Konsumenci drugiej kategorii

Producenci żywności i środków chemicznych traktują mieszkańców Europy Środkowo-Wschodniej jak konsumentów drugiej kategorii. 13 września Parlament Europejski przyjął rezolucję, w której zaproponował szereg działań, mogących pomóc w wyeliminowaniu podwójnych norm jakości dla towarów sprzedawanych na unijnym rynku.
 
W teorii ciasteczka czy chipsy wyprodukowane przez tę samą firmę i sprzedawane pod tą samą marką w różnych krajach Unii Europejskiej powinny zawierać identyczne składniki. Jednak w praktyce w Polsce i innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej sprzedawane są produkty o znacznie gorszej jakości niż towary dostępne na półkach sklepowych w Austrii, Niemczech, Francji czy Belgii.
 
Na problem podwójnych norm jakości w produktach dostępnych na terenie UE zwróciły uwagę organizacje konsumenckie z Czech i Słowacji, przedstawiając wyniki przeprowadzonych w tych krajach badań. Naukowcy z Uniwersytetu Chemiczno-Technologicznego w Pradze przetestowali 21 produktów żywnościowych dostępnych w Czechach, Austrii, na Węgrzech i Słowacji. Tylko trzy produkty sprzedawane w Czechach miały taki sam skład jak towary oferowane w sąsiednich krajach. Natomiast Słowacy przyjrzeli się 22 produktom dostępnym w sklepach w Bratysławie i w dwóch austriackich miastach. Okazało się, że różne składniki posiadała ponad połowa z przebadanych produktów.
 
Sok bez soku
Jednym z przykładów nieuczciwych praktyk producentów może być sok pomarańczowy sprzedawany przez jedną ze znanych firm w Austrii i Czechach. Testy wykazały, że w produkcie czeskim w ogóle zabrakło soku pomarańczowego, za to posiadał więcej stabilizatorów i środków konserwujących od swego austriackiego odpowiednika. Z kolei w coli oferowanej na Słowacji znaleziono szkodliwy dla zdrowia syrop glukozowo-fruktozowy. Ta sama cola sprzedawana w Austrii miała w swoim składzie cukier, który mimo wszystko jest zdrowszy.
Okazuje się, że do niektórych ciastek maślanych sprzedawanych w Europie Środkowo-Wschodniej dodawany jest olej palmowy zamiast masła, w przeciwieństwie do ciastek produkowanych na rynek francuski. Olej palmowy jest także jednym ze składników chipsów popularnych w krajach europejskich, ale np. do chipsów sprzedawanych w Niemczech nie jest on dodawany.
 
Ile mięsa w mięsie?
Ponadto wyniki badań wykazały, że informacje podawane na etykietach produktów żywnościowych mogą mijać się z prawdą. Tak było w przypadku paluszków rybnych produkowanych przez jeden ze znanych koncernów. Na etykiecie paluszków rybnych sprzedawanych w krajach zachodnich widniała informacja, z której wynikało, że opakowanie zawiera 65 proc. mięsa. W Czechach było to już 58 proc. Jednak po analizie okazało się, że czeskie paluszki zawierają tylko 50 proc. mięsa.
 
Niszczyły tkaniny
Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Fundację Pro-Test z Warszawy, problem podwójnych norm jakości dotyczy także proszków do prania. Fundacja przyjrzała się kilkudziesięciu proszkom sprzedawanym pod tymi samymi markami w 12 krajach Europy Zachodniej i Europy Środkowo-Wschodniej. Jak podkreśla Joanna Wosińska z Fundacji Pro-Test, tak naprawdę za różnorodnością produktów do prania stoi tylko kilku dużych producentów. Dlatego takie same proszki można kupić w Polsce, Niemczech i Belgii. Takie same przynajmniej na pierwszy rzut oka. – Proszki sprzedawane w Polsce bardziej niszczyły ubrania od niemieckich. Tamte proszki były delikatniejsze, tkaniny blakły dopiero po większej liczbie prań. Zawierały też mniej składników szkodliwych dla środowiska naturalnego. Proszki kupione w Polsce lepiej spierały bardzo silne plamy. To oznacza, że znajdujące się w nich substancje aktywne były silniejsze, a co za tym idzie, bardziej szkodliwe dla tkanin – mówi Wosińska.
 
Groźne dla środowiska
Niektóre proszki zawierały składniki groźne dla środowiska. Przykładem mogą być fosforany. Są to związki chemiczne, które mają zmiękczać wodę, co pozwala na uzyskanie lepszych efektów prania. – Niestety fosforany wraz ze ściekami przedostają się do rzek i jezior, gdzie stymulują rozwój glonów, głównie sinic. W efekcie powstaje zielona zawiesina zużywająca zapas tlenu potrzebny dla ryb. Tymczasem w proszkach sprzedawanych w Europie Zachodniej np. we Francji, Niemczech czy Belgii, w czasie, kiedy przeprowadzaliśmy test, producenci nie stosowali już fosforanów – dodaje Joanna Wosińska.
 
Płacimy więcej za mniej
Różnicowanie przez producentów składów towarów w zależności od kraju, w którym będą sprzedawane, nie przekłada się na ich cenę. Bardzo często zdarza się, że produkty międzynarodowych koncernów sprzedawane w Polsce, na Słowacji czy w Czechach są droższe od tych oferowanych w krajach Europy Zachodniej. – Widać wyraźnie, że jesteśmy traktowani jak konsumenci drugiej kategorii. Być może logiczny byłby wniosek, że koncerny oszczędzają, dodając tańsze składniki do produktów kierowanych do Europy Wschodniej. Gdyby tak było, wówczas towary te byłyby tańsze, a wcale tak nie jest. W wielu przypadkach te same produkty w krajach zachodnich można kupić po niższych cenach niż w Polsce – mówi przedstawicielka Fundacji Pro-Test.
 
Będzie zmiana przepisów?
Organizacje konsumenckie z państw Europy Środkowo-Wschodniej temat podwójnych norm jakości dla produktów żywnościowych i chemicznych poruszają już od kilku lat. Dopiero kilka miesięcy temu pojawiła się nadzieja, że coś się może zmienić. W kwietniu tego roku Komisja Europejska zaproponowała nowelizację dyrektyw dotyczących nieuczciwych praktyk handlowych. Natomiast 13 września Parlament Europejski przyjął rezolucję, w której zaproponował szereg działań, mogących pomóc w wyeliminowaniu podwójnych norm jakości dla towarów sprzedawanych na unijnym rynku. Europosłowie uznali, że jeśli firma sprzedaje towar w całej Unii Europejskiej, ale zmienia skład produktów, w zależności od kraju, nie może używać tej samej marki oraz wyglądających identycznie opakowań, żeby nie wprowadzać konsumentów w błąd. Zaznaczyli, że preferencje konsumentów nie powinny być wykorzystywane jako pretekst do obniżenia jakości lub oferowania produktów o różnych składach na różnych rynkach. Za zaleceniami zawartymi w rezolucji opowiedziało się 464 eurodeputowanych, przeciw było 69, a 17 osób wstrzymało się od głosu.
 
Agnieszka Konieczny
foto: pixabay.com/CC0