Klimatyczna porażka w Brukseli


Polska nie postawiła weta wobec drugiego pakietu klimatyczno-energetycznego. Przywódcy europejskich państw podczas szczytu w Brukseli wydali polityczną zgodę na zaostrzenie polityki klimatycznej UE. Jak mocno ucierpi na tym nasza gospodarka, przekonamy się, gdy Komisja Europejska przedstawi szczegóły nowego pakietu.

- Polska nie odniosła na szczycie Rady Europejskiej sukcesu, lecz porażkę. To, jak dotkliwa jest to porażka, okaże się, gdy przedstawione zostaną szczegółowe zapisy drugiego pakietu klimatyczno-energetycznego. Jednak już dzisiaj wiadomo, że po jego wdrożeniu energia elektryczna na pewno zdrożeje, na pewno wzrosną koszty dla przemysłu oraz gospodarstw domowych i na pewno obniży się konkurencyjność polskiej gospodarki - mówi Dominik Kolorz, przewodniczący śląsko-dąbrowskiej Solidarności.

Najbardziej istotnym ustaleniem październikowego szczytu przywódców unijnych państw jest przyjęcie nowego celu redukcyjnego CO2 do roku 2030 na poziomie przynajmniej 40 proc. w stosunku do roku 1990. Cel ten jest wiążący dla wszystkich państw UE. Oprócz tego zgodnie z drugim pakietem klimatyczno-energetycznym w 2030 roku 27 proc. energii elektrycznej ma pochodzić z odnawialnych źródeł. Cel ten jest wiążący na poziomie całej Unii, na szczycie nie wyznaczono celów krajowych. Nowy pakiet zakłada również poprawę efektywności energetycznej o 27 proc., jednakże cel ten jest orientacyjny i niewiążący.

Koszty dla gospodarek Polski i innych biedniejszych krajów UE związane z wdrożeniem drugiego pakietu mają zgodnie z ustaleniami szczytu zostać zrekompensowane poprzez przydział darmowych uprawnień do emisji CO2. Jednak jak przekonuje Zbigniew Gidziński, ekspert Komisji Krajowej NSZZ Solidarność ds. polityki klimatycznej, na obecnym etapie nie da się wyliczyć kosztów wdrożenia drugiego pakietu klimatyczno-energetycznego, a więc tym bardziej ocenić skuteczności mechanizmów kompensacyjnych. - Decyzja Rady Europejskiej o akceptacji założeń pakietu 2030 umożliwia Komisji Europejskiej przygotowanie propozycji przepisów wdrażających, które następnie zostaną skierowane do legislacji w Parlamencie Europejskim. Przepisy te określą szczegółowo zasady wdrożenia i realizacji pakietu oraz warunki korzystania z przyznanych derogacji. Dopiero wtedy będzie można precyzyjnie wyliczyć koszty dla polskiej gospodarki - wyjaśnia Zbigniew Gidziński.

Zgodnie z ustaleniami Rady Europejskiej nasz kraj do roku 2030 będzie mógł skorzystać z darmowych uprawnień emisyjnych do poziomu 40 proc. uprawnień przydzielonych do sprzedaży na aukcjach. Zgodnie z szacunkami negocjatorów rządowych na podstawie tego instrumentu Polska może otrzymać ok. 280 mln darmowych uprawnień emisyjnych o wartości ok. 31 mld zł. Dla porównania w obowiązującym obecnie tzw. pierwszym pakiecie klimatyczno-energetycznym było to 404 mln uprawnień wykorzystanych w okresie krótszym o dwa lata. - Co więcej, darmowe uprawnienia będą przysługiwać wyłącznie krajom, których PKB na głowę mieszkańca wynosi poniżej 60 proc. średniej UE. Według niektórych finansistów Polska osiągnie ten poziom już w 2017 roku. Jeżeli tak się stanie, nie będą nam przysługiwać żadne derogacje - podkreśla Gidziński.

Zgoda Rady Europejskiej na drugi pakiet klimatyczno-energetyczny sprawia, że zablokowanie tych niezwykle szkodliwych dla polskiej gospodarki rozwiązań będzie bardzo trudne. Teoretycznie taka możliwość pojawi się jeszcze podczas głosowania w Parlamencie Europejskim. - Tutaj jednak liczy się zwykła większość głosów, a przy obecnym układzie sił Polska nie jest w stanie takiej większości zbudować. Rezygnując z weta, w zasadzie straciliśmy szanse na samodzielne powstrzymanie destrukcyjnej polityki klimatycznej UE - zaznacza Dominik Kolorz.

Łukasz Karczmarzyk

foto: wikipedia.org/Antoine Meissonnier