Klimatyczna zabawa w kotka i myszkę

Podczas gdy Unia Europejska zarzyna własny przemysł i wyciąga kolejne miliardy euro z kieszeni obywateli na walkę z ociepleniem klimatu, Chiny na potęgę budują nowe kopalnie, elektrownie węglowe i biją rekordy emisji CO2
 
W Chińskiej Republice Ludowej w 2018 roku funkcjonowały 3373 kopalnie węgla. Jak wynika z danych chińskiej Narodowej Agencji Energetycznej (NEA), w tym kraju wyprodukowano w ubiegłym roku 3,55 mld ton węgla. Roczne wydobycie wzrosło o ponad 5 proc. Państwo Środka z rozmachem rozwija też energetykę węglową. Moc zatwierdzonych do budowy elektrowni zasilanych węglem wynosi w Chinach 226,2 GW, a moc wszystkich elektrowni węglowych w tym kraju to 943 GW. Dla porównania w całej Unii Europejskiej produkuje się z węgla 152 GW. Chiny odpowiadają za niemal jedną trzecią światowej emisji gazów cieplarnianych powstałych w wyniku spalania paliw kopalnych. W 2017 roku ten kraj wypuścił do atmosfery 9,839 mld ton CO2, czyli niemal trzykrotnie więcej niż cała Unia Europejska.
 
Czarne czy zielone?
Jednocześnie chińskim władzom udaje się przedstawiać własny kraj jako jednego z globalnych liderów walki ze zmianami klimatu. Podpisanie przez CHRL Porozumienia Paryskiego w 2015 roku było uznawane jako jeden z największych sukcesów konferencji klimatycznej zorganizowanej przez ONZ. Ratyfikowanie Porozumienia przez chiński parlament rok później spotkało się z ogromnym entuzjazmem mediów na całym świecie. Po wypowiedzeniu przez USA Porozumienia Paryskiego wielu polskich i zagranicznych komentatorów, krytykując decyzję prezydenta Donalda Trumpa, jako przykład światowego mocarstwa, które poważnie podchodzi do ochrony klimatu, wskazywało właśnie na Chiny. 
 
Jak to możliwe, że najbardziej „węglowy” kraj na świecie uchodzi za ekologicznego lidera? Wynika to pewnie po części ze skuteczności chińskiej propagandy, ale chyba przede wszystkim z niekompetencji i braku rzetelności zachodnich mediów. Mało kto zadał sobie trud, aby sprawdzić do czego tak naprawdę zobowiązały się Chiny w Porozumieniu Paryskim, a właśnie to stanowi rozwiązanie całej zagadki. 
 
Redukcja przez wzrost
Otóż Chińska Republika Ludowa zobligowała się w Paryżu, przede wszystkim do tego, że osiągnie szczytowy poziom emisji gazów cieplarnianych w 2030 roku, a dopiero później ewentualnie zacznie tę emisję redukować. Innymi słowy w czasie, gdy Unia Europejska już dzisiaj wprowadza kolejne drakońskie ograniczenia emisyjne, obniżając konkurencyjność własnej gospodarki i poziom życia obywateli, Chiny jeszcze przez 10 lat mogą emitować tyle CO2, ile im się podoba i swobodnie przejmować produkcję kolejnych branż europejskiego przemysłu, likwidowanych w wyniku absurdalnej polityki klimatycznej UE.
 
Diabeł tkwi w szczegółach
Pozorowanie troski o obniżenie emisji gazów cieplarnianych nie jest jednak wyłącznie chińską specjalnością. Np. Rosja, która zajmuje 4. miejsce na liście największych emitentów gazów cieplarnianych na świecie zobowiązała się w Porozumieniu Paryskim, że do 2030 roku obniży emisję CO2 o 25-30 proc. w porównaniu do roku 1990, co również spotkało się z poklaskiem światowej opinii publicznej i organizacji ekologicznych. Jednak i w tym przypadku diabeł tkwi w szczegółach. Kluczowa jest tutaj data, od której Rosjanie chcą mierzyć redukcję emisji, czyli rok 1990. Trzy dekady temu wówczas jeszcze sowiecka, a nie rosyjska gospodarka była pełna niewydolnych, przestarzałych pod każdym względem zakładów przemysłowych, emitujących mnóstwo CO2. Od tego czasu większość z nich została zlikwidowana z różnych przyczyn, ale na pewno nie z uwagi na troskę o środowisko. W efekcie już w 2017 roku emisja CO2 była w Rosji o 32 proc. mniejsza niż w 1990 roku. Innymi słowy, aby wypełnić zobowiązanie przyjęte w Paryżu, Rosja nie musi robić absolutnie nic, a i tak jej się to uda. 
 
Komu będzie do śmiechu?
Gdy cały świat robi sobie jawne kpiny z ograniczania emisji gazów cieplarnianych, najbogatsze kraje zachodniej Europy coraz bardziej dokręcają klimatyczną śrubę w Unii Europejskiej, która odpowiada zaledwie za ok. 10 proc. światowej emisji CO2. Władimir Putin i Xi Jinping patrzą na szaleństwo Europy uśmiechnięci od ucha do ucha. Nam jednak już niedługo wcale nie będzie do śmiechu. 
 
Łukasz Karczmarzyk
infografika własna