie tyle kapitał, ile kredyt zaufania udzielony przez sąsiadów i kolegów z pracy. Udzielony z nadzieją na pozytywne zmiany w gminie, w dzielnicy, w której mieszkają.

Już słyszę te wątpliwości - co z tego, że porządny, uczciwy i pracowity, jak oni go tam w tej radzie zakrzyczą, że nic nie będzie mógł zrobić...
- Takie myślenie oznacza zamknięte koło. Nie róbmy nic, bo to nic nie zmieni. Gdyby wszyscy tak myśleli, to do dziś żylibyśmy w PRL. Demokracja to system pełen pułapek, ale jednak daje ludziom możliwość zmiany władzy bez konieczności zamachu stanu. Można iść protestować na ulicach i można też za pomocą kartki wyborczej usunąć ze stanowisk tych, którzy na te stanowiska nie zasługują.

Dużo czasu poświęciliśmy radom gmin, ale akurat w naszym regionie jest najwięcej w Polsce miast na prawach powiatu, gdzie wybory nie są większościowe, lecz proporcjonalne. Jest podobnie jak w wyborach do Sejmu i mamy 5-procentowy próg wyborczy.
- W tym systemie bardziej niż człowiek, liczy się wyborcza machina, ale na poziomie miasta może ją zbudować również lokalne stowarzyszenie, a nie przedstawicielstwo centralnej partii. Ale chcę podkreślić, że te machiny też budują ludzie. Ja, niezależnie od tego, czy oddaję głos w wyborach większościowych, czy proporcjonalnych, w takim, czy innym systemie liczenia głosów, zawsze głosuję na konkretnego człowieka.

Ale tu znowu pojawia się problem wyboru tego jednego, konkretnego. Czy ma mnie przekonać dobrze skrojone hasło, fajny plakat, ładna buzia, a może jednak partyjny szyld?
- To jest kwestia tego, jak mocno interesujesz się swoją przyszłością. Wybory wymagają pewnego wysiłku ze strony wyborców. Trzeba się zastanowić, spróbować dowiedzieć się, wybrać. Szyld też w tym przypadku ma znaczenie. Jeśli dane ugrupowanie na sztandarach nosi również nasze poglądy, to mamy prawo przypuszczać, że nie zmieni ich po wyborach na przeciwne. Ważny jest również inny szyld, np. organizacji społecznej, w której na co dzień działa dany kandydat. Fakt, że kandydat działa w NSZZ Solidarność, dla wyborców - członków związku powinien być jasnym sygnałem, że to człowiek, który podziela nasze poglądy i reprezentuje nasze interesy. To nie są piękna hasła czy odmładzające i upiększające plakaty. To żywy człowiek, któremu zaufali ludzie w jego zakładzie pracy. A to oznacza, że w tej działalności na poziomie zakładu pracy się sprawdził i są ogromne szanse, że sprawdzi się również w samorządzie.

Podążamy powolutku po szczeblach samorządu. Czas na Sejmik Województwa Śląskiego. Konkretny człowiek czy jednak szyld?
- Konkretny człowiek, ale też konkretny szyld. Tu karty rozdają duże ugrupowania, które mają przełożenie na decyzje zapadające na szczeblu centralnym. W takim systemie żyjemy i trzeba mieć tego świadomość. To przez Sejmik płyną pieniądze na rozwój regionu, na inwestycje. To od Sejmiku i władz samorządowych zależą kluczowe decyzje i działania dla naszego regionu. Paradoksalnie obecna władza swoimi porażkami i nieudolnością pokazała, jak ważna jest rola Sejmiku i Zarządu Województwa, jak ważne jest, aby w tych gremiach zasiadali ludzie o bardzo wysokich kompetencjach zawodowych i moralnych. Nie przeciętnych, ale bardzo wysokich.

Osiągnięcia tej ekipy wskazują, że te kompetencje były raczej poniżej przeciętnej.
- Bardzo delikatnie rzecz ujmując. W mojej ocenie to była kompletna klapa. Katastrofalna niekompetencja i afery. Afera z Kolejami Śląskimi, afera z Górnośląskim Przedsiębiorstwem Wodociągów, klęska modernizacji Stadionu Śląskiego. Rozwój i modernizacja inf rastruktury - pała z wykrzyknikiem, inwestycje - pała z wykrzyknikiem, miejsca pracy - pała z wykrzyknikiem, służba zdrowia - pała z wykrzyknikiem, kultura i nauka - pała z wykrzyknikiem. I to mimo możliwości, jakie dawał tej ekipie fakt, że są z tej samej partii, co ekipa rządząca w Polsce. Ten bezmiar klęski jest wręcz nieprawdopodobny. Przez te władze nasz region stał się pośmiewiskiem w całej Polsce. Dach nad Stadionem Śląskim czy Koleje Śląskie stały się przedmiotem dowcipów. Warto przypomnieć, że gdy rozpoczęto modernizację chorzowskiego stadionu, zakładano, że będzie ona kosztować niespełna
300 mln zł. Tymczasem włożono w tę inwestycję już blisko dwa razy tyle i wciąż nie wiadomo, kiedy zostanie zakończona. Koleje Śląskie, sztandarowy pomysł lokalnych polityków Platformy na uzdrowienie sytuacji w regionalnych kolejach też przyniósł spektakularną porażkę i szereg afer.

Ale parę tygodni temu marszałek ogłosił, że w tym roku Koleje Śląskie mają przynieść zysk.
- Zapomniał dodać, że kosztem obcięcia 40 proc. połączeń i drastycznych podwyżek cen biletów. Żeby zahamować degrengoladę naszego regionu, bezwzględnie musimy zmienić władze samorządowe województwa. To muszą być ludzie mądrzy, odważni, z wizją, a nie partyjni lokaje i kolesie o reputacji handlarzy towarami, które „spadły z pociągu”.

Czy obecne wybory samorządowe są ważniejsze od parlamentarnych?
- Od wyniku tych wyborów będzie zależało, w jakiej Polsce i w jakim województwie będziemy mieszkać w przyszłości. I nie chodzi tylko o jedną kadencję, ale raczej o co najmniej dekadę. Przyszłość Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego będzie się rozstrzygać właśnie teraz. Podczas najbliższych wyborów samorządowych. Rządzący z Platformy bardzo uważnie patrzą na to, jak Śląsk zagłosuje w wyborach samorządowych. Jeśli po raz kolejny okaże się, że PO wygra w naszym regionie, a sondaże niestety na to wskazują, to dla polityków rządzącej partii będzie to jasny sygnał - hulaj dusza, piekła nie ma. Sygnał, że na Śląsku mamy Lemingrad.

Lemingrad, czyli co?
- Czyli region, w którym rządowa propaganda wygrywa ze zdrowym rozsądek.
Do świadomości zbyt wielu ludzi nie dociera, że ich obecne problemy bytowe, strach o pracę, niskie płace, długi, itd., to w głównej mierze efekt nieudolnych rządów koalicji PO-PSL. Do tak tragicznej sytuacji w górnictwie nie doszłoby, gdyby właściciel, czyli Ministerstwo Gospodarki potrafiło tą branżą zarządzać. Emeryci górniczy, którzy głosowali na PO, muszą sobie uświadomić, że zachowali się jak karpie cieszące się, że nadchodzi Wigilia. Przecież jest jasne, że decyzja o odebraniu im deputatu węglowego zapadła za przyzwoleniem koalicji rządzącej. Nauczyciele z likwidowanych szkół, nauczyciele tracący pracę muszą sobie uświadomić, że za ich problemami nie stoi opozycja, ale właśnie PO, na którą gremialnie głosowali. Podobnie jest w innych branżach, w innych dziedzinach życia. Kolejki w służbie zdrowia, kłopoty z miejscami w przedszkolach, nędzne płace to efekt tego, że u władzy od blisko 8 lat jest Platforma Obywatelska. Zarówno w rządzie, jak i w samorządzie wojewódzkim.

Czyli jeśli na Śląsku i w Zagłębiu nie nastąpią zasadnicze zmiany na poziomie samorządowym, to nie mamy co liczyć na poprawę sytuacji w regionie?
- Niestety. Jeśli tu na poziomie regionalnym i lokalnym ludzie nie będą w stanie rozliczyć i ukarać przy urnach skompromitowanych samorządowców, to władze centralne nie zaczną traktować mieszkańców naszego regionu poważnie. Pozostaniemy regionem zamieszkanym przez lemingi, przez ciemny lud, któremu można wcisnąć każdy kit, wykorzystywać bez litości i przekształcić w skansen, z którego ludzie będą uciekać w poszukiwaniu pracy i nadziei na normalne życie.

Z Dominikiem Kolorzem, przewodniczącym Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ Solidarność rozmawiał Grzegorz Podżorny