Koniec taniej siły roboczej?

Zapowiedź szybkiego wzrostu płacy minimalnej świadczy o zupełnie innym podejściu obecnej ekipy rządzącej do polityki rynku pracy w porównaniu do poprzednich rządów. To dobra wiadomość, z jednym poważnym zastrzeżeniem. Pracownicy zyskają tylko wówczas, gdy przepisy o najniższym wynagrodzeniu nie będą omijane. 
 
Zgodnie z ogłoszonym niedawno programem Prawa i Sprawiedliwości, jeśli to ugrupowanie wygra październikowe wybory, płaca minimalna ma w najbliższych latach rosnąć w niespotykanym dotąd tempie. W przyszłym roku, co jest już pewne bez względu na wynik wyborów, wyniesie ona 2600 zł brutto. Z kolei w 2021 najniższe wynagrodzenie ma wzrosnąć do 3000 zł, a w 2023 roku do 4000 zł, jeśli PiS zdoła utrzymać władzę i spełni swoje obietnice. 
 
Już dawno powinno być więcej
Podnoszenie płacy minimalnej stanowi jeden z priorytetowych postulatów Solidarności, a jak pokazują dane gospodarcze jest to żądanie w pełni uzasadnione. W naszym kraju przez wiele lat pensje rosły znacznie wolniej od wydajności pracy. Jak wyliczył już kilka lat temu prof. Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Polityki Społecznej w Warszawie, gdyby wzrost wynagrodzeń był proporcjonalny do rosnącej produktywności, już 2013 roku średnie wynagrodzenie w Polsce powinno przekroczyć 5 tys. zł brutto. Fakt, że płace w naszym kraju przez wiele lat nie nadążały za wzrostem gospodarczym, potwierdzają też m.in. dane dotyczące udziału wynagrodzeń w Produkcie Krajowym Brutto, który według danych Komisji Europejskiej jest w Polsce znacznie niższy niż wynosi unijna średnia. 
 
Jedną z przyczyn tej sytuacji był przyjęty w latach 90. ubiegłego wieku i kontynuowany przez kolejne ekipy rządzące model rozwoju gospodarczego oparty głównie na budowaniu konkurencyjności polskiej gospodarki właśnie na niskich płacach, lub mówiąc bardziej dosadnie, na taniej sile roboczej. Podobne myślenie towarzyszyło kolejnym rządom w zakresie kształtowania aktywnej polityki rynku pracy, która koncentrowała się w zasadzie jedynie na ograniczaniu bezrobocia, na dalszy plan spychając jakość już istniejących i nowo tworzonych miejsc pracy. W efekcie mieliśmy do czynienia z lawinowym wzrostem zatrudniania na czas określony, lub na podstawie umów cywilnoprawnych. 
 
Inne podejście
Zapowiedź szybkiego podwyższenia płacy minimalnej bez wątpienia świadczy o odmiennym spojrzeniu obecnego rządu na rolę państwa w kształtowaniu rynku pracy. Podobnie jak wiele innych elementów wprowadzonych w ostatnich latach, takich jak np. realizacja postulatów NSZZ Solidarność i innych związków zawodowych dotyczących stawki godzinowej, czy ograniczenia umów na czas określony. – Faktem jest, że tym pozytywnym zmianom towarzyszy dobra koniunktura gospodarcza, co sprawia, że ich wprowadzenie jest znacznie łatwiejsze. Trzeba jednak oddać obecnemu rządowi, że wykorzystał dobrą sytuację gospodarczą, aby poprawić jakość i warunki pracy – mówi dr hab. Adam Mrozowicki, socjolog z Uniwersytetu Wrocławskiego. – Pytanie brzmi jednak, jaki nowy sposób omijania kodeksowych umów o pracę zostanie wymyślony i która luka w systemie zostanie wykorzystana, żeby ominąć płacę minimalną, bo takie luki wciąż istnieją – dodaje. 
 
Zwyciężyła logika polityczna
Socjolog wskazuje, że o ile znaczące podwyższenie płacy minimalnej może stanowić bodziec dla pozytywnych procesów gospodarczych związanych ze wzrostem siły nabywczej najgorzej zarabiających grup pracowników, to sposób, w jaki podwyżka ma być wprowadzana, jest daleki od ideału, co długofalowo może przynieść opłakane skutki. – Podwyżka płacy minimalnej rzeczywiście poprawi sytuację najmniej zarabiających pracowników, jeśli nie będzie w różny sposób omijana przez pracodawców. Dlatego bardzo ważne jest w tym przypadku wzmocnienie roli związków zawodowych, dialogu społecznego i instytucji, które są za ten dialog odpowiedzialne. Tymczasem rząd w tej sprawie działa jednostronnie i tym samym marginalizuje Radę Dialogu Społecznego, gdzie wysokość minimalnego wynagrodzenia w każdym kolejnym roku powinna być uzgadniana w formie kompromisu między związkami zawodowymi i pracodawcami. Niestety zwyciężyła tu logika polityczna, a nie myślenie systemowe – tłumaczy dr hab. Adam Mrozowicki. 
 
Prezentując swój program wyborczy, PiS zadeklarował nie tylko, ile będzie wynosić płaca minimalna w przyszłym roku, ale również w kolejnych latach. W takiej sytuacji jakakolwiek dyskusja między związkami zawodowymi i organizacjami pracodawców na ten temat została zamknięta, zanim zdążyła się rozpocząć. – W mojej ocenie to bardzo dobrze, że płaca minimalna rośnie. Trzeba jednak pamiętać, że skoro teraz rząd mógł podwyższyć minimalne wynagrodzenie bez odpowiednich uzgodnień z partnerami społecznymi, tak w przyszłości ten lub inny rząd będzie mógł płacę minimalną obniżyć w równie arbitralny sposób, np. gdy będziemy mieli do czynienia ze spowolnieniem gospodarczym – podkreśla socjolog z Uniwersytetu Wrocławskiego. 

Łukasz Karczmarzyk
infografika własna