Kapitał ma narodowość, a gospodarki nie można opierać tylko na usługach

Rząd poinformował, że w ramach tarczy antykryzysowej złożono już 1,5 mln wniosków o pomoc. To pokazuje przede wszystkim skalę kryzysu, z jakim mamy do czynienia. Na szczęście w pakiecie rządowego wsparcia pojawił się również instrument, z którego mogą skorzystać duże firmy, zarówno prywatne, jak i te z udziałem Skarbu Państwa. Chodzi o 100 mld zł wsparcia z Polskiego Funduszu Rozwoju. Z punktu widzenia naszego regionu opartego na przemyśle, to najbardziej istotny element tarczy antykryzysowej. Co warte podkreślenia, w znacznej części, bo do poziomu 75 proc., będzie to pomoc bezzwrotna, jeżeli firmy, które z niej skorzystają, spełnią odpowiednie warunki, przede wszystkim utrzymają miejsca pracy. 
 
Dobrą wiadomością jest również to, że największe fabryki motoryzacyjne w naszym regionie powoli przymierzają się do wznowienia produkcji. To ważne dla całej branży motoryzacyjnej, a przypomnę, że sektor automotive zatrudnia dziś w województwie śląskim więcej pracowników niż górnictwo. Nie oznacza to jednak, że kłopoty tego sektora już się skończyły. One tak naprawdę mogą się dopiero zacząć i nie pomoże tutaj nawet najlepiej skonstruowane rządowe wsparcie. Jeżeli społeczeństwa krajów w całej Europie zubożeją z powodu kryzysu, mało kto będzie myślał o zakupie nowego samochodu, a olbrzymia większość produkowanych w Polsce aut trafia na eksport. Gdy sprzedaż się załamie, koncerny samochodowe będą się skupiać przede wszystkim na ratowaniu zakładów i miejsc pracy w swoich macierzystych krajach. 
 
Już poprzedni kryzys gospodarczy pokazał, że tezę, wedle której kapitał nie ma narodowości, można włożyć między bajki. Podobnie jak promowany w Polsce przez wiele lat pogląd, że gospodarkę należy oprzeć na usługach. Dziś po raz kolejny widać wyraźnie, że tam gdzie jest przemysł, w trudnych czasach jest lepiej. Mniej ludzi traci pracę. 
 
Obecnie największa zapaść panuje właśnie w usługach i nie chodzi tu wyłącznie o gastronomię, hotele, czy salony fryzjerskie. Choć niewiele się o tym mówi, w dramatycznej sytuacji znajduje się branża transportowa. Kolej, zarówno osobowa, jak i towarowa, utraciła z dnia na dzień znaczną część przychodów. Koleje Śląskie niebawem mogą mieć problem z wypłatą wynagrodzeń. Przedsiębiorstwa organizujące autobusowy i tramwajowy transport publiczny też są w ogromnych tarapatach. W tym przypadku samorządy same sobie nie poradzą. Niezbędna jest pomoc rządowa. 
 
Oczywiście bardzo trudna sytuacja panuje w górnictwie. Jastrzębska Spółka Węglowa jest w stosunkowo dobrej kondycji. Dzięki odpowiedniemu zarządzaniu ma bufor finansowy, który powinien pozwolić przejść tej firmie i jej pracownikom kryzys w miarę suchą stopą. W przypadku Polskiej Grupy Górniczej sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana. Tam to zarządzanie było fatalne zarówno ze strony osób odpowiedzialnych z byłego Ministerstwa Energii jak i ze strony zarządu spółki. Obecny kryzys wywołany epidemią może zostać potraktowany, jako swoiste alibi, żeby te błędy z ostatnich lat ukryć. 
 
To prawda, że epidemia spowodowała spadek zapotrzebowania na energię, co w konsekwencji prowadzi do problemów ze zbytem węgla i to się nie poprawi przez najbliższe miesiące. Jednak gdyby spółki energetyczne nie „zapchały” się w ostatnich latach węglem z importu, głównie z Rosji, sytuacja pod tym względem byłaby znacznie lepsza. Za to odpowiedzialność ponosi strona właścicielska. Niestety, w obecnej sytuacji bez mocnego zaciśnięcia pasa PGG nie przetrwa. Same cięcia to jednak za mało. Nie może być tak, że cenę za błędy polityków i menedżerów zapłacą tylko pracownicy. Nie ulega wątpliwości, że obecna formuła funkcjonowania PGG się wyczerpała. Trzeba tę firmę zupełnie inaczej zorganizować. Ustawić ją pod zapotrzebowanie, pod rynek. Rynek, który PGG straciła zarówno w ciepłownictwie, w segmencie węgli ekologicznych, w sektorze komunalno-bytowym, jak i w energetyce. Trzeba wszystko policzyć i wtedy wyjdzie, ile tego węgla naprawdę potrzeba. Wówczas może się okazać, że dla jednej lub dwóch kopalń funkcjonujących obecnie w sektorze miejsca na dzisiejszym rynku nie ma. Jednak jest szansa, żeby to miejsce stworzyć. Wystarczy w ramach tarczy antykryzysowej wreszcie zrealizować od dawna zapowiadane inwestycje w nowowczesną, niskoemisyjną energetykę węglową czy też w instalacje zgazowywania węgla, które zostały zapisane w Programie dla Śląska.  
 
Dominik Kolorz, not. łk